Muzyka

Wibrujący głos wokalistki i iskry z gryfu gitary

Beth Hart – Joe Bonamassa Mystic Production CD, 2018
Black CofFee
„Black Coffee” to najlepszy z trzech albumów duetu Beth Hart – Joe Bonamassa. Gitarzysta wystąpi 24 marca w zabrzańskim Domu Muzyki i Tańca.

Wokalistka brzmi, jakby śpiewała we wszystkich najlepszych bluesowych zespołach od początku gatunku, choć urodziła się w 1972 r. Do wspólnych występów zapraszali ją Buddy Guy i Jeff Beck. Jako jedyna kobieta śpiewała na płycie Deep Purple.

Jednak przygoda z Bonamassą trwa najdłużej. Po raz pierwszy weszli do studia, żeby przypomnieć światu bluesowe klasyki i nagrać „Don’t Explain” (2011). Dwa lata później powstało „Seesaw”. Fani uwielbiają też „Live in Amsterdam”.

– Jeff Beck powiedział mi, że kiedy zacznę czuć się w muzyce nazbyt komfortowo, jako artystka zacznę umierać – wyznała Beth Hart. – Śpiewając z Joe, zawsze muszę zachowywać czujność, wszystko jest wyzwaniem.

– Uwielbiam kompozycje z repertuaru Elli Fitzgerald, jednak nigdy nie mógłbym ich wykonać, ani tym bardziej zaśpiewać, gdyby nie współpraca z Beth – twierdzi Bonamassa.

Zeszły rok rozpoczął, wydając czwarty album supergrupy Black Country Communion, w której gra z Glenem Hughesem (ex-Deep Purple) i perkusistą Jasonem Bonhamem. W przeciwieństwie do innych bluesmanów zapełnia duże sale koncertowe. Włosy modeluje za pomocą brylantyny, słynie z eleganckich marynarek i może liczyć na obecność na widowni pięknych pań. Oczywiście samym wyglądem jeszcze nikt niczego nie zwojował. Ale też Bonamassa ma wielki talent i nie brzydzi się ciężką pracą.

Pochodzi z rodziny o muzycznych tradycjach. Jego ojciec prowadził renomowany sklep z gitarami, który odwiedzały muzyczne tuzy. Syn zaczął grać, mając cztery lata, a gdy jako 12-latek debiutował – wystąpił przed BB Kingiem. Uwerturą przełomu, jaki dokonał się w jego karierze, był koncert w Royal Albert Hall w 2009 r. wydany na DVD. To wtedy miał zaszczyt zagrać z Erikiem Claptonem, który był gościem specjalnym. Na twarzy Claptona ukazał się szeroki uśmiech zwiastujący niepowtarzalną przyjemność ze wspólnego muzykowania. Na koniec był uścisk dłoni, który Bonamassa spuentował niskim ukłonem.

Już w pierwszej kompozycji „Black Coffee” Bonamassa zademonstrował kilka technik gitarowych, zaś Beth Hart zaśpiewała w swoim charakterystycznym stylu wzorowanym na Tinie Turner i zarejestrowała też sama wspaniałe chórki. Zanim poszły iskry z gryfu Bonamassy, słyszymy jego pojedynek z basistą.

W wolniejszym „Damn Your Eyes” zaczyna jak Gary Moore, a wokalistka oddaje się bluesowemu lamentowi. Na pianinie gra Reese Wynans, były członek Double Trouble Steviego Raya Vaughana. Najlepsza jest kompozycja tytułowa. Zaczyna się wolno, wręcz sennie, ale Hart od razu wchodzi w najwyższe rejestry, wibrując głosem i przebijając najbardziej dynamiczne interpretacje Tiny Turner, z której repertuaru pochodzi piosenka. Bonamassa tym razem wywołuje wrażenie tygrysa czającego się do skoku, który wykonuje w następnej, melodramatycznej kompozycji „Lullaby of the Leaves”. Osiągnął efekt gry na dwóch gitarach, a jeśli gra jak dwóch – pozwolił sobie grać dłużej. Ale i tak dwie minuty solówki to zdecydowanie za krótko.

Wykonując szlagier „Sitting on Top of the World”, znany z repertuaru Dylana, Sinatry i The Cream, duet stworzył okazję do wejścia na muzyczny szczyt. W finale Hart zaśpiewała „Addicted” z repertuaru austriackiego wokalisty Waldecka. Piosenkarka zmagała się z uzależnieniem, ale na szczęście ma to już za sobą i gdy świat kusi ją niebezpiecznymi używkami, zajmuje się medytacjami lub muzykowaniem z Bonamassą. To najlepszy wybór.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL