fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Polityczne pojedynki Konkursu Eurowizji

Materiały
Konkurs Piosenki Eurowizji każdego roku gromadzi przed telewizorami ponad 200 milionów widzów. To arena nie tylko muzycznych zmagań.

– Im bardziej Eurowizja nie wygląda jak meeting polityczny, tym bardziej nim jest! – nie ma wątpliwości Jan, dziennikarz zajmujący się polityką międzynarodową, który 22 razy był na finałowej imprezie. Historia Konkursu Piosenki Eurowizji rozpoczęła się w 1956 roku. Johnny Logan wygrał Eurowizję aż dwa razy dla Irlandii, kraju-rekordzisty, który w sumie ma na koncie siedem zwycięstw. Szwecja triumfowała sześć razy, a najgłośniejsza była wygrana w 1974 roku grupy ABBA, która wylansowała wówczas przebój „Waterloo”. Od tamtego czasu piosenki są zdominowane przez język angielski i chwytliwe melodie bezpretensjonalnego popu. Z lansowania swojej ulubionej muzyki sięgającej ludowych korzeni zrezygnowali nawet Finowie, którzy rok w rok wyjeżdżali pokonani. Ale w tym też kraju powstał pierwszy krajowy fan klub Eurowizji – dziś istnieją one w ponad 40. krajach.

– Konkurs miał dawać wyraz odrodzonej z wojennych zgliszcz zjednoczonej Europie. Europejska Unia Nadawców zaczęła tkać więzi między niedawnymi rywalami – przypomina dziennikarz. – Na początek w konkursie brało udział dziesięć państw. Sporo – jak na rok przed podpisaniem Traktatów Rzymskich. Druga edycja Eurowizji odbyła się w 1957 roku we Frankfurcie. Konkurs gościł w mieście pełnym śladów bombardowań. Unaocznił odpowiedzialność sprawców II wojny światowej i holokaustu. Pod pozorami neutralności kryła się polityka. Tak jest do dziś.

– Eurowizja pełni rolę politycznej trybuny od lat – potwierdza Tobi, dziennikarz muzyczny z poczytnego szwedzkiego dziennika. – Podczas wojny o Falklandy, w której Argentyna starła się z Wielką Brytanią, hiszpańska piosenkarka zaryzykowała tango, odebrane jako antybrytyjska prowokacja.

W ubiegłym roku finał był pojedynkiem „na szczycie” pomiędzy Ukrainą i Rosją, ostatecznie zakończonym zwycięstwem tej pierwszej, którą reprezentował Siergiej Łazariew. Triumf miał wymiar nie tylko stricte muzyczny — widowisko jest retransmitowane do 48 państw, w tym: Stanów Zjednoczonych, Nowej Zelandii i Chin. Dzięki konkursowi, do 200 milionów ludzi docierają polityczne skargi i roszczenia.

W 2014 roku, kiedy w Europie trwały spory wokół większych praw dla homoseksualistów, wygrała Conchita Wurst, austriacka brodata drag queen i jej piosenka będącą hymnem na rzecz tolerancji. Nie była wyjątkiem — w 1998 roku w barwach Izraela wystąpiła transseksualistka Dana International, która stała się rzeczniczką społeczności queer.

– Hipsterzy nie oglądają tego „szajsu” – uważa dziennikarz Jan. – Heteroseksualni chłopcy, którzy wyznaczają, „co jest cool”, od Eurowizji stronią. Dziewczyny śledzą konkurs ukradkiem, bo przyznać się nie wypada. Jak widać, Eurowizja to „strefa zakazana”. Geje, którzy nie są w stanie utożsamić się z kulturą heteroseksualną, uznali: „To nasza „bajka”.

Europejska noc festiwalowych emocji trwa.

Premiera wartego czasu i uwagi francuskiego dokumentu „Fenomen Eurowizji” w reżyserii Claire Laborey w niedzielę 14 maja o godz. 23 w Planete+.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA