Przygotowując nowe przepisy obóz rządzący powołuje się na rozwiązania znane z innych krajów Unii Europejskiej, takich jak choćby Francja. Właściciel zagraniczny nie miałby więc prawa mieć więcej niż (według różnych doniesień medialnych) 15-25 proc. udziałów w firmie z segmentu prasa, radio, telewizja lub serwis internetowy. PiS rozważa też zakaz koncentracji krzyżowej, czyli posiadania jednocześnie różnych typów mediów, np. telewizji i radia.
Największa grupa, czyli 41 proc. badanych, nie jest zwolennikami przeprowadzenia dekoncentracji mediów. Co czwarty ankietowany jest za tym pomysłem. Opinii w tej sprawie nie ma częściej niż co trzeci badany.
- Przeciwko dekoncentracji mediów częściej są mężczyźni (43 proc.), osoby o dochodzie powyżej 5000 zł (48 proc.) oraz badani z miast od 200 do 499 tysięcy mieszkańców (51 proc.) - zwraca uwagę Piotr Zimolzak z agencji badawczej SW Research.
I dodaje, że wraz ze wzrostem wieku rośnie odsetek ankietowanych, którzy nie popierają tego pomysłu – z 30 proc. wśród badanych do 24. roku życia, do 50 proc. wśród respondentów powyżej 50. roku życia. Podobną zależność widać w wykształceniu, gdzie wraz z jego wzrostem rośnie odsetek przeciwników dekoncentracji mediów (z 18 proc. wśród osób o najniższym wykształceniu do 44 proc. wśród osób o wykształceniu wyższym).
Prof. Stanisław Jędrzejewski, medioznawcza, podkreśla, że przeciwnicy przeprowadzenia dekoncentracji mediów SA niemal dwukrotnie liczniejsi niż zwolennicy tego pomysłu. - Najważniejsze jednak, że aż ok. 40 proc. badanych nie potrafi udzielić jednoznacznej odpowiedzi, co wskazuje, że blisko połowa badanych nie wie, o co w tym wszystkim chodzi. Symptomatyczne jest to, że ludzie obdarzeni większym kapitałem kulturowym i społecznym, zatem bardziej zorientowani w kwestiach politycznych, są w większej mierze aniżeli pozostali, przeciwni pomysłowi dekoncentracji mediów, cokolwiek by to nie znaczyło – komentuje prof. Jędrzejewski.