Reklama

Robert Mazurek: Wyznania wyliniałego symetrysty

A pamiętacie ten mecz w 1974 roku we Frankfurcie? No jak nic Niemcy wygrali tylko dzięki ulewie, przecież gdyby nie deszcz, roznieślibyśmy ich w pył i zostali mistrzami świata! Tak, są sprawy, o których nie można zapomnieć, które zawsze będą żywe. Na przykład symetryzm.
Robert Mazurek: Wyznania wyliniałego symetrysty

Foto: Fotorzepa/ Robert Gardziński

Że równie odległy co mecz sprzed pół wieku? O, naiwni, nic nie rozumiecie! Wszak „Symetryzm nadal sieje spustoszenie" – grzmią na łamach „Polityki" Mariusz Janicki i Wiesław Władyka. Patrzcie państwo, nie dość, że „po 2015 roku przyniósł niepowetowane straty wolnościowemu systemowi", to jeszcze teraz się panoszy, zaraza jedna. Ale zanim zaczniemy, zsynchronizujmy zegarki i ustalmy pojęcia.

„Nasza definicja symetryzmu głosiła, że jest to niezrozumiałe trzymanie równego krytycznego dystansu wobec PiS i Platformy Obywatelskiej w imię tzw. obiektywizmu" – tak to widzą autorzy „Polityki" i chwalebna to szczerość. Dla nich dystans jest niezrozumiały, a dziennikarski obiektywizm tak zwany. O ile rozumiem, że tak pisze Władyka, w stanie wojennym publicysta gadzinówki „Tu i teraz", to młodszy od niego o pokolenie Janicki musiał się zrazić do jakichkolwiek zasad przez osmozę. Ale tak, macie panowie rację, symetryzm to równy dystans.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama