fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekkoatletyka

Medal odzyskany nocą. Norweg ze złotem

AFP
Sędziowie uznali apelację Norwegów i Jakob Ingebrigtsen odzyskał złoty medal mistrzostw Europy. Młody wilk pokonał starego lisa.

20-letni Norweg przyjeżdżał na halowe mistrzostwa Europy jako faworyt, kilka tygodni wcześniej w wielkim stylu pobił rekord świata juniorów. Ingebrigtsen przed finałem biegu na 1500 metrów żartował nawet, że odegra się na Lewandowskim za porażkę sprzed dwóch lat w Glasgow, bo Polak przecież się starzeje, a on sam jest w świetnej formie.

Czytaj także:

Marcin Lewandowski ze złotem, ale Norwegowie walczą

Faktycznie, był. Objął prowadzenie po drugim okrążeniu i już go nie oddał. Lewandowski próbował utrzymać jego tempo, ale nie mógł zbliżyć się do Norwega. Ingebrigtsen minął metę pierwszy, kilkanaście minut później został zdyskwalifikowany.

Najbardziej dyskusyjna akcja wieczoru rozegrała się na drugim wirażu. Ingebrigtsen biegł blisko krawężnika i wpadł na plecy Michała Rozmysa. Złapał się jego koszulki, a Polak go odepchnął. To starcie sprawiło, że Norweg przekroczył lewą stopą wewnętrzną linię toru - takie przewinienie kosztuje dyskwalifikację.

- Nie mam pretensji do Michała o walkę na łuku. Biegliśmy po wewnętrznej, ale zostaliśmy zepchnięci. Zawodników było po prostu za dużo. Jest jednak nowy przepis, zgodnie z którym jeśli zostanę wypchnięty do środka i wpadnę tam nieumyślnie, to wszystko jest w porządku. Oglądaliśmy wideo, odwołujemy się - wyjaśniał Ingebrigtsen w rozmowie z „Rz”.

Europejska federacja kilkanaście minut po północy poinformowała, że 20-latek odzyskał złoto. Sytuacja zaskoczyła polskich działaczy. Sam Lewandowski prawdopodobnie już spał, bo kolejnego dnia przed południem czekał go kolejny start.

- Gdyby Ingebrigtsen przekroczył linię sam, bez kontaktu z innym zawodnikiem, zostały bezwzględnie zdyskwalifikowany. Jego kontakt z Rozmysem sprawił jednak, że sytuacja była bardziej złożona. Podejrzewam, że mogło to zostać potraktowane jako okoliczność łagodząca - wyjaśnia „Rz” sędzia międzynarodowy Janusz Rozum.

Jego domniemania potwierdziła Komisja Odwoławcza, która zinterpretowała przepisy zgodnie z duchem sportu. „Ingebrigtsen został popchnięty przez innego zawodnika i dlatego przekroczył krawężnik. Zawodnik nie uzyskał przez to żadnej przewagi, a sytuacja nie wpłynęła na wyścig, ani na jego wynik” - czytamy.

Polacy o czwartej nad ranem odwołali się jeszcze od tej decyzji i wnioskowali o dyskwalifikację Norwega. To nie przyniosło skutku. Całe zamieszanie sprawiło, że zaplanowaną na początek porannej sesji dekorację przełożono na 14:07.

Lewandowski już mecie przyznał, że to jego rywal zasłużył na złoto. - Fajnie, jeśli zostanę mistrzem Europy, ale Ingebrigtsen był tego dnia po prostu najlepszy. Należą mu się wielkie gratulacje. To żadna niespodzianka, bo przecież tej zimy prawie pobił rekord świata - mówił Polak. Okazja do rewanżu prawdopodobnie w niedzielę, kiedy zaplanowano finał biegu na 3000 metrów.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA