fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Medyk chce gwarancji jak żołnierz - lekarze apelują o zmiany systemu kierowania do walki z epidemią

lekarze
AFP
Zamiast zmuszać do pracy przy Covid nakazami, resort powinien określić warunki pracy i płacy, a chętni zgłoszą się sami – uważają medycy.

Matki małych dzieci, samotni rodzice czy osoby przewlekle chore – do pracy w szpitalach covidowych wojewodowie kierują medyków ustawowo zwolnionych z nakazu takiej pracy zgodnie z ustawą o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi. Nie zmieni tego nowela niektórych ustaw o przeciwdziałaniu sytuacjom kryzysowym związanym z wystąpieniem Covid-19, która zakłada, że na wniosek wojewody albo ministra zdrowia samorządy zawodów medycznych przekażą w terminie siedmiu dni od dnia otrzymania wniosku wykaz osób wykonujących zawody medyczne, które mogą być skierowane do zwalczania epidemii.

Wykaz ma zawierać imię, nazwisko, adres zamieszkania i numer prawa wykonywania zawodu. Wciąż jednak nie pozwala stwierdzić, czy medyk może zostać skierowany do pracy przy zwalczaniu epidemii.

Jak podkreśla prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie dr Łukasz Jankowski, izba nie ma informacji o statusie zdrowotnym lub rodzinnym swoich członków.

– Wojewoda lub minister dostaną suchy wykaz, w którym znajdą się także osoby niezdolne do pracy – wychowujące małe dzieci, ale i będące jedynym anestezjologiem w swoim szpitalu czy lekarzem podstawowej opieki zdrowotnej (POZ), który opuszczając miejsce pracy, zostawia bez opieki nawet kilka tysięcy pacjentów na swoim terenie – zauważa dr Piotr Watoła, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL).

Izby lekarskie deklarują, że mogą stanowić dla wojewodów wyłącznie ciała doradcze i przedstawić im listy ochotników. Tych zaś jest niewielu, bo żaden z urzędów wojewódzkich nie precyzuje, w jakim mieście czy szpitalu mieliby pracować chętni.

– System jest nieprzejrzysty i chaotyczny. Oczekuje, że lekarz stawi się do pracy dzień po otrzymaniu wezwania, nie daje mu nawet czasu na znalezienie zastępstwa – zauważa dr Jankowski.

Zgadza się z nim wiceszef OZZL:

– Dziś wojewoda może skierować medyka do szpitala oddalonego o 10, ale także o 180 km od domu, na zmiany 8-, ale też 24-godzinne. Lekarz nie wie, czy będzie pracował dwie doby z rzędu, czy 24 godziny z 48-godzinną przerwą. Ani czy placówka zapewni mu miejsce do spania i wyżywienie. Gdyby takie informacje były dostępne, łatwiej byłoby się zdecydować również ochotnikom – mówi dr Watoła.

Dlatego medycy apelują do rządzących o zmianę systemu kierowania do walki z epidemią – udostępnianie listy miejsc potrzebujących medyków, informacji o systemie pracy, a także stawek.

– Ministerstwo deklaruje, że dodatek za pracę przy Covid w wysokości 200 proc. podstawy wynagrodzenia załatwi sprawę. Ale podstawa wynagrodzenia w szpitalu uniwersyteckim to 1,9 tys. zł, a jej dwukrotność – 3,8 tys. zł. Niewiele – mówi dr Watoła. I dodaje, że medykom jak żołnierzom kierowanym na pierwszą linię frontu powinno się zapewnić ubezpieczenie na wypadek śmierci i gwarancję renty w razie trwałego uszczerbku. Żołnierz jadący na wojnę wie, że jeśli zginie, jego rodzina nie zostanie bez pomocy. Lekarze powinni mieć taką samą pewność – uważa dr Piotr Watoła.

Etap legislacyjny: przed publikacją w Dzienniku Ustaw

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA