fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Koronawirus: nakaz pracy dla lekarza i pielęgniarki nieskuteczny

AdobeStock
Na ponad 100 skierowań do pracy przy zwalczaniu epidemii zgłosiło się zaledwie dwudziestu kilku medyków. Szwankuje selekcja i forma doręczania skierowań.

Ze stu osób, które wojewoda mazowiecki skierował do szpitali i domów pomocy społecznej, do pracy zgłosiło się zaledwie 15 osób. Nie odmówił żaden z medyków z Lubelskiego, natomiast na Śląsku decyzje o skierowaniu do pracy doręczono 11 pielęgniarkom i 15 lekarzom, z których 7 nie zgłosiło się do pracy.

Nie wszyscy mieli powód, który zwalnia z obowiązku, nakładanego na personel medyczny na podstawie art. 47 ustawy o zapobieganiu oraz zwalczaniu zakażeń i chorób zakaźnych u ludzi, czyli ukończony 60. rok życia, orzeczenie o całkowitej lub częściowej niezdolności do pracy, chorobę przewlekłą, ciążę czy wychowywanie dzieci do 18. roku życia. Za niezastosowanie się do decyzji grozi od 5 tys. do 30 tys. zł kary i wniosek do okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej lekarzy, co wojewoda mazowiecki Konstanty Radziwiłł zamierza egzekwować z żelazną konsekwencją.

Jak przyznaje rzecznik prasowy wojewody mazowieckiego Ewa Filipowicz, były minister zdrowia nałożył już pięć kar pieniężnych w wysokości 5 tys. zł, a kara podlega natychmiastowemu wykonaniu.

– Decyzji jest tylko pięć, dlatego że większość medyków ma ważny, wymieniony w ustawie powód, by odmówić – tłumaczy dr Łukasz Jankowski, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej (OIL) w Warszawie, do której zgłaszają się medycy błędnie skierowani do pracy. – To osoby starsze, schorowane, opiekujące się małymi dziećmi lub schorowanymi bliskimi. A ci, którzy zgodnie z ustawą do takiej pracy się kwalifikują, mają obawy, że nie są wystarczająco kompetentni, jak to miało miejsce w przypadku lekarki po stażu podyplomowym, która została skierowana do DPS – dodaje Łukasz Jankowski.

Czytaj też:

Jego zdaniem szwankuje nie tylko selekcja wyznaczanych do pracy, ale także sposób doręczania skierowań. Szerokim echem odbiła się historia lekarza ze Zgierza, któremu skierowanie policja wręczyła tuż przed północą, na oczach zaskoczonych sąsiadów. Medyk skarżył się, że wizyta funkcjonariuszy przypominała zatrzymanie. Takie wrażenie mieli też jego sąsiedzi. Po interwencji izb lekarskich policja zgodziła się wręczać skierowania dyskretniej i w godzinach 7–22. Zwłaszcza że skierowanie dotyczy najczęściej następnego dnia i przedstawiciel personelu medycznego ma zaledwie kilka godzin na to, by przemieścić się do nowego miejsca pracy i przygotować na panujące tam warunki.

Te często są dalekie od idealnych: – Z informacji docierających do Izby wynika, że w szpitalach czy domach pomocy społecznej, do których kierowani są lekarze, brakuje podstawowych środków ochronnych, takich jak rękawiczki czy maseczki, nie mówiąc już o kombinezonach, ochraniaczach na obuwie czy przyłbicach. Wysyłając personel medyczny do zakażonych koronawirusem, trzeba dbać o bezpieczeństwo kierowanych osób. Dlatego kiedy zgłaszają się do nas lekarze gotowi podjąć pracę na ochotnika, najpierw chcemy się upewnić, że będą bezpieczni – tłumaczy Łukasz Jankowski.

Dlatego Okręgowa Izba Lekarska w Warszawie chce zagwarantować lekarzom kierowanym do pracy warunki, jakie zapewniają szpitale jednoimienne: zaawansowane środki ochrony osobistej (pełny kombinezon z przyłbicą), wyższe wynagrodzenie oraz specjalne ubezpieczenie na wypadek, gdyby doszło do zakażenia. Na spotkaniu w Narodowym Funduszu Zdrowia padł pomysł wyposażania lekarzy w walizki, w których znajdowałby się zapas rękawiczek, maseczek i kombinezon, pozwalający lekarzowi przetrwać kilka dni, dopóki nie dostanie przydziału z placówki, do której został powołany.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA