fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Lekarze i pielęgniarki

Z 86 do 50 zmniejszy się liczba specjalizacji lekarskich

123RF
Resort chce zlikwidować kluczowe podspecjalizacje i zastąpić je umiejętnościami zdobytymi w sześć miesięcy.

Z 86 do 50 zmniejszy się liczba specjalizacji lekarskich – zakłada projekt nowelizacji ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty, przygotowany przez zespół przy ministrze zdrowia. Mniej będzie również podspecjalizacji, a zastąpią je umiejętności lekarskie w zakresie jednej lub kilku procedur terapeutycznych lub diagnostycznych. Zdaniem części ekspertów takie rozwiązanie zagrozi bezpieczeństwu pacjentów.

Czytaj także: Lekarze: umiejętności zamiast kolejnych specjalizacji

Skrócona lista

Z listy specjalizacji podstawowych zniknąć miałaby m.in. chirurgia plastyczna, a podspecjalizacji – chirurgia onkologiczna, ginekologia onkologiczna czy laryngologia dziecięca. Zdaniem części ekspertów zastąpienie ich umiejętnościami przyniesie szkodę pacjentom.

– Nie wyobrażam sobie, by zaawansowanych procedur z ginekologii onkologicznej można było się nauczyć w sześć miesięcy. Tak się po prostu nie da. Zakładając, że lekarz operuje 15 pacjentek tygodniowo, może uznać się za specjalistę po dwóch–trzech latach, i to pod warunkiem, że pracuje w dobrym zespole – mówi prof. Tomasz Rechberger, kierownik II Katedry i Kliniki Ginekologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. – Jeśli porównać wyniki przeżyć pacjentów z tzw. high-volume centers, czyli ośrodków, w których zabiegi wykonuje się na skalę masową, i tych, gdzie takie zabiegi przeprowadza się sporadycznie, widać ogromną różnicę. W interesie pacjenta jest leczyć się tam, gdzie taki zabieg wykonuje się rutynowo. To samo dotyczy pojedynczego lekarza – dodaje prof. Rechberger.

Podobne uwagi mają specjaliści ginekologii zabiegowej. Zauważają, że przez sześć lat specjalizacji z położnictwa i ginekologii lekarz często nie ma szans nawet zobaczyć niektórych operacji, a o biegłości w ich wykonywaniu można mówić po samodzielnym wykonaniu nawet 60 operacji i asystowaniu przy kolejnych 60. Szkolenia specjalistycznego nie da się więc zastąpić umiejętnością nabywaną przez kilka miesięcy. Taki tok szkolenia powinien być, ich zdaniem, zarezerwowany dla wykonywania USG danego narządu.

– Zamienianie tak ciężkich specjalizacji w umiejętność jest zabójcze dla pacjentów. To tak, jakby w sześć miesięcy uczyć, jak wyciąć nerkę, i jeszcze nie dać podejść do stołu – mówi jeden z ginekologów.

Mieszane uczucia wzbudza natomiast pomysł likwidacji podspecjalizacji z chirurgii onkologicznej. Konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii ogólnej prof. Grzegorz Wallner uważa, że taka specjalizacja jest pomyłką, bo istnieje zaledwie w kilku krajach, a na całym świecie zastępuje ją raczej chirurgia narządowa, gdzie lekarz specjalizuje się w operowaniu danego narządu.

Pisali interniści

Również prof. Janusz Kowalewski, torakochirurg, dyrektor Centrum Onkologii w Bydgoszczy, uważa, że chirurgia onkologiczna już dziś jest częścią chirurgii ogólnej.

– Wielu chirurgów ogólnych uprawia ją już dziś. Gdyby im ją zabrać, zostaną z przepukliną lub żylakami, a to za mało – uważa prof. Kowalewski.

Podobnie jak prof. Wallner uważa jednak, że skomplikowane operacje powinny być przeprowadzane przez doświadczonych chirurgów.

Zdaniem zabiegowców w zespole ds. ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty zabrakło chirurga.

– Widać, że pisali ją interniści. Z listy specjalizacji i podspecjalizacji zniknęły ważne dziedziny zabiegowe, ale jako specjalizacje podstawowe pozostawiono poddziedziny interny, które kiedyś były jej częścią – reumatologię, gastroenterologię, nefrologię czy alergologię – mówi jeden z chirurgów, który woli pozostawać anonimowy. – Ciekawe, jak zareagowałby minister zdrowia, z zawodu kardiolog, gdyby z listy specjalizacji zniknęła kardiologia, którą kiedyś też przecież uznawano za internę – ironizuje lekarz.

Nasi rozmówcy przyznają jednak, że specjalizacji w Polsce jest za dużo i takie dziedziny jak hipertensjologię czy endokrynologię dziecięcą można zastąpić umiejętnościami.

Opinia dla „rzeczpospolitej"

prof. Tomasz Grodzki, chirurg klatki piersiowej, transplantolog, senator PO

Należy sobie zadać pytanie, czy ta ustawa ma sprzyjać jakości leczenia pacjentów czy oszczędzaniu pieniędzy. Nie wyobrażam sobie, by chirurg ogólny po sześciomiesięcznym kursie chirurgii onkologicznej był biegły w wykonywaniu rozległych zabiegów. Chirurgia, szczególnie onkologiczna, jest skuteczna, gdy wykonuje się ją na skalę masową. Dlatego chorzy z całego świata zjeżdżają do prof. Buechlera z Heidelberga, którego zespół wykonuje 800 resekcji raka trzustki rocznie. Słusznie podejrzewają, że poradzi sobie z nowotworem znacznie lepiej niż lekarz, który robi rocznie pięć takich operacji. W większości dyscyplin chirurgicznych o biegłości można mówić, gdy 50 ciężkich zabiegów wykona się samodzielnie, a najpierw 50 jako asystent. Obawiam się, że wprowadzając tę zmianę, resort nie pomyślał o bezpieczeństwie pacjentów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

REDAKCJA POLECA

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA