fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kościół

Krzyżak: Wyjść z dymu kadzideł poza słowa

adobestock
W poniedziałek wieczorem, tuż przed kilkudniowymi rekolekcjami, po trwającym zaledwie kilka godzin posiedzeniu polscy biskupi przyjęli, zapowiadany już we wrześniu, dokument dotyczący pedofilii.

Stanowisko Konferencji Episkopatu Polski (KEP) „w sprawie wykorzystywania seksualnego osób małoletnich przez niektórych duchownych”, które jak zapowiada przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki ma zostać w najbliższym czasie odczytane w kościołach, by uniknąć „manipulacji Stanowiskiem Episkopatu, poprzez taki czy inny wybór cytatów przez media, idący w jakimś ideologicznym kierunku” jest dokumentem ważnym aczkolwiek mocno spóźnionym i dla niektórych, pozostawiającym uczucie niedosytu.

W sześciopunktowym dokumencie biskupi przyznają, że nadużycia seksualne dotyczą również Kościoła nad Wisłą, przepraszają za nie, deklarują wolę oczyszczenia i pokuty (przyznają, że rozpoczęli zbieranie danych na ten temat), wskazują na już rozpoczęte prace, zmierzające do minimalizacji nadużyć (powołanie koordynatora, ustanowienie pełnomocników w diecezjach, szkolenia prewencyjne), wzywają też ofiary do zgłaszania przypadków pedofilii do władz kościelnych i prokuratury, ale także apelują do sprawców o to, by uznali swoją winę i spełnili „wymogi sprawiedliwości”.

Część zawartych w dokumencie stwierdzeń nie jest niczym nowym. Słowa przeprosin pod adresem ofiar w ostatnich latach padały ze strony biskupów kilka – jeśli nie kilkanaście – razy. Hierarchowie tłumaczyli też, że rozpoczęli proces rozliczania się z pedofilią w szeregach duchowieństwa. Przez długi czas unikali jednak wydania takiego właśnie – wspólnego – stanowiska. A przecież winno ono powstać co najmniej w 2015 roku, gdy Stolica Apostolska zaakceptowała polskie wytyczne dotyczące postępowania ze sprawcami pedofilii i pomocy dla ofiar. Zabrakło wtedy determinacji, pójścia za ciosem. Pojawiło się myślenie, że samo wydanie wytycznych oraz koordynator ds. ochrony dzieci i młodzieży oraz stworzone przez niego Centrum Ochrony Dzieci (COD) problem załatwią.

Szybko okazało się, że to rozwiązanie połowiczne. Za decyzjami biskupów poszła wprawdzie ciężka praca koordynatora ds. ochrony (o. Adama Żaka), ale brakowało rzetelnych informacji dla opinii publicznej. W wielu ujawnianych przypadkach molestowania społeczeństwo wciąż odnosiło wrażenie, że coś usiłuje skrywać się pod dywan. Brakowało także rzetelnej diagnozy problemu wspartej wiarygodnymi danymi z diecezji. O te od biskupów nie mógł doprosić się także powołany przez nich koordynator.

Do powstania obecnego dokumentu potrzebna była zmiana myślenia wśród samych biskupów. Walczyło o to kilku zdeterminowanych hierarchów – z prymasem Polski abp Wojciechem Polakiem na czele – oraz o. Adam Żak i jego współpracownicy. Ale potrzebny był rozłam wśród biskupów (kilku opublikowało dane o przypadkach pedofilii w swoich diecezjach, o czym pisaliśmy na łamach „Rzeczpospolitej”), presja społeczna (spowodowana m.in. wrzawą wokół filmu „Kler” czy zapowiedź filmu dokumentalnego o pedofilii, który przygotowuje Tomasz Sekielski).

Zarówno rozłamu, jak i presji społecznej, można było uniknąć prowadząc w tej sprawie od samego początku jasną i klarowną politykę – także w sferze medialnej. Dość wspomnieć, że informacji o tym, że w diecezjach są powołani specjalni pełnomocnicy ds. pedofilii nie było nawet na wielu stronach internetowych. Pełną ich listę publikowało jedynie COD.  Dziś list biskupów – podkreślę raz jeszcze – ważny, traci swą moc i przez wiele środowisk zostanie zapewne odebrany jako wymuszony.

Z pewnością ważnym elementem tego listu jest wezwanie sprawców do ujawnienia się i poniesienia kary. Biskupi nie piszą wprawdzie jak to ujawnienie miałoby wyglądać, ale jeśli dobrze odczytuję ich intencje idzie o przyznanie się w pierwszej kolejności przed biskupem, który dalej zadecyduje co ze sprawą robić. Może ją przekazać do odpowiednich komórek Stolicy Apostolskiej, a może także oddać wymiarowi sprawiedliwości. Wezwanie to ważne, bo choć odzew nie będzie pewnie duży, to jednak jest to jeden z istotnych punktów na drodze do samooczyszczenia.

Kolejny ważny element to apel do ofiar o zgłaszanie przypadków władzom kościelnym oraz prokuraturze.  Istotna jest deklaracja – która wprawdzie wybrzmiała już w ustach biskupów wcześniej – o tym, że ofiary mogą otrzymać pomoc duszpasterską, psychologiczną oraz prawną. Uczucie niedosytu w tym punkcie będą mieli zapewne ci, którzy liczą na odszkodowania ze strony Kościoła. W tej materii biskupi konsekwentnie milczą, co zapewne będzie wodą na młyn dla środowisk, które im nie sprzyjają.

Choć hierarchowie przyznają, że zbierają dane o przypadkach pedofilii w diecezjach, a także wspólnotach zakonnych, brak jest w dokumencie konkretu. Mianowicie co z owymi danymi dalej zrobią, do czego je wykorzystają, itp. Znów trzeba sięgać do wypowiedzi towarzyszących. Abp Gądecki precyzuje, że poproszono o dane szczegółowe, które będą wymagały rzetelnej analizy, ale nie wiadomo jak długo to potrwa i kiedy zostaną one podane do wiadomości publicznej. A zatem jest zapowiedź, ale bez szczegółów. Choć znów podkreślenia wymaga fakt, że biskupi zgodzili się takie dane udostępnić.

Episkopat zdecydował też, że począwszy od tego roku każdy pierwszy piątek Wielkiego Postu będzie dniem modlitwy i pokuty „w intencji ofiar wykorzystania seksualnego i ich rodzin; za osoby duchowne żyjące niemoralnie i wyrządzające krzywdę dzieciom i młodzieży, a także za ludzi, których gorszące czyny księży głęboko ranią”. To piękny chrześcijański gest, bo modlitwa jest sprawą ważną, ale równolegle z nią muszą się dziać wszystkie inne rzeczy, o których biskupi napisali. Bez tego pozostaniemy wyłącznie w sferze słowa i dymie kadzideł.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA