To były chyba najdłuższe trzy godziny w moim życiu. Kontra między Mysiorem a Zielińskim prowadzona przez Bogdana Rymanowskiego dłużyła mi się niemiłosiernie, i gdyby nie wyraźna prośba redakcji, wiele razy w ciągu tego czasu bym z jej oglądania zrezygnował. I nie chodzi o to, że tematy były nieciekawe, bo niewątpliwie każda z poruszonych kwestii mogłaby posłużyć za kanwę do o wiele dłuższej, inspirującej i fascynującej rozmowy. Problemem było głównie to, że niestety (przy całej mojej osobistej sympatii dla starego znajomego, jakim jest Marcin Zieliński) obaj goście nie mieli adekwatnej wiedzy teologicznej, uciekali od trudności i sprzeczności, jakie niesie ze sobą każdy system intelektualny (a takim jest także doktryna katolicka), a także budowali fałszywe poczucie całkowitej jednolitości nauczania Kościoła.