fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Covid-19 burzy system ochrony zdrowia w Polsce

Pacjenci zakażeni Covid-19 mają ogromne trudności z dostępem do lekarzy specjalistów
WOJTEK JARGIŁO/PAP
Grażyna Zawadka
Izabela Kacprzak
Karolina Kowalska
NFZ zalecił szpitalom, by wstrzymały niektóre zabiegi, m.in. usunięcie macicy czy wymianę stawu biodrowego. Lekarze mówią: – To niemoralne.

Pacjenci w obawie przed zakażeniem nie zgłaszają się do szpitali nawet z zawałami czy udarami – alarmują lekarze szpitali niecovidowych, jak np. Wojskowy Instytut Medyczny w Warszawie czy Górnośląskie Centrum Medyczne w Katowicach. Tak jest wszędzie. – Zgłasza się do nas mnóstwo przypadków z przechodzonymi wyrostkami czy gnijącymi pęcherzykami żółciowymi, które były leczone za pośrednictwem teleporady – mówi chirurg ogólna ze szpitala powiatowego pod Warszawą. – Niestety, doświadczyliśmy sytuacji, że pacjenci po prostu przechodzili zawały w domach, bojąc się koronawirusa, albo przyjeżdżali do szpitala w bardzo odległej dobie, co całkowicie uniemożliwiało prawidłowe leczenie. Zawał to czas, im szybsza interwencja, tym większa szansa na uratowanie pacjenta – podkreśla płk dr Jarosław Kowal, wicedyrektor WIM.

Szpitale spieszą się z diagnostyką i nadrobieniem miesięcy bezczynności sprzed wakacji, kiedy leczono tylko stany nagłe. Kilka dni temu Fundusz z powodu zagrożenia Covid-19 i „wysokiego prawdopodobieństwa pobytu pacjenta w oddziale anestezjologii i intensywnej terapii" zalecił rezygnację m.in. z dużych zabiegów korekcyjnych kręgosłupa, zabiegów wewnątrzczaszkowych, pomostowania naczyń wieńcowych, usunięcia macicy.

Leczą mimo zaleceń

– To tylko zalecenie, a nie nakaz. Pracujemy normalnie, mamy 300 małych pacjentów, leczymy najtrudniejsze przypadki z województwa – mówi Wojciech Gumułka, rzecznik Centrum Zdrowia Dziecka w Katowicach.

Takie zapewnienia słyszymy w szpitalach całej Polski, które nie zastosowały się do zaleceń NFZ: w Piekarach Śląskich, gdzie mieści się renomowana urazówka, Sosnowcu, Łodzi, Chorzowie. Tyle że dotychczas normalne szpitale lub ich niektóre oddziały są przekształcane w covidowe, a praktycznie zmiany następują z dnia na dzień.

Przyznaje to wicedyrektor Kowal z WIM. – W związku z decyzją przekształcenia kolejnych 80 łóżek w łóżka covidowe (będzie ich łącznie 130) część planowych zabiegów najpewniej w następnych dniach będziemy musieli stopniowo ograniczać, zachowując jednak pełną gotowość do wszystkich stanów ostrych – zaznacza. Jest to jedyne na Mazowszu centrum urazowe i ograniczanie liczby normalnych łóżek niepokoi lekarzy. – Tu zwożeni są ranni po wypadkach, kierowane są wszystkie transporty z wypadków komunikacyjnych – rocznie to jest ponad 300 takich ciężkich przypadków – mówi dr Kowal.

Chirurg ogólna ze szpitala powiatowego pod Warszawą potwierdza, że „operacje planowe idą według planu". – Ale żyjemy w strachu, że w każdej chwili mogą nas przekształcić. Ostrych przypadków jest tyle, że oddział jest non stop pełny – mówi.

Pacjenci poza systemem

Kolejny problem to brak lekarzy, powoływanych z najróżniejszych oddziałów do pracy przy zwalczaniu epidemii. Ale lekarzy ubywa także ze względu na zakażenia i kontakt z chorymi – coraz więcej zespołów i oddziałów wysyłanych jest na kwarantannę. – Mam teraz 10 łóżek, bo reszta została zabrana do innej części szpitala na tzw. łóżka covidowe. Połowa lekarzy ma dodatni wynik testu na Covid, podobnie jak część pielęgniarek, więc całodobowy dyżur mam teraz co drugi–trzeci dzień – opowiada nam chirurg naczyniowy z Lublina.

Oddziały wyłączają też zakażenia u chorych. – Chcieliśmy przeprowadzić na oddziale kontaminację, by przyjmować pacjentów na ostro. Kogo się da, wypisywaliśmy do domu, ale jedna z pacjentek okazała się dodatnia. A ponieważ w szpitalu nie ma jeszcze oddziału covidowego, bo nie zainstalowano śluz barierowych, chora została na oddziale, co spowodowało wyłączenie pozostałych 9 łóżek – mówi chirurg z Lublina. Łóżka stoją, a lekarz od rana odbiera błagalne telefony od rodzin chorych z całego województwa: – Proszą, by przyjąć ojca z ciężkim niedokrwieniem kończyny, bo jak go nie zoperują, straci nogę. A my musimy odmawiać. Teściowa jednej pani ma już martwicę palców stopy. Od kilku dni szukają dla niej miejsca, ale w całym województwie nie chcą jej przyjąć. Kobieta może stracić całą nogę, a może i życie. Bez rozpoznania i bez Covid – opowiada „Rzeczpospolitej" chirurg z Lublina.

Jeszcze większym problemem są pacjenci zakażeni, którzy Covid-19 przechodzą łagodnie, ale potrzebują nagłej interwencji, bo mają zapalenie spojówek albo stan zapalny żyły. – To jest grupa ludzi, którzy są poza systemem. Nikt nie chce ich przyjąć – opowiada jedna z pacjentek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA