fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Koronawirus SARS-CoV-2

Europa walczy bez planu. Każda ze stolic postanowiła działać na własną rękę

W Austrii od wtorku handel prawie jak dawniej. Wróciliśmy! – napis na sklepie w Innsbrucku
afp
Gdy Francja i Włochy wielkim wysiłkiem przedłużają blokadę, Hiszpania znosi ograniczenia, a Niemcy się wahają.

W tym tygodniu Komisja Europejska przedstawi apel do stolic „27” o koordynowanie walki z wirusem. – Kraje członkowskie powinny przynajmniej zawiadamiać jeden drugiego oraz KE z odpowiednim wyprzedzeniem, zanim zniosą ograniczenia, i wzajemnie brać pod uwagę swoje działania. Wypracowanie wspólnej strategii i ram operacyjnych jest rzeczą fundamentalną – zapisano w projekcie dokumentu, który ujawnił „Financial Times”.

Ale kraje Unii najwyraźniej tego apelu nie biorą sobie do serca. W piątek, mimo katastrofalnej sytuacji gospodarczej, premier Giuseppe Conte przedłużył do 3 maja całkowitą blokadę życia społecznego i działalności biznesu (poza branżami strategicznymi) Włoch.

Hiszpańskie ryzyko

Z kolei premier Pedro Sánchez zgodził się na wznowienie od poniedziałku działalności firm w Hiszpanii, które strategicznego znaczenia nie mają.

– Wirus nie respektuje granic, w szczególności w Unii, gdzie integracja gospodarki posunęła się tak daleko. Dlatego warto mieć zdrowego sąsiada. Koordynacja działań w walce z epidemią może być tylko dla wszystkich korzystna – podkreśla Joan Costa Font, znawca gospodarczych aspektów służby zdrowia w London School of Economics (LSE).

W marcu dziewięć krajów Unii, w tym Francja, Włochy i Hiszpania, wystąpiło do Brukseli o opracowanie wspólnej strategii działania. Nie udało się. Na znak protestu przeciw odmowie skierowania 2 mld euro z budżetu Unii na walkę z epidemią do dymisji podał się wtedy Mauro Ferrari, główny doradca naukowy KE.

Każda ze stolic postanowiła działać na własną rękę. Najbardziej ryzykowną strategię obrał Sánchez. We wtorek w Hiszpanii znów odnotowano wzrost liczby zgonów z powodu Covid-19: zmarły 567 osób. Już na początku tygodnia z 374 ofiarami na milion mieszkańców kraj przodował w tragicznej statystyce pandemii.

Równie źle było tylko we Włoszech (338) i Belgii (336), Francja (229) miała lepsze wyniki, nie mówiąc o Austrii (41), Niemczech (36) i krajach Europy Środkowej. Sygnałem, że królestwo słabo panuje nad chorobą, jest też to, że z ok. 170 tys. rozpoznanych przypadków w 130 tys. nie wiadomo, jak pacjent złapał wirusa.

Jednak na początku tygodnia w samym Madrycie drogę do pracy po dwóch tygodniach przerwy na nowo obrało 300 tys. pracowników. Rząd zadbał, aby wchodząc do metra czy autobusu, każdy był wyposażony w maseczkę. Czy to jednak wystarczy? Hiszpanie mają w pamięci, jak zgoda Sáncheza na organizację 8 marca ogromnych manifestacji na rzecz praw kobiet w wielu miastach kraju doprowadziła do eksplozji choroby (wtedy też zaraziła się żona premiera).

Tyle że Madryt musi też wziąć pod uwagę inne zagrożenie: bankructwa. Od 17 marca armię bezrobotnych zasiliło już milion nowych osób. Bo choć szef rząd wydał zakaz zwalniania pracowników, to co czwarty jest na kontrakcie terminowym, którego wystarczy nie odnawiać.

Włochy bez ruchu

W jeszcze gorszej sytuacji gospodarczej są Włochy. Zdaniem organizacji Confindustria połowa z 4,3 mln przedsiębiorstw zawiesiła działalność, stoi 85 proc. dystrybucji i cała obsługa ruchu turystycznego. Wielki przemysł na północy kraju, w tym Fiat Chrysler, naciskał więc na premiera, aby wprowadzoną w życie 9 marca blokadę życia społecznego i biznesu znieść w tym samym dniu co Hiszpania.

Ale Conte postanowił inaczej – drakońskie ograniczenia będą trwały przynajmniej do 3 maja. – To jest trudna, ale konieczna decyzja, za którą biorę pełną odpowiedzialność – oświadczył szef rządu.

Brak stanowczej reakcji Rzymu na rozwój choroby w lutym spowodował, że dziś Włosi opłakują śmierć blisko 21 tys. rodaków, a lekarze Mediolanu czy Turynu musieli podejmować tragiczne decyzje o tym, kogo próbować ratować, a komu dać umrzeć, bo dla wszystkich łóżek w oddziałach intensywnej terapii nie starczało. Conte najwyraźniej zdaje sobie sprawę, że powtórka z tak tragicznego doświadczenia musiałaby doprowadzić do upadku jego rządu, przejęcia władzy w przedterminowych wyborach przez twardą prawicę i postawienia pytania o członkostwo w Unii.

Francja poczeka

W poniedziałek metamorfozę przeszedł Emmanuel Macron. Zawsze pewny siebie, wojowniczy prezydent przyznał w 29-minutowym przemówieniu, że Francja „nie była przygotowana na tę pandemię”, a kraj, i on sam, „będzie musiał znaleźć pomysł na siebie”. Ogłosił, że blokada zostanie przedłużona do 11 maja, po czym ma nastąpić stopniowy powrót do normalności.

Jednak „Le Figaro” wskazuje, że w tym programie jest więcej znaków zapytania niż rozwiązanych kwestii. Jak mają za miesiąc ruszyć szkoły? W jaki sposób każdy „z symptomami Covid-19” ma być za miesiąc poddany testom, skoro dziś kraj jest ich w stanie przeprowadzić tylko 15 tys. dziennie? – zastanawia się dziennik.

Geoffroy de Roux de Bézieux, prezes potężnej organizacji biznesu Medef, zadaje inne niewygodne pytanie: gdy opadnie epidemia, czyż nie trzeba będzie znieść wielu norm socjalnych (jak 35-godzinny tydzień pracy), do którego tak przywiązana jest Francja?

Kraj, to już wiadomo, czeka w tym roku najgłębsza recesja od wyzwolenia, a dług zdaniem ministra finansów Bruno Le Maire’a urośnie do 112 proc. PKB. Ale Francja, gdzie w ostatnim czasie liczba zmarłych rosła szczególnie szybko, nie widzi innej drogi do opanowania wirusa. A i ta jest ryzykowna.

Kraj, który przez lata był dumny ze swojej służby zdrowia, dał się zaskoczyć chorobie, w szczególności w porównaniu z Niemcami. Priorytetem jest dla niego odzyskanie wiarygodności.

Ostrożne Niemcy

Rząd w Berlinie ma już dokument, na który czekał. Narodowa Akademia Nauk Leopoldina w Halle przedstawiła propozycje poluzowania ograniczeń, jak np. częściowe otwarcie szkół podstawowych czy stopniowe uruchamianie firm w tym handlu oraz restauracji. Oczywiście po spełnieniu warunków: 1. utrzymywania liczby nowych infekcji na stabilnym poziomie, 2. zachowania wymogów higieny, 3. zapewnienia rezerwy w służbie zdrowia, pozwalającej na przyjmowanie do placówek medycznych zarażonych koronawirusem, a z drugiej na efektywne działanie pozostałej sfery służby zdrowia. Dwa pierwsze warunki są już spełnione. Trzeci jest skutecznie realizowany.

Wszystko to rozważy w środę rząd przy udziale premierów landów, starając się wypracować strategię na przyszłość. Wydaje się, że Niemcy nie oczekują natychmiastowego zniesienia ograniczeń. Z sondażu Civey dla „Business Insider“ sprzed świąt wynika, że 56 proc. obywateli uznaje za przedwczesne poluzowanie ograniczeń po terminie, na który zostały wprowadzone, czyli 20 kwietnia. Przeciwny jest co trzeci. Inne sondaże dają podobne wyniki.

– Traktuję to z pewnym sceptycyzmem. To opinie na ten moment. Mogą się jednak szybko zmienić, tak jak i pozytywna ocena działań rządu. Bez wątpienia ludzie oczekują już przedstawienia jakiegoś planu wyjścia z obecnej sytuacji – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Thomas Pogundtke, politolog z uniwersytetu Heinricha Heinego w Düsseldorfie.

Po publikacji raportu Leopoldiny pojawiły się apele wzywające rząd do ostrożności. – Krótkotrwałe odprężenie przyniosłoby większe szkody niż dalsze utrzymywanie ograniczeń, gdyby miało się okazać, że konieczny jest po pewnym czasie powrót do starych zasad – czytamy w opinii Instytutu Makroekonomii i Badań Koniunkturalnych z Düsseldorfu. Jest bliski związków zawodowych i radzi dmuchać na zimne. Jego zdaniem spadek niemieckiego PKB wyniesie w tym roku 4 proc., ale w przyszłym roku odbije do rekordowego w ostatnich latach 2,4 proc. Eksperci instytutu nie przewidują też znacznego wzrostu bezrobocia. To dzięki działającej już kryzysowej tarczy rządu Merkel.

Powolny powrót Austrii

Po czterech tygodniach ograniczeń Austriacy mogli w pewnym stopniu powrócić we wtorek do normalnych zajęć. Otwarte zostały sklepy o powierzchni poniżej 400 mkw. oraz markety budowlane, przed którymi ustawiły się długie kolejki (wewnątrz na 20 mkw. przebywać mógł jeden klient). Zniesiono w dużym stopniu ograniczenia dotyczące korzystania z komunikacji publicznej. Nadal zamknięte są jednak np. place zabaw.

– Na poluzowanie czekano z niecierpliwością, chociaż 95 proc. obywateli nie miało zbytnich kłopotów z podporządkowaniem się dotychczasowym surowym zasadom – tłumaczy „Rzeczpospolitej” Andreas Unterberger, były naczelny wiedeńskiego dziennika „Die Presse”.

Jego zdaniem decyzja rządu, otwierająca drogę do normalności, była motywowana politycznie, lecz nie byłaby możliwa bez znacznej poprawy sytuacji epidemiologicznej. Liczba nowych infekcji rośnie ostatnio o mniej niż 3 proc., a w połowie marca sięgała 40 proc.

– Najważniejsze jest obecnie utrzymanie liczby infekcji na niskim poziomie – mówił we wtorek Rudolf Anschober, minister zdrowia. Stąd obowiązek noszenia masek w miejscach publicznych. Za nieprzestrzeganie grozi 25 euro kary, a za nieutrzymywanie odstępu jednego metra – 50 euro. Obowiązują nadal zalecenia, by nie opuszczać miejsca zamieszkania. Zgodnie z obecnym planem od 2 maja zostaną otwarte wszystkie sklepy i zakłady fryzjerskie, a od połowy maja bary i restauracje.

Obłożenie oddziałów intensywnej opieki sięga obecnie 50 proc., co gwarantuje dostęp wszystkim potrzebującym.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA