fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konsumenci

Unikanie listonosza nie zlikwiduje długu

123rf
Niespłacone kredyty to jeszcze nie koniec świata. Można się ich pozbyć, ale unikanie listonosza w tym nie pomoże.

Polacy zadłużają się na potęgę. Tylko w Krajowym Rejestrze Długów figuruje niemal 2,5 mln osób, które nie zapłaciły na czas rat kredytów, pożyczek, czynszu, rachunków za telefon, prąd, telewizję czy internet.

Czytaj także: Po drugim awizo pozew wręczy komornik

Jakoś to będzie

Dlaczego Polacy się zadłużają? IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów przeprowadził badania w tej sprawie. Aż 17 proc. osób przyznało, że zaciągają zobowiązania na zasadzie „jakoś to będzie”. Niemal co dziesiąta osoba wydawała pieniądze, zupełnie nie kontrolując, na ile w danym miesiącu może sobie pozwolić. Wiele osób nie może też spłacić długu z powodu trudnej sytuacji życiowej, jak utrata pracy, choroba czy rozwód. Są jednak sposoby na pozbycie się długów. Ale nic za darmo.

Na pewno nie wolno lekceważyć pisma z firmy windykacyjnej. Nawet jeśli dłużnik swoje zobowiązania reguluje na bieżąco. Może się okazać, że w przeszłości nie zapłacił np. raty kredytu albo zmienił adres, nie informując o tym np. administracji w spółdzielni. Zlekceważenie pisma nie wstrzymuje windykacji. Sprawa najprawdopodobniej trafi do sądu.

– W wezwaniu do zapłaty windykator może ostrzec dłużnika, że jeśli nie ureguluje zaległości w ciągu 30 dni, to na podstawie pełnomocnictwa otrzymanego od wierzyciela wpisze go do Krajowego Rejestru Długów. A to oznacza dodatkowe kłopoty – wyjaśnia Jakub Kostecki, prezes zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

– Osoba, która widnieje w KRD, może mieć później problemy z zaciągnięciem kredytu, z zakupami na raty czy zawarciem umowy z operatorem telefonii komórkowej. Staje się bowiem klientem podwyższonego ryzyka – mówi Tomasz Konieczny, radca prawny specjalizujący się w prawie konsumenckim.

Lepiej rozmawiać

Z firmą windykacyjną warto rozmawiać, bo gdy sprawa trafi do sądu, a potem do komornika, nie ma już pola do negocjacji. Komornik zajmuje konto bankowe, a jeśli to nie wystarczy, ma prawo sprzedać rzeczy należące do dłużnika albo nakazać pracodawcy przekazanie części jego pensji. Jeśli sąd przyzna rację wierzycielowi, dłużnik będzie musiał pokryć koszty sądowe, egzekucyjne, prawnika reprezentującego stronę przeciwną, a także odsetki.

– Zdarza się, że dłużnicy próbują „uciekać” z majątkiem, przenosząc go na członków rodziny, ale jest to działanie bezsensowne, gdyż zgodnie z art. 527 § 1 kodeksu cywilnego czynność taka może zostać uznana za bezskuteczną – tłumaczy Rafał Fronczek, prezes Krajowej Rady Komorniczej.

Dłużnicy świadomie próbują też zwodzić wierzyciela, licząc na przedawnienie. To brnięcie w ślepy zaułek. Sąd ma bowiem prawo wydłużyć czas na dochodzenie należności, jeśli okaże się, że dłużnik celowo podejmował działania, które miały doprowadzić do przedawnienia.

Dług może się przedawnić po sześciu latach. Jest to termin podstawowy, bo są kategorie długów, które mają inne okresy przedawnienia. Przedawnienie nie oznacza jednak anulowania długu, tylko niemożność jego dochodzenia przed sądem. Od ubiegłego roku sąd z urzędu bada, czy roszczenie jest aktualne. Jeśli po analizie materiału dowodowego stwierdzi, że upłynął termin przedawnienia, sprawę oddala. Wierzyciel nadal ma jednak prawo upominać się o swoje i np. wpisać dłużnika do KRD.

Wiele zadłużonych osób wierzy, że ogłoszenie upadłości konsumenckiej uwolni je od spłaty zaległości. Jest to drastyczne rozwiązanie, które pozbawia dłużnika majątku, w tym domu lub mieszkania. Bankructwo można ogłosić w sytuacji, kiedy wartość długu przekracza wartość majątku i dłużnik nie jest w stanie go spłacić. Zawsze jednak o tym decyduje sąd.

W 2018 r. sądy ogłosiły upadłość 6570 konsumentów. Prawie 58 proc. z nich było notowanych w KRD w dniu bankructwa. Mieli łącznie 141,5 mln zł zaległych płatności.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA