Upadek Heratu, to kolejny szokujący cios dla rządu Aszrafa Ghaniego, na nieco ponad dwa tygodnie przed ostatecznym wycofaniem się sił amerykańskich z Afganistanu.

Jeden z przedstawicieli afgańskich władz twierdzi, że afgańskie wojsko zgodziło się wycofać z lotniska w Heracie, położonego 15 km od miasta oraz z dowództwa sztabu Korpusu Armii, ostatnich ważnych obiektów kontrolowanych przez siły wierne rządowi w Kabulu. 

Inne źródła twierdzą, że jeszcze o 13 lokalnego czasu afgańscy żołnierze utrzymywali pozycje na lotnisku.

- Talibowie zapewnili, że nie zrobią krzywdy przedstawicielom władz, którzy się im poddadzą - twierdzi członek rady prowincji Herat, Ghulam Habib Hashimi.

Zamieszkiwany przez 600 tysięcy mieszkańców Herat jest ważnym ośrodkiem ekonomicznym w Afganistanie. Miasto leży w pobliżu granicy z Iranem.

Po zajęciu miasta przez talibów jego ulice opustoszały - mówi Hashimi. - Rodziny albo uciekły, albo ukrywają się w domach - dodaje.

Talibom, w ramach porozumienia, miano przekazać Ismaila Khana, przywódcę tamtejszych milicji a także gubernatora prowincji i urzędników odpowiedzialnych za bezpieczeństwo. Hashimi nie zna warunków porozumienia.

Pojmanie Khana potwierdził rzecznik talibów, Zabiullah Mujahid.

Ismail Khan, znany jako "Lew Heratu" brał udział w toczących się w Afganistanie konfliktach od 1979 roku. Jego powrót na linię frontu przed miesiącem był sygnałem, że Herat jest poważnie zagrożony. Pojmany przez talibów Przywódca milicji ma ponad 70 lat.