fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Jerzy Haszczyński: Polski pomnik, niemiecka szansa

Berlin, okolice Anhalter Bahnhof
AdobeStock
W centrum Berlina stanie polski pomnik upamiętniający niemieckie zbrodnie na sąsiadach.

W piątek Bundestag zdecydował, że w Berlinie powstanie miejsce pamięci ofiar II wojny światowej i niemieckiej okupacji w Polsce. Sprawę w dzisiejszej "Rzeczpospolitej" komentował Jerzy Haszczyński

Monument ma przypominać o wydarzeniach, których świadków już prawie nie ma. Nie doczekali. Debata zaczęła się późno, trwała długo. Diabeł tkwił i tkwi w szczegółach, na ile polskie ofiary zasługują – to straszne słowo, ale do tego się to przede wszystkim sprowadza – na wyróżnienie wśród ofiar Trzeciej Rzeszy. O szczegółach piszemy w dzisiejszej „Rz". Tutaj padną ogólne tezy o znaczeniu tego projektu.

Przez wiele lat ze zdziwieniem obserwowaliśmy, jak ze światowej narracji o zbrodniach Trzeciej Rzeszy, z artykułów w prasie, z hollywoodzkich filmów, z rozpraw naukowych znikali Niemcy, a zastępowali ich naziści. Jednocześnie w trudnych momentach, w czasie kryzysu wywołanego ustawą o IPN czy akcji Rosji oskarżającej Polskę o wywołanie II wojny światowej, ważni politycy niemieccy umieli w wypowiedziach skierowanych do polskiego odbiorcy powiedzieć: tak, to my, Niemcy, ponosimy odpowiedzialność. Wydaje się jednak, że te zapewnienia mogą mieć charakter rytualny. Świadczy o tym wywiad z nowym ambasadorem Niemiec w Polsce, udzielony Jędrzejowi Bieleckiemu miesiąc temu dla „Rz".

Ojciec Arndta Freytaga von Loringhovena jako adiutant szefa sztabu generalnego był w ostatnich dniach wojny w bunkrze z Adolfem Hitlerem. Jak stwierdził ambasador, jego ojciec nie był nazistą, dosłownie: „nie wspierał nazizmu". Był patriotą, przekonanym, że „jego obowiązkiem jest walka za swój kraj".

To są słowa przemyślane, a nie rzucone przypadkowo w czasie bankietu. Jeżeli przedstawicielowi niemieckich elit, dyplomacie, dawniej wysokiemu funkcjonariuszowi wywiadu, nie zaświeciła się czerwona lampka przy wypowiadaniu takich tez, to znaczy, że te elity uważają to za coś normalnego. Można było siedzieć z Hitlerem w bunkrze i nie być nazistą. To kto dokonał tych zbrodni? No, bo nie Niemcy, nawet nie ci, co się tam z Führerem zmieścili.

Dwie dekady temu socjologowie z uniwersytetu w Hanowerze opublikowali wyniki badań na temat tego, co najmłodsze pokolenie wie o Trzeciej Rzeszy pod streszczającym tę wiedzę tytułem „Mój dziadek nie był żadnym nazistą". Potem w niemieckiej polityce historycznej zaczęło dominować wspominanie niemieckich ofiar, z założeniem, że wobec innych narodów Niemcy już się z przeszłości rozliczyli. Wiedza o zbrodniach dokonanych w Polsce jest jednak słaba. Grupa posłów Bundestagu, którzy chcieli postawić polski pomnik w sercu stolicy na 80. rocznicę wybuchu wojny, pisała o  „w niewystarczającym stopniu ukształtowanej" świadomości „szczególnego charakteru panowania niemieckiego reżimu okupacyjnego, który dokonywał eksterminacji ludności w Polsce pomiędzy 1939 a 1945 rokiem". Nie udało im się przekonać nawet 40 procent deputowanych, rocznicę ponad rok temu obchodziliśmy bez pomnika.

Teraz może być inaczej. To szansa przede wszystkim dla Niemców. Przekonanie, że wszystko zostało zrozumiane i rozliczone, było błędne. Jego konsekwencją było coraz bardziej otwarte kwestionowanie zbrodni niemieckich. Elity wypominają to Alternatywie dla Niemiec, izolując ją z tego między innymi powodu. Warto, by patrząc na pomnik, zastanowiły się, czy opowieści o walczących patriotach, niemających nic wspólnego z nazizmem, nie deformują obrazu Trzeciej Rzeszy. I jaki to może mieć wpływ na następne pokolenia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA