fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Szułdrzyński: Unijny walkower

Fotorzepa, Robert Gardziński
Dynamika polityczna w Unii Europejskiej zaczyna być niebezpieczna dla Polski.

Nie dzisiaj czy jutro, ale w dłuższej perspektywie. W Unii nie tylko trwają już dyskusje, ale też podejmowane są pierwsze decyzje, których efektem będzie koniec Wspólnoty, jaką dotychczas znaliśmy.

Kraje strefy euro chcą się bliżej integrować i chociaż to dopiero pieśń przyszłości, już dziś przedstawiają propozycje, których wdrożenie oznaczałoby, że Polska – na własne życzenie – znajdzie się na marginesie Unii. Równocześnie podejmowane są w Brukseli decyzje szkodliwe dla naszych interesów: traktowanie kierowców polskich ciężarówek jako pracowników delegowanych to cios w konkurencyjność naszej gospodarki. W dodatku Niemcy sondują możliwość uzależnienia przyznawania środków od przestrzegania unijnych zasad, co jest wprost groźbą pod adresem polskiego rządu. Jeśli dodamy do tego coraz większą aktywność Hiszpanów, którzy po wyjściu z potężnego kryzysu gospodarczego coraz ambitniej domagają się większego udziału w debatach nad przyszłością Unii Europejskiej, mamy obraz szybkich formalnych i nieformalnych zmian.

Polska jest przedmiotem, a nie podmiotem w tych wszystkich procesach. Polski rząd ma związane ręce z powodu sporu z Komisją Europejską w sprawie dotychczasowych zmian w Trybunale Konstytucyjnym i planowanych reform wymiaru sprawiedliwości. Spiera się z Brukselą o relokację uchodźców, którzy przybywają na nasz kontynent. Rząd ma przecież prawo nie zgadzać się z Unią. Ale warunkiem skuteczności w UE jest budowanie sojuszy. Tymczasem w naszej polityce wobec UE królują nie interesy, ale ideologia. PiS wciąż mówi o tym, że nie wyrzeknie się suwerenności w zamian za euro, że woli płacić kary, niż przyjmować uchodźców. Pytanie tylko, czy to znaczy, że np. odgrywający coraz większą rolę w UE Hiszpanie czy Włosi mają wpływ tym większy, im bardziej wyrzekają się swej suwerenności? Wręcz przeciwnie, zawierane w UE sojusze mogą służyć poprawianiu własnej pozycji.

Polska stoi dziś z boku, bo rządzący postrzegają Unię jako grę o sumie zerowej: jeśli my zyskujemy, ktoś inny musi tracić. To niezrozumienie systemu współzależności, na którym zbudowana jest Unia. Wstępując do UE, wchodziliśmy również do wspólnoty wartości, zasad i solidarności. Tyle tylko, że perspektywa PiS stanowi samospełniającą się przepowiednię. Dowodząc, że i tak Niemcy rządzą UE, Polska nie bierze udziału w grach o swoje interesy. W efekcie Niemcy stawiają na swoim, a my przegrywamy. I wówczas sprawdza się wiara prezesa Kaczyńskiego w to, że Unia to tylko instrument w ręku Berlina. Koło się zamyka.

Przyjmowanie takiej perspektywy to droga donikąd. Podobnie jak obrażanie się na Unię i stanie z boku trwającej właśnie dyskusji o przyszłości Unii.

Na razie rząd, który powtarza, że wstaje z kolan, przegrywa w Brukseli kolejne bitwy. Nie na tym polega suwerenność.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA