Wskutek kompletnego chaosu informacyjnego ze strony rządu na temat polityki weryfikowania, kto spełnia kryteria działalności gospodarczej (zresztą sam pomysł tworzenia post factum takich kryteriów wydaje się absurdalny) na ludzi, którzy prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą, padł blady strach. I to nie dlatego, że są oszustami, uczestniczą w jakichś karuzelach VAT-owskich czy ukrywają dochody, ale ze względu na to, iż represyjny model fiskalizmu, od którego w ciągu 30 lat wolności nie umieliśmy się uwolnić, nagle zagroził fundamentom ich egzystencji.

Bo przecież niezaliczenie testu to oczywista perspektywa bankructwa, zniszczenia podstaw materialnych rodziny, rozłożenie na łopatki wobec kredytodawców, firm leasingujących czy zwykłych partnerów handlowych. Zwykły lincz, jak pisze autor skierowanego do nas listu. Za co? Za to, że poszli za głosem tych, którzy namawiali ich do przedsiębiorczości, do „wzięcia losu we własne ręce". Co więcej, byli zwykle pod presją szefów firm, którzy ze względu na wysokie koszty pracy nie byli zainteresowani zatrudnieniem ich w formie etatu. Zresztą, czy naprawdę racjonalne jest etatowe zatrudnianie serwisantów wyspecjalizowanego sprzętu komputerowego, hermetycznego software'u czy czyścicieli kominów, którzy nie muszą pojawiać się w firmie zlecającej częściej niż kilka razy w miesiącu? To absurd, chyba nie ma w tej sprawie dyskusji.

Tak, wiele biznesów w Polsce działa wyłącznie dlatego, że pracodawcy znajdują właściwy balans między kosztami pracy i niewielkim zwykle zyskiem. Uderzyć w ten model, to nie tylko zabić znaczny procent firm, ale przede wszystkim doprowadzić do ruiny setki tysięcy rodzin. Czy w istocie tego potrzebuje rząd, który rzekomo chce wspierać małych przedsiębiorców, inwestuje w innowacyjność i buduje nową klasę średnią? Nijak się to w kategoriach logiki nie klei.

Ze strony przedstawicieli odpowiedzialnych resortów płyną zapewnienia, że chodzi o „uczłowieczenie" procesu świadczenia pracy, w tym lepszą ochronę pracujących. Absolutnie nie przechodzę wobec tego obojętnie. To konieczność, ale proces ten trzeba przeprowadzać z wyjątkowym wyczuciem i uwagą. Zacząć od reformy systemowej ubezpieczeń społecznych, podatków i prawa pracy. Obniżając jej koszty, motywować pracodawców do zatrudnienia na etat, a nie pchać się z siekierą w tłum bezbronnych ludzi. W tej sprawie potrzebujemy spokojnej i mądrej ewolucji, a nie rezurekcji, której miarą sukcesu jest liczba ściętych głów rzekomo winnych ludzi. Właśnie takiej polityki się domagamy. Lincze zostawmy organizacjom w typie Ku Klux Klanu.

List samozatrudnionego ws. testu przedsiębiorcy