fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Jerzy Haszczyński: Nie ma nas nawet przy stole

PAP/Andrzej Lange
Słowa szefa polskiej dyplomacji, który przyznał, że z mediów dowiedział się o kluczowej dla Polski decyzji USA, wywołały wzburzenie. Jest gorzej, niż się wydaje.

Słowa te padły w wywiadzie Zbigniewa Raua dla „Rzeczpospolitej”, udzielonym Jędrzejowi Bieleckiemu. Jak mówił minister, amerykańscy sojusznicy „nie znaleźli czasu” na to, by przed ogłoszeniem przez prezydenta Joe Bidena braku sankcji na Nord Stream 2 skonsultować tę decyzję z tymi, którym najbardziej zagrażają jej skutki.

Rau poskarżył się publicznie, że mocarstwo, od którego zależy nasze bezpieczeństwo, nas ignoruje, nie bierze pod uwagę naszego zdania i interesów. Na czele mocarstwa stoi teraz Joe Biden, a ekipa rządząca Polską postawiła wcześniej na jego przeciwnika Donalda Trumpa – skutki tego są opłakane. Taki jest ton znacznej części komentarzy dotyczących wypowiedzi Raua. Mają poważną wadę – nie uwzględniają szerszego kontekstu, a nawet istoty problemu.

Tak, bezrefleksyjne wspieranie Trumpa było błędem. A podważanie zwycięstwa Bidena i zwlekanie z gratulacjami dla niego było nawet niezgodne z polskim interesami, bo Polska nie ma stosunków z Ameryką Trumpa, lecz z Ameryką. Duda i PiS obrazili Bidena, wspierali Trumpa, i nie mają żadnego przełożenia na nową administrację – na tym zazwyczaj kończy się refleksja związana z wywiadem Raua. I przy okazji z Nord Stream 2 i polityką Zachodu wobec Rosji.

A nie powinna się kończyć. Biden nie konsultował decyzji nie tylko z Polską, ale też z innymi krajami, których ona dotyczy. Z mediów dowiedziała się o niej Ukraina. Amerykanie, czego nikt nie zauważył, nie znaleźli czasu także dla państw bałtyckich, również należących NATO. Doświadczenie podpowiada, że nie konsultowaliby jej także z Polską pod innymi rządami, tak jak to było w czasach Baracka Obamy, który 17 września 2009 r. zaskoczył nas, wycofując się z planów budowy tarczy antyrakietowej, czyli robiąc prezent Rosji naszym kosztem.

Naiwnością jest zakładanie, że prezydent nie odblokowałby budowy NS2, gdyby Duda złożył mu w odpowiednim czasie gratulacje. Zrobił to, choć wcześniej zgadzał się z większością amerykańskich senatorów z obu partii, że NS2 to sposób na finansowanie przez Rosję jej imperialnych działań, burzenie porządku w Europie, a jako prezydent USA uznał, że przywódca Rosji jest „zabójcą”. Na pewno zdania nie zmienił, ale zdecydował się odwołać sankcje, nie dostając od Putina nic w zamian. Uzyska coś od Niemiec, prących bez oglądania się na interesy mniejszych partnerów z UE i NATO do miliardowych interesów z Moskwą.

Ale czy to jest dobra informacja dla Polski i regionu? Nie. Nas i regionu nie ma przy stole, przy którym ważą się nasze losy. Nie oznacza to, że nie możemy teraz liczyć na sojuszników, na NATO, które wygłosi odpowiednie słowa na poniedziałkowym szczycie. Nie oznacza, że mamy drżeć, iż jutro Rosja może wkroczyć do Estonii. Ale świat nie kończy się jutro. Nie wiadomo, kiedy poznamy konsekwencje decyzji podejmowanych teraz ponad naszymi głowami.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA