fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Jerzy Haszczyński: Białoruski bloger w rękach dyktatora. Wyobraźnia i czyny Zachodu

Raman Protasiewicz
Raman Protasiewicz
AFP
To, co Łukaszenko zrobił, by schwytać młodego białoruskiego blogera, wzburzyło polityków i zwykłych ludzi. Co ze wzburzenia aktem terroryzmu i piractwem białoruskiego reżimu wyniknie? Dotychczasowe działania Zachodu wobec postradzieckich dyktatorów nie napawają nadzieją.

Wyraz twarzy zatrzymanego w samolocie pasażerskim młodego blogera Ramana Protasiewicza będzie się wielu ludziom śnił jeszcze długo. On podróżował z wolnego świata do wolnego świata, z Aten do Wilna, a nagle wylądował w Mińsku, by - o czym wie - stać się najważniejszym więźniem politycznym bezwzględnego dyktatora Aleksandra Łukaszenki. Wie, jak działają służby białoruskie, wie, czego i jakimi metodami oprawcy będą się chcieli od niego dowiedzieć. Wie, że potem grozi mu długoletni łagier, może śmierć.

Czy po tym, co dotychczas Zachód zrobił dla opozycji na Białorusi i w sąsiedniej, blisko związanej zapewne i z tą sprawą, Rosji - może liczyć na jakiś ratunek? W czym może pokładać nadzieję? Skoro do tej pory kończyło się na wyrażaniu głębokiego zaniepokojenia i na szybkim przechodzeniu do dalszych interesów. Na pomocy udzielanej nielicznym, którzy zdecydowali się opuścić kraj lub musieli to zrobić. Na wyrazach sympatii w mediach społecznościowych coraz mniejszej grupy pięknoduchów.

Tym razem wielu zachodnich przywódców zareagowało szybko i wykazało chęć zrobienia czegoś więcej niż dotychczas. Zmuszenie do lądowania pasażerskiego samolotu przez wojskowy myśliwiec robi jednak wrażenie - każdy mógł być jednym z przypadkowych pasażerów. Na pokładzie byli obywatele państw zachodnich, samolot leciał z Grecji na Litwę, zarejestrowany jest w Polsce, a firma matka ma siedzibę w Irlandii - wszystko to kraje Unii Europejskiej, trzy na dodatek należą do NATO. Jeżeli argument, że doszło do aktu terroryzmu się utrzyma, to działania wobec białoruskiego reżimu muszą być inne niż wszystko, co do tej pory znaliśmy. Z deklaracji polityków zachodnich, oficjalnych i nieoficjalnych, czuć, że jest taka gotowość w wielu krajach.

Co jednak może zrobić Unia Europejska, której przywódcy, to już wiemy, zajmą się Białorusią na szczycie w poniedziałek i wtorek? Może wydłużyć czarną listę przedstawicieli reżimu, wprowadzić dotkliwe sankcje gospodarcze, zakazać lotów białoruskich linii lotniczych. To pierwsze pewnie nie zrobi wielkiego wrażenia, dyktator już jest na takiej liście. Mocne uderzenie w białoruskich eksporterów i linię Belavia bardzo dobrze świadczyłoby o Unii, do tej pory nie pokazywała takiej stanowczości. Nie pokazywała, że mordowanie, torturowanie, terroryzowanie, trucie jest dla niej nie do przyjęcia.

Jeżeli teraz tego nie pokaże, to kiedy?

Ale czy nawet najdrastyczniejsze sankcje, izolacja skłonią Łukaszenkę do wypuszczenia Ramana Protasiewicza? To strasznie zabrzmi, ale to mało prawdopodobne. Dyktator przywykł do izolacji, izolowany, z małymi przerwami, jest od lat. To go nie powstrzymuje od niszczenia wrogów. Boi się, że zostanie obalony, że naród go przegna. Boi się o swoje życie, lęka spisków pałacowych - by do nich nie dopuścić, musi się wykazać bezwzględnością wobec blogera i wyciągnąć od niego potrzebne informacje.

Na dodatek ma pełne poparcie od władcy Kremla, którego sankcjami nikt nie niepokoi. Putin z radością wesprze totalnie izolowanego Łukaszenkę.

Chyba że i na niego Zachód zacznie wywierać presję. Naiwne? Tak, ale nie ma wyjścia: trzeba się chwycić naiwnej wizji: przywódcy Zachodu uznają, że nie zniosą myśli o tym, co może się stać z Ramanem Protasiewiczem, młodym blogerem, który wsiadł do niewłaściwego samolotu w niewłaściwym momencie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA