fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Zuzanna Dąbrowska: PiS mobilizuje wyborców opozycji

- Zaproponowałem panu premierowi, aby wystąpił o wotum zaufania dla rządu, by zakończyć ten proces, w którym przeszkadza się większości parlamentarnej w działaniach związanych z walką z pandemią - powiedział w Sejmie prezydent Andrzej Duda.
Fotorzepa/ Jerzy Dudek
Na przekonanie wyborców, że prezydent Andrzej Duda jest silnym i wpływowym politykiem, jest już trochę za późno. Trzeba było wcześniej traktować go w taki właśnie sposób, to może wyborcy by uwierzyli.

Jeżeli macie wystarczającą liczbę głosów, to odwołajcie nas albo przestańcie jątrzyć – powiedział premier Mateusz Morawiecki do opozycji podczas niezapowiedzianej wcześniej debaty nad wotum zaufania dla swojego rządu. Oznacza to mniej więcej tyle: skoro mamy większość, to możecie nam nagwizdać, więc lepiej się nie odzywajcie. To kompletne niezrozumienie zasad dyskursu w demokracji, ale przecież nie o demokrację chodziło szefowi rządu, tylko o ratowanie wizerunku urzędującego prezydenta przed wyborami na kolejną kadencję.

Lewica nazwała debatę nad wotum nieufności „sejmową konwencją wyborczą” i było to chyba najtrafniejsze określenie tego sejmowego spektaklu. Andrzej Duda, który miał wyjść z inicjatywą potwierdzenia mandatu gabinetu Morawieckiego, miał się pokazać jako mąż stanu, osoba potrafiąca podejmować decyzje i inspirować własny obóz polityczny. Trudno się było jednak oprzeć wrażeniu, że Zjednoczona Prawica zabrała się do tego dość późno. Na trzy tygodnie przed wyborami trudno będzie przekonać wyborców, że obecny prezydent to postać silna, samodzielna i sprawcza. Może gdyby nie lekceważono go tak kompletnie, jak choćby przywracając na stanowisko prezesa TVP Jacka Kurskiego, pomysł politycznego restartu byłby bardziej wiarygodny.

Po przegłosowaniu wotum premier dostał kwiaty, choć właściwie powinien je otrzymać prezydent jako ten, który ma zwyciężać i ładnie się prezentować w wieczornym wydaniu „Wiadomości”. Głównym przesłaniem tego propagandowego show była jedność obozu władzy przed wyborami. Po kozackim zajeździe Jarosława Gowina i grabieżczej wyprawie Zbigniewa Ziobry po nowe stanowiska jedność to faktycznie kluczowe hasło w koalicji. Oczywiście jedność pod wodzą prezesa.

Czy to się uda? Czy podkręcanie sporu, ostra konfrontacja, wzajemne obelgi i propaganda z czasów późnego Gierka zmobilizują wyborców? To możliwe, choć gra jest ryzykowna, bo przecież skoro zmobilizują się wyborcy PiS, to jeszcze szybciej zmobilizować się może reszta. Choćby ze złości.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA