We wtorek Sylwester Marciniak przyznał, że na podstawie przyjętych przez Sejm przepisów o głosowaniu korespondencyjnym nie da się przeprowadzić w pełni wolnych wyborów. Teraz po stronie opozycji coraz wyraźniejszy staje się spór o to, jaką strategię przyjąć wobec planów PiS.
Donald Tusk we wtorek ogłosił, że zamierza wybory zbojkotować, jeśli będą miały postać listownego głosowania organizowanego przez wicepremiera Jacka Sasina. Scenariusz przedstawiony przez Tuska jest prosty: jeśli wszyscy sympatycy opozycji zbojkotowaliby majowe wybory, frekwencja byłaby bardzo niska, a poparcie dla Andrzeja Dudy bardzo wysokie. To zaś da asumpt do zakwestionowania prawomocności wyborów i demokratycznego mandatu nowo wybranego prezydenta. Tusk liczy, że widmo blamażu doprowadzi PiS do wycofania się. A zarazem to dłoń wyciągnięta do Małgorzaty Kidawy-Błońskiej, która również zdecydowała, że jeśli głosowanie będzie korespondencyjne, to ona nie weźmie w nim udziału, choć w wyborach sama startuje.