fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Joanna Ćwiek: Wybory pomimo epidemii

Fotorzepa, Jakub Czermiński
Rozprzestrzenianie się po Polsce wirusa, który w Europie zbiera śmiertelne żniwo, nie jest dla rządu dostatecznym powodem przełożenia wyborów prezydenckich.

Polska wprowadza stan epidemii – zapowiedział premier Mateusz Morawiecki. To zaostrzenie zasad kwarantanny i walki z koronawirusem. Jest to też powód do zawieszenia do Wielkanocy zajęć dydaktycznych oraz dalszego ograniczenia handlu w galeriach.

Wprowadzenie stanu epidemii, zgodnie z ustawą o chorobach zakaźnych, daje ministrowi zdrowia m.in. uprawnienie do ustanawiania zakazu przemieszczania się, funkcjonowania określonych instytucji i zakładów pracy. Może też kierować w drodze decyzji, do pracy przy zwalczaniu skutków epidemii – nie tylko pracowników służby zdrowia, ale także innych.

Jednak w ustawie większych różnic między działaniami w stanie zagrożenia epidemicznego a epidemią nie ma. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że ta druga sytuacja, oznacza większą powagę sytuacji. Tym samym można się spodziewać, że zostaną podjęte ostrzejsze działania zapobiegające transferowi wirusa.

Jakie? Tego wciąż nie wiadomo. Premier Mateusz Morawiecki podczas konferencji prasowej mówił o tym oględnie: - Nasze kwarantanna narodowa nie oznacza, że będziemy luzowali reguły. Ten czas do świąt musi być pełny społecznej dyscypliny. Chrońmy jedni drugich. Społeczna izolacja pomaga – tłumaczył.

Można się spodziewać, że dojdzie do dalszego ograniczania handlu czy wręcz, że zostanie wprowadzony zakaz poruszania się po ulicach. Za złamanie reguł, kary są podwyższone z 5 tys. zł aż do 30 tys.

Minister zdrowia Łukasz Szumowski mówił o zdecydowanym wzroście liczby osób, u których zdiagnozowano koronawirusa. W piątek, w porównaniu do czwartku, liczba ta wzrosła o 70 osób (do 425), a w porównaniu do środy - o 144. Szef resortu zdrowia prognozuje, że pod koniec przyszłego tygodnia, chorych może być nawet 10 tys.

Jednak, co zdumiewające, poważna sytuacja w kraju nie stanowi podstawy do przełożenia wyborów prezydenckich. PiS obawia się, że w czasie nieuniknionego spowolnienia gospodarczego, Andrzejowi Dudzie trudniej będzie osiągnąć wysoki wynik. Obecnie też łatwiej mu prowadzić kampanię wyborczą, bo gdy zwykli Polacy a także pozostali kandydaci w wyborach prezydenckich poddają się narodowej kwarantannie, Duda jako głowa państwa, jeździ „ze wsparciem i słowami podziękowania” po całym kraju.

Jednak każdy kij ma dwa końce. W Garwolinie, w którym w ubiegłą sobotę prezydent spotkał się z ratownikami medycznymi, wśród mieszkańców słychać było komentarze, że jego aktywność może być zagrożeniem dla miasta i tamtejszej opieki medycznej. To jest miasto, w którym z kadrą jest tak źle, że po godzinach w pogotowiu jeździ nawet dyrektor szpitala. Z kolei w Otwocku pojawiły się plakaty, na których proszono Dudę, by ich nie odwiedzał. Wystarczyło, że na otwarciu biura poselskiego Dariusza Olszewskiego z Solidarnej Polski był minister środowiska Michał Woś, u którego kilka dni później stwierdzono zakażenie. Wreszcie, czy ludzie, zwłaszcza starsi, mimo trzynastych i czternastych emerytur, zdobędą się na odwagę, by iść do urn w momencie, gdy słyszą, że wirus stanowi zagrożenie, zwłaszcza dla nich?

Może więc lepiej w tej sytuacji dla prezydenta, by tak jak większość Polaków, pozostał w domu i poddał się narodowej kwarantannie?

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA