fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Artur Bartkiewicz: Kaczyński mówi wprost: PiS chce wygrać wybory epidemią

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Jarosław Kaczyński mówiąc w RMF FM, że z perspektywy trudnych czasów jakie czekają nas w związku z pandemią wirusa, dobrze byłoby, gdyby prezydent i premier byli reprezentantami tej samej partii, nie pozostawia złudzeń co do politycznego planu PiS na najbliższe tygodnie. Planu tyleż makiawelicznego, co niebezpiecznego dla wszystkich Polaków.

Od dwóch tygodni pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 jest w zasadzie jedynym tematem przyciągającym uwagę opinii publicznej. Dramatyczne wieści z Włoch, pogarszająca się sytuacja w Hiszpanii, szybko rozprzestrzeniający się wirus w USA i Wielkiej Brytanii – to, a nie polityczne układanki jest dziś najważniejsze.

W naturalny sposób w czasie kryzysu, który wielu porównuje do wojny, uwaga opinii publicznej skupia się na rządzących – to ich rolą jest przeprowadzenie społeczeństwa przez trudny czas, to oni mają narzędzia służące temu i to oni mogą podejmować decyzję dotyczące całego społeczeństwa. Nic więc dziwnego, że dziś w centrum uwagi jest prezydent Andrzej Duda, premier Mateusz Morawiecki i minister zdrowia Łukasz Szumowski. I – co do zasady – do reakcji polskich władz na kryzys związany z pandemią na razie nie można mieć zastrzeżeń. Rząd Morawieckiego szybko zamknął szkoły, kina, teatry, ograniczył działanie galerii handlowych i restauracji. Kwestią do dyskusji jest, czy jest w stanie uratować znajdującą się w obliczu kryzysu gospodarkę i czy po latach, gdy pieniądze w formie rozmaitych świadczeń płynęły szerokim strumieniem do Polaków, ma zasoby, by ratować polskie małe i średnie firmy sparaliżowane przez pandemię, ale jeśli chodzi o spowolnienie epidemii rząd wywiązuje się ze swojej roli.

Wszystkie te starania mogą jednak spalić na panewce jeśli rządzący chcą połączyć walkę z epidemią z celami stricte politycznymi – a tak chyba należy odczytywać słowa Jarosława Kaczyńskiego, który w rozmowie z RMF FM wielokrotnie stwierdził, że nie widzi powodu do przekładania wyborów prezydenckich. Jeśli kulminacja zachorowań na Covid-19 czeka nas w połowie kwietnia – i jeśli uda nam się przejść tę fazę bez poważnego kryzysu w systemie ochrony zdrowia – to organizowanie zaledwie trzy tygodnie później wyborów prezydenckich, w których biorą udział miliony osób, spotykające się na małej przestrzeni lokalów wyborczych, jest igraniem z ogniem. Czy naprawdę akurat ten polityczny gambit, w którym dla zwycięstwa wyborczego poświęca się bezpieczeństwo obywateli – jest wart ceny, jaką wszyscy możemy za niego zapłacić? W Chinach wygaszanie epidemii – przy znacznie ostrzejszych środkach niż te zastosowane w Polsce – trwa od trzech miesięcy i dopiero w ostatnich dniach wirus przestał wywoływać nowe zarażenia wewnątrz kraju. Wiara w to, że zdusimy epidemię do maja do tego stopnia, że wybory będą bezpieczne, to stawianie wszystkiego na jedną kartę w rozgrywce, w której w ręku nie mamy żadnych asów. Oczywiście można założyć: a nuż się uda? Ale to hazard życiem i zdrowiem Polaków, a także bezpieczeństwem całego kraju, bo wzniecanie na nowo ognia epidemii będzie katastrofą nie tylko jeśli chodzi o stan zdrowia publicznego, ale i gospodarkę.

Jeśli w czasach kryzysu prezydent i premier mają być z jednej partii – przełóżmy wybory, wówczas zapewne co najmniej do jesieni będzie to zagwarantowane. Obecna sytuacja wymaga tego, by choć na chwilę wzbić się ponad tradycyjne polityczne szachy, w których polityczny kapitał można zbijać na wszystkim.

Inaczej bowiem, jak w powiedzeniu, którym Kaczyński posłużył się, gdy strategia polegająca na ocieplaniu wizerunku PiS i prezesa partii przed wyborami prezydenckimi w 2010 roku, można „cnotę stracić, a rubla nie zarobić”. A tego historia obecnie rządzącym nie wybaczy.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA