fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Pamiętamy

mat.pras.
Na pierwszej stronie piątkowego wydania „Rzeczpospolitej” - w rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow - zamieściliśmy znak graficzny Europejskiego Dnia Pamięci Ofiar Reżimów Totalitarnych. To wyraz naszego przekonania, że nie wolno zapomnieć o ofiarach dwóch imperiów zła, które 80 lat temu podały sobie ręce.

„Gdzieś zabłąkany świszcze po drogach wiatr, a drogi nasze błotniste i całe drżące w drzewach...” – Stanisława Śledziejowska-Osiczko, była więźniarka obozu w Ravensbrück i ofiara przeprowadzanych w nim eksperymentów medycznych, kilka razy przerywała recytację wiersza Grażyny Chrostowskiej, młodej poetki z Lublina.

Spotkaliśmy się kilka miesięcy przed śmiercią pani Stanisławy – we wrześniu 2016 r. Zbliżała się do 92. roku życia. Od rozstrzelania Chrostowskiej w Ravensbrück minęły wtedy 74 lata, a pani Stanisława nie była w stanie wyrecytować jej wiersza.

Przeczytaj też: Skutki paktu Ribbentrop-Mołotow odczuwamy do dzisiaj

Urodzona w 1921 r. Chrostowska wraz ze starszą siostrą Apolonią należały do zespołu międzyszkolnego miesięcznika „W Słońce”. Jego założycielem był Józef Łobodowski – później uznany poeta. Na jego łamach publikowali m.in. Jerzy Pleśniarowicz (po wojnie reżyser teatralny), Zygmunt Mikulski, Igor Siekierycki, Zygmunt Kałużyński, Anna Kamieńska. Tam zadebiutowała, mając niespełna 15 lat, rówieśnica Grażyny Chrostowskiej – Julia Hartwig.

Chrostowska też była poetką. Właściwie cała jej twórczość – 59 wierszy – datuje się na okres wojenny. Krótki, przerwany tragiczną śmiercią w połowie kwietnia 1942 r. w Ravensbrück. Zapisane na niewielkich karteczkach wiersze, które literaturoznawcy zaliczają dziś do twórczości ostatniego pokolenia awangardy międzywojennej, ocaliły obozowe koleżanki. One też zadbały o to, by o młodej poetce z Lublina nie zapomniano. I choć jej wierszy w antologiach nie ma, przynajmniej w rodzinnym mieście pamięć o niej trwa.

Ile podobnych talentów pochłonęły dwa totalitaryzmy? Polaków, Żydów, Romów, Niemców, Rosjan i ludzi innych narodów, które dostały się w ich kleszcze? Ilu oddało swe życie po wojnie w katowniach UB czy NKWD? Historycy usiłują ich wszystkich policzyć, przywrócić im imiona i nazwiska. Tych, którzy byli ofiarami wysiedleń, niewolniczej pracy, represji, zliczyć jednak nie sposób. Musimy o nich pamiętać.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA