Komentarze

Kolanko: Tusk wskazuje opozycji ton w kampanii do PE

Fotorzepa/Michał Kolanko
Mniej niż tydzień po II turze wyborów samorządowych Donald Tusk - w swoim przemówieniu w Łodzi - faktycznie zainaugurował kampanię opozycji do Parlamentu Europejskiego. Jej ton i temat był w przemówieniu szefa Rady Europejskiego jasny: to ma być referendum. Polexit albo dalsze pozostanie w Unii Europejskiej.

Były premier w swoim przemówieniu pokazał obecność w Unii jako imperatyw, bez którego zagrożona jest niepodległość Polski. Nie zabrakło geopolityki i nawet odwołania do rywalizacji USA-Chiny w jakże popularnym teraz nurcie "pułapki Tukidydesa". Ale kluczowe było co innego: bezpośrednie nawiązanie do maja przyszłego roku jako ważnego politycznego momentu. Tusk de facto ustawił w sobotę kampanię całej opozycji antyPiS do Parlamentu Europejskiego. On sam przestrzegał przed oczekiwaniem na rycerza na białym koniu. Tusk doskonale zdaje sobie jednak sprawę, że zwycięstwo opozycji w wyborach do PE otwiera drogę do przejęcia władzy w kraju jesienią i znacznie ułatwi mu potencjalną kampanię prezydencką po zakończeniu kadencji.

Tusk uderzył we wszystkie tony niezbędne do dalszej mobilizacji elektoratu antyPiS. Lech Wałęsa pojawił się jako bohater odzyskania wolności po 1989 r. - Bohaterem, ojcem naszej niepodległości jest Józef Piłsudski. Bohaterem i ojcem naszej wolności jest Lech Wałęsa. I basta. Nie zmieni tego żadna odgórna polityka historyczna - powiedział były premier, który zestawił odzyskanie niepodległości w 1918 roku z obaleniem komunizmu w 1989 r i obecną sytuacją Polski. Mobilizację ma zapewnić też apel o pokonanie "współczesnych bolszewików", tak jak udało się pokonać bolszewików w przeszłości. Aktywizacji opozycji mają służyć też słowa, że działanie ma sens. I propozycja, by ważna w przyszłym roku była data 3 maja. Były premier zaproponował, by jego słuchacze utworzyli "własny komitet".

Kluczowy był jednak wątek dotyczący wyjścia Polski z UE. Tusk w swoim przemówieniu zacytował zarówno słowa Zdzisława Krasnodębskiego o referendum unijnym, jak i dużo świeższe wystąpienie prezydenta Andrzeja Dudy o wyimaginowanej wspólnocie. Tusk ustawia PiS w sytuacji, w której wszystkie deklaracje o przywiązaniu do Unii mają być podejrzane w oczach wyborców. - Im bardziej oni nie chcą wyjść z UE, tym bardziej wychodzą - mówił.

Były premier jest ograniczony kalendarzem swojej kadencji, jeśli chodzi o faktyczny powrót do Polski. Ale jego przemówienie, podobnie jak liczne w ostatnim czasie wypowiedzi publiczne wskazują, że i tak potrafi jako szef RE narzucać opozycji ton. O tym, że Polexit był kluczowym czynnikiem przesądzającym o sukcesie opozycji w dużych miastach mówią nawet politycy PiS. Pytanie, na ile skuteczna będzie teraz odpowiedź Zjednoczonej Prawicy. Wyraźny europejski ton pojawił się już w piątkowym orędziu premiera Mateusza Morawieckiego. Dlatego Tusk podkreśla, że im bardziej PiS mówi o Europie, tym bardziej wskazuje to na Polexit.

Kilka miesięcy temu "Rzeczpospolita" pisała, że premier Tusk w sekwencyjny sposób, przekraczając kolejne granice wraca do polskiej polityki jako jeden z jej kluczowych uczestników. To jest jego metoda. W sobotę kolejna taka granica została przekroczona. Z konsekwencjami zarówno dla PiS, jak i dla obecnych liderów opozycji.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL