fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Tomasz Krzyżak: Nie uczą bronić się przed rozwodem

Fotorzepa, Robert Gardziński
Zdecydowana większość Polaków, biorąc ślub, przysięga, że nie opuści małżonka „aż do śmierci".

Ci, którzy decydują się tylko na ślub cywilny, przyrzekają z kolei, że uczynią wszystko, by „małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe". Ponad jednej trzeciej małżeństw nie udaje się jednak dochować wierności tym przyrzeczeniom i się rozpadają.

Do niedawna rozwód traktowany był przez Polaków jako zło konieczne. Dziś wydaje się normalnością. Naszych pradziadów, dziadów – rzadziej ojców – do walki o małżeństwo zmuszała presja otoczenia, posiadanie dzieci, przekonania religijne. Obecnie mają one (jeśli w ogóle mają) znaczenie drugorzędne. Niemal całkowicie zanikła instytucja separacji. Drugą osobę, której jeszcze chwilę temu wyznawało się miłość, odstawia się w kąt. Odrzuca – bez jakiejkolwiek walki – jak niepotrzebny przedmiot i wymienia na nowy, lepszy model.

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu zawarcie małżeństwa poprzedzały uroczyste zaręczyny (sobór trydencki zakazywał nawet ich zrywania bez „słusznej" przyczyny) i długi okres narzeczeństwa. Dokładnie przed 30 laty w jednym z dokumentów polski Episkopat zalecał, by było to minimum sześć miesięcy. Dziś instytucja narzeczeństwa – swego rodzaju próby – zupełnie zanikła. Zastąpiło je wspólne zamieszkanie – „małżeństwo na próbę". Powszechnie – nawet przez niektórych duchownych – akceptowane.

Rozpadanie się rosnącej liczby małżeństw każe postawić wiele pytań. Z jednej strony o edukację społeczną dotyczącą małżeństwa, a szerzej także umiejętność rozwiązywania konfliktów i negocjacji. Niestety, nikt młodych ludzi tego nie uczy ani w szkole, ani w domu. A mediacje podejmowane już w trakcie rozwodu są tak naprawdę niewiele warte. W piersi winna uderzać się szkoła, ale i państwo, które w jakimś stopniu odpowiedzialne jest za degradację rodziny. W piersi bić powinien się także Kościół, który dużo mówi o kryzysie rodzin, ale jak wyglądają nauki przedmałżeńskie w przeciętnej parafii, dobrze wie ten, kto je przeszedł.

Możemy się pocieszać, że nie jest u nas źle. W wielu krajach Europy Zachodniej rozpada się już prawie co drugie zawarte małżeństwo. Ale czy nie jest to droga wiodąca ku przepaści?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA