fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katastrofa smoleńska

Czy wieńce znieważały pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej?

Pomnik ofiar katastrofy smoleńskiej w Warszawie
Do incydentów dochodzi przed pomnikiem ofiar katastrofy smoleńskiej
EAST NEWS, Jakub Kamiński
Prokuratura prowadzi osiem postępowań w sprawie znieważenia pomnika ofiar tragedii smoleńskiej. Chodzi o napisy na składanych pod nim szarfach.

Szarpanina z żołnierzami, którzy zabierają wieniec z niewygodnym napisem – takie sceny można zaobserwować przy okazji każdej miesięcznicy smoleńskiej. Czy wojsko może jednak używać siły i rekwirować wiązanki?

Dziesiątego dnia każdego miesiąca pod pomnikiem poświęconym ofiarom katastrofy na placu Marszałka Józefa Piłsudskiego nie tylko składane są wieńce przez delegację PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele oraz przedstawicielami rządu. Co najmniej od dwóch lat, pod monumentem w kształcie schodów, dochodzi też do incydentów z udziałem żołnierzy Dowództwa Garnizonu Warszawa.

Chodzi o wieńce, na których znajduje się napis „Pamięci 95 ofiar Lecha Kaczyńskiego, który ignorując wszelkie procedury, nakazał pilotom lądować w Smoleńsku w skrajnie trudnych warunkach. Spoczywajcie w pokoju. Naród Polski. Stop kreowania fałszywych bohaterów!".

Jest on usuwany przez żołnierzy w asyście policji. Niekiedy dochodzi wtedy do przepychanek, a mundurowi nazywani są złodziejami.

Wojskowe porządki

Z informacji, którą uzyskaliśmy od Aleksandry Skryniarz z Prokuratury Okręgowej w Warszawie wynika, że Prokuratura Rejonowa Warszawa-Śródmieście-Północ ma zarejestrowanych teraz osiem postępowań, z których w trzech przypadkach skierowano do sądu akty oskarżenia, o czyn z art. 261 kodeksu karnego, czyli o znieważenie pomnika.

W sądzie rozpoczął się właśnie proces oskarżonego o to Zbigniewa Komosy, który wieńce składa od trzech lat. W czasie procesu powiedział m.in. że początkowo jego wieniec był niszczony, potem gdy zainstalował w nim tabliczkę z napisem, była ona odcinana obcęgami, teraz zaś zaraz po jej złożeniu spod pomnika zabierają go żołnierze. Komosa wielokrotnie był legitymowany przez policjantów, zamykany w tzw. kotle. Funkcjonariusze nie reagowali na jego zgłoszenie o kradzieży wieńców przez wojsko.

Czy żołnierze mogą usuwać wiązanki i na czyje zlecenie to robią? O tym powinien rozstrzygnąć sąd na czerwcowej rozprawie. Być może wytłumaczy to gen. dyw. Robert Głąb, dowódca Garnizonu Warszawa, którego na świadka chce wezwać obrońca Zbigniewa Komosy.

Ppł Tomasz Sewastynowicz, rzecznik DGW przypomina, że plac marszałka Piłsudskiego jest kompleksem wojskowym przekazanym w użytkowanie Dowództwu Garnizonu Warszawa w 2018 roku.

Przypomnijmy, że taką decyzję wbrew władzom miasta, podjął minister Mariusz Błaszczak, aby można było postawić tam pomnik smoleński oraz monument prezydenta Lecha Kaczyńskiego. „W związku z tym, służba garnizonowa ma obowiązek zapewnienia w jego obrębie porządku (w tym – prawnego) oraz reagowania na wszelkie przejawy naruszenia godności i powagi znajdujących się tam miejsc pamięci" – tłumaczy oficer. Wskazuje, że ustawa o Żandarmerii Wojskowej i wojskowych organach porządkowych daje możliwość podejmowania interwencji przez żołnierzy.

Z ustawy wynika, że powinni oni realizować czynności do czasu przybycia Żandarmerii Wojskowej. Tymczasem z filmów dokumentujących interwencje wojskowych na portalu OKO.press wynika, że sami zabierają wieńce i odnoszą do budynku dowództwa.

Zakazane treści

Ppłk Sewastynowicz tłumaczy, że żołnierze DGW usuwają wieńce złożone „przed Pomnikiem Ofiar Katastrofy Lotniczej pod Smoleńskiem ze względu na obraźliwą treść napisów umieszczanych na tych wieńcach". Dodaje, że zgodnie z art. 261 kodeksu karnego „umieszczanie przed pomnikiem (miejscem pamięci) wieńca z napisem o charakterze obraźliwym może stanowić podstawę do odpowiedzialności karnej".

Wyjaśnia, że „zawierające niewłaściwe treści wieńce lub inne przedmioty usunięte z terenu kompleksu wojskowego są deponowane, celem przekazania ich, jako dowody rzeczowe, organom ścigania".

Oficer powołuje się na postanowienie Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście-Północ „o zatwierdzeniu zatrzymania rzeczy".

Zbigniew Komosa wyjaśnił przed Sądem Rejonowym, że umieszcza taki napis, bo jego zdaniem wykorzystuje się ofiary katastrofy smoleńskiej do mitologizowania Lecha Kaczyńskiego i sprowadzania całej katastrofy tylko do jego do śmierci. Wspomniał o locie do Gruzji w 2008 r., w czasie którego Lech Kaczyński nakazał lądować pilotowi blisko strefy działań wojennych, a także ustaleniach komisji Millera w sprawie katastrofy smoleńskiej.

Jego adwokat domaga się, aby przed sądem przedstawiony został stenogram rozmów z pokładu TU-154 tuż przed katastrofą w Rosji, a MON dostarczył raport podkomisji smoleńskiej, na czele której stoi Antoni Macierewicz.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA