fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katastrofa smoleńska

Były wiceszef BOR, gen. Paweł Bielawny, skazany za Smoleńsk

PAP, Tomasz Gzell
Gen. Paweł Bielawny, były wiceszef BOR, skazany prawomocnie za nieprawidłowości przy ochronie wizyt Donalda Tuska i Lecha Kaczyńskiego w 2010 r. w Smoleńsku.

Sąd Apelacyjny w Warszawie uznał, że „sąd I-ej instancji prawidłowo zebrał i należycie ocenił materiał dowodowy". Utrzymał też dla gen. Bielawnego karę półtora roku więzienia w zawieszeniu. To pierwszy prawomocny wyrok sądu związany z katastrofą w Smoleńsku.

Gen. Paweł Bielawny w został w 2012 r. oskarżony przez prokuraturę o niedopełnienie obowiązków związanych z planowaniem, organizacją i realizacją zadań ochronnych Biura Ochrony Rządu. To miało skutkować „znacznym obniżeniem bezpieczeństwa ochranianych osób", a więc m.in. premiera Donalda Tuska, a także prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego małżonki. Prokuratura, posiłkując się opinią dwóch biegłych (m.in. ppłk. Jarosława Kaczyńskiego, wiceszefa BOR w czasach rządów PiS) oskarżyła Bielawnego, że BOR nie zrobił rozpoznania lotniska w Smoleńsku, nie sprawdził też wcześniej tras przejazdu prezydenta.

Drugim zarzutem było poświadczenie nieprawdy w dokumentach, ale chodziło o banalną sprawę – fotograf współpracujący z BOR od kilkunastu lat w delegacji do Smoleńska (7 kwietnia z premierem) został wpisany jako funkcjonariusz Biura. Według BOR była to omyłka pisarska, a fotoreporter nie miał z tego powodu żadnych przywilejów ani korzyści (m.in. leciał samolotem z dziennikarzami).

W czerwcu 2016 r. sąd okręgowy skazał gen. Bielawnego za oba zarzuty na karę 1,5 roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata, 10 tys. zł grzywny i 5-letni zakaz zajmowania stanowisk w BOR. Uznał też, że umyślnie nie dopełnił on obowiązków, czym spowodował zagrożenie dla ochrony prezydenta i premiera. Bielawny bronił się (także ten argument podtrzymał w apelacji), że podczas delegacji zagranicznych są to obowiązki gospodarzy, a polscy funkcjonariusze chronili bezpośrednio prezydenta na pokładzie.

Sąd pierwszej instancji uznał, że BOR w ogóle nie powinien się zgodzić na lądowanie samolotu VIP na nieczynnym lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku. Przy okazji orzekł też, że nie ma podstaw do twierdzeń, że przyczyną katastrofy był zamach przy użyciu materiałów wybuchowych. Według sądu BOR prawidłowo sprawdził pod tym kątem tu-154 przed lotem.

Apelację od wyroku złożył gen. Paweł Bielawny. Kwestionował m.in. opinię biegłych, a także podtrzymał opinię, że zgodnie z ustawą o BOR ochrona nie obejmuje zagranicy.

Sąd Apelacyjny w Warszawie odrzucił jednak apelację gen. Bielawnego. W ustnym uzasadnieniu wyroku uznał, że sąd nie tylko prawidłowo zebrał i należycie ocenił materiał dowodowy, ale też „dokonał trafnych ustaleń stanu faktycznego i właściwych ocen prawnych". Sędzia Marek Motuk ocenił też, że wymierzona kara jest adekwatna do stopnia zawinienia i szkodliwości społecznej zarzuconych oskarżonemu czynów.

Prok. Józef Gacek, który oskarżał Bielawnego, powiedział dziennikarzom, że „jest to wyrok jak najbardziej słuszny" i nie ma podstaw do kasacji do Sądu Najwyższego. Nie wiadomo, czy gen. Bielawny podejmie taką próbę. Nie było go na ogłoszeniu wyroku. Po oskarżeniu go został zdymisjonowany.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA