fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Firma

Kiedy ubezpieczenie nie chroni kupującego

Sprzedający ma obowiązek wykupić standardowe ubezpieczenie ładunku.
Fotolia
Standardowa polisa nie chroni przed rozbojem. Nie zapewni pieniędzy, gdy towar zamoknie.

Korzystając z formuły CIF ze zbioru Incoterms 2010, szczególnie gdy występuje się w roli kupującego towar i czekającego na dostawę, trzeba sobie zdawać ze szczególnego ryzyka. Jest ono związane z ubezpieczeniem ładunku.

Należy zacząć od tego, że większość reguł Incoterms nie wspomina o obowiązkowym ubezpieczeniu. Pozostawia to decyzji stron. O ubezpieczeniu ładunku, jego warunkach i składce decyduje podmiot, który ponosi ryzyko. Tylko formuła CIP (przewoźne i ubezpieczenie opłacone do) oraz CIF (fracht i ubezpieczenie opłacone do) narzucają obowiązek zawarcia polisy. I wyznaczają sprzedającego (eksportera) jako tego, który za to odpowiada.

Jest to zrozumiałe, gdyż to on posiada gestię transportową. Zatem wie, na jakiej trasie i na jaki czas ubezpieczyć ładunek. Z drugiej strony sytuacja jest o tyle skomplikowana, że według formuł CIP oraz CIF ryzyko uszkodzenia lub utraty ładunku przechodzi na kupującego już z chwilą:

- przekazania towaru pierwszemu przewoźnikowi (formuła CIP),

- dokonania załadunku towaru na statek (formuła CIF).

Tym samym to sprzedający płaci za transport aż do wyznaczonego miejsca docelowego i na ten czas ma obowiązek ubezpieczyć ładunek, ale ryzyko w trakcie transportu ponosi jego kontrahent. Gdzie zatem czai się ryzyko dla kupującego? Może się wydawać, że jego sytuacja jest komfortowa. Odwołując się do formuły CIF ma zapewniony transport i ubezpieczenie aż do portu docelowego. Ma prawo spokojnie czekać na towar i nie przejmować się tym, że ryzyko utraty lub uszkodzenia ładunku przeszło na niego z chwilą dokonania załadunku. Czy jednak powinien czuć się bezpiecznie?

Wykładnia formuły CIF (jak i CIP) jest taka, że sprzedający ma obowiązek wykupić standardowe ubezpieczenie, czyli nabyć polisę przy minimalnym pokryciu ryzyk. Wartość ubezpieczenia powinna opiewać na 110 proc. wartości ładunku, tak aby pokryć stratę wynikającą z jego uszkodzenia, utraty i pokryć stratę z planowanego, ale nieosiągniętego zysku. Na tym obowiązek sprzedającego (eksportera) się kończy.

Co to oznacza dla importera (kupującego)? Odwołując się do Instytutowych Klauzul Ładunkowych wyznaczających standard ubezpieczeń cargo, może się okazać, że wykupiona polisa będzie chronić kupującego jedynie przed stratą lub uszkodzeniem ładunku, które będzie można przypisać:

- pożarowi lub eksplozji,

- wejściu statku na mieliznę, zatonięciu lub wywróceniu się,

- wywróceniu się lub wykolejeniu pojazdu lądowego,

- zderzeniu się statku, jednostki pływającej lub pojazdu z obiektem innym niż woda,

– wyładunkowi w porcie schronienia,

– poświęceniu w awarii wspólnej,

– wyrzuceniu za burtę statku.

Jak widać nie ma mowy o kradzieży, rozboju, zalaniu ładunku przez wodę. Ubezpieczenie nie będzie też obejmowało czynności związanych z załadunkiem i wyładunkiem towaru ze statku.

Nie można przesądzać, że takie ubezpieczenie zawsze jest niewystarczające. Na trasach krótszych i realizowanych w bezpiecznych regionach może wystarczać, na dłuższych, realizowanych w trudnych warunkach klimatycznych oraz niestabilnych niekoniecznie. Warto o tym pamiętać wybierając formułę CIF.

Są sposoby, aby i to ryzyko zminimalizować. Po pierwsze kupujący może porozumieć się z kontrahentem, aby ten, nabył droższą wersję ubezpieczenia – „All risks". Trzeba się wówczas liczyć z obowiązkiem wyrównania sprzedającemu różnicy (sprzedający ma obowiązek wykupić standardowe ubezpieczenie, nie musi płacić za dodatkowe klauzule).

Drugie rozwiązanie – kupujący sam dokupuje ubezpieczenia. Jeżeli te rozwiązania nie wchodzą w grę lub kontrakt jest negocjowany, kupujący może zmienić reguły CIF (CIP) na jedną: DAT, DAP lub (mniej prawdopodobne) DDP.

Wszystkie one zobowiązują sprzedającego nie tylko do dostarczenia towaru na jego koszt do przewoźnika, zapłacenia za transport do miejsca docelowego, ale dodatkowo do dostarczenia ładunku do tego miejsca w ustalonym terminie i w odpowiednim stanie. Zasadnicza różnica jest więc taka, że to sprzedający ponosi ryzyko utraty lub uszkodzenia towaru przez cały czas. Od miejsca załadunku na pierwszy środek transportu, aż do momentu, gdy będzie w miejscu docelowym.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA