fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Bez szczegółów trudno o ocenę – komentują ekonomiści

Fotorzepa, Marta Bogacz Marta Bogacz
Składki na ZUS nie znikną, średnio zamożni będą płacić tyle samo – komentują ekonomiści.

PO na dzisiejszej konwencji programowej przedstawiła pomysł rewolucji w systemie danin publicznych. Obecny system oddzielnych składek na ZUS oraz podatek dochodowy, zastąpić miałaby jedna danina – PIT w wysokości nie większej niż 10 proc. dla osób o niskich zarobkach, przy czym podstawą opodatkowania ma być dochód w przeliczeniu na wszystkich członków w rodzinie.

Taki PIT miałby progresywnie rosnąć wraz ze wzrostem dochodów, choć nie do końca wiadomo według jakiego mechanizmu. Dla osób dla średnich dochodach miałby nowa danina miałaby wynieść ok. 39,5 proc., trochę mniej niż obecna suma składek na ZUS, NFZ oraz PIT.

W przypadku osób o niskich zarobkach, składki na ZUS opłacać miałby budżet państwa, wraz ze wzrostem dochodów – budżet miałby tylko przekazywać do ZUS kwoty zapłacone przez podatnika. Jednocześnie system, na których dziś opiera się system emerytalny – zdefiniowanych składek, ma zostać utrzymany.

Jednocześnie uporządkowany ma zostać rynek pracy poprzez wprowadzenie tzw. jednolitego kontraktu na pracę, co wyeliminować ma umowy śmieciowe i szarą strefę w zatrudnieniu, czyli zwiększyć liczbę płacących daniny publiczne.

O opinie zapytaliśmy ekonomistów.

Stanisław Gomułka: b. wiceminister finansów, główny ekonomista BCC:

To co powiedziała premier Kopacz, że likwidujemy składki na ZUS i NFZ, jest niepełną informacją. Bo pani premier nie podała, że nadal będziemy płacić te składki, tylko że będą one się inaczej nazywać. Nowy system może być wyraźną pomocą, wsparciem osób najuboższych. Obecnie nie płacą oni w ogóle podatku PIT, ale płacą składki – ok. 19 proc. Jeśli więc nowa danina będzie wynosić 10 proc., to ten ubytek, różnicę między tym zapłaci podatnik, a tym, ile powinna wynosić jego składka na ubezpieczenia społeczne, pokryje budżet państwa. W przypadku osób o średnich dochodach, gdzie nowa danina ma wzrosnąć do ok. 39,5 proc., korzyści netto będą znacznie mniejsze.

Można też podejrzewać, że PO liczy, iż jednolity kontrakt na pracę ma całkowicie zlikwidować szarą strefę. Nie jestem pewien, czy możliwe.

Mirosław Gronicki, b. minister finansów:

Samo uproszczenie systemu fiskalnego, wprowadzenie jednej daniny zamiast dwóch czy kilku obecnie, jest krokiem w dobrym kierunku. Dziś inna jest podstawa wyliczania PIT, a inna składek do ZUS; inne są terminy, formularze, systemy komputerowe, itp., co podnosi koszty przedsiębiorstw.

To samo dzieje się po stronie ZUS i urzędów skarbowych, które dzisiaj dublują swoje funkcje w zakresie kontroli i egzekucji danin. Ale zawsze diabeł tkwi w szczegółach. PO nie przedstawiła na piśmie swojej propozycji, nie ma analiz, wyliczeń. Trudno więc właściwe o tym dyskutować, nie znamy skutków ubocznych, trudno powiedzieć, kto skorzysta, kto straci. Inna sprawa, że prawdopodobieństwo, że ten pomysł zostanie zrealizowane, jest niskie. Ten program pozostanie programem wyborczym.

Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu:

Pomysł PO jest ogólnym szkicem, który powinien być uzupełniany odpowiedzią na wiele szczegółowych kwestii. Poza tym koszty wyliczone na 10 mld zł są wysokie. Powstaje pytanie, kiedy i na jakich warunkach nas będzie stać, by ponieść ten wydatek.

Jak pisze PO w swoim programie, maksymalna, efektywna stawka obciążeń płacy wynosi obecnie 43,5 proc., a ma spaść po zmianach do ok. 39,5 proc. Można z tego wywnioskować, że marginalna stawka nowego PIT też wyniesie 39,5 proc. Jest to system, który jest skierowany na redystrybucję dochodów, od grupy podatników o wyższych dochodach do grupy podatników o niskich płacach.


Jest to system, który jest skierowany na redystrybucję dochodów, od grupy podatników o wyższych dochodach do grupy podatników o niskich płacach.

Źródło: ekonomia.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA