fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

EnergaCAMERIMAGE: Film to sztuka obrazu

Danny de Vito, laureat nagrody za szczególną wrażliwość wizualną
materiały prasowe
Wspaniali artyści ze świata, stary Toruń i nowe nadzieje organizatorów festiwalu.

Historia zatoczyła koło. Festiwal sztuki autorów zdjęć filmowych wrócił tam, gdzie się 27 lat temu narodził – do Torunia. Przez ostatnie dwie dekady odbywał się w Łodzi, potem w Bydgoszczy. W tym czasie i rozrósł się i zyskał światową renomę.

– Ta podróż nauczyła mnie, jak omijać rafy. Często myślałem, że jestem w przyjaznych miejscach, gdzie znajdę ludzi, którzy wsiądą do łodzi i będą chcieli płynąć ze mną. Ale obietnice okazywały się złudne – mówił mi Marek Żydowicz, dyrektor festiwalu. – Stawałem się elementem gry, o władzę, pieniądze. A ja chciałem pozostać niezależny. Być sobą, człowiekiem uczciwym, nierzucającym słów na wiatr. Bo tylko tak można zyskać szacunek ludzi, a mnie zawsze zależało, by dla Camerimage pozyskać prawdziwych artystów.

Nadzieje na centrum

Trudno wymienić setki tych, którzy przez ponad ćwierćwiecze na ten festiwal przyjeżdżali. Byli to nie tylko wspaniali operatorzy, których pracę Camerimage fetuje. Także sławy aktorskie i wielcy reżyserzy.

Wśród najwierniejszych przyjaciół jest David Lynch, w sobotni wieczór otwarcia połączył się z festiwalem, by zapowiedzieć, że wkrótce znów się w Polsce zjawi i pogratulował organizatorom powrotu do Torunia.

Marek Żydowicz i członkowie jego „gangu" mają nadzieję, że wreszcie dobili do swojej przystani. Między Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego, miastem Toruń i organizatorem festiwalu Fundacją Tumult została podpisana umowa o utworzeniu Europejskiego Centrum Filmowego Camerimage oraz budowie jego siedziby. Ma ono powstać do 2025 roku i stać się miejscem, które będzie żyło przez cały rok. Koszt stworzenia Centrum to 600 mln zł. Miasto zaoferowało 200 mln, resztę – ministerstwo.

Na razie rolę centrum festiwalowego pełnią toruńskie Jordanki, pokazy filmów odbywają się również w Teatrze im. Horzycy i w kinie Cinema City. I już gala otwarcia stała się paradą osobowości.

– W teatrze aktorzy sami kształtują swoje role – mówiła laureatka aktorskiej Złotej Żaby Ewa Dałkowska. – W kinie nigdy nie wiadomo, co z twoją grą zrobią. Jak cię skadrują, co pokażą. Więc czuję się dziełem operatorów.

Czeszka Helena Trestikova jest specjalistką od dokumentów realizowanych latami. We wstrząsającej „Katce" wracała do dziewczyny, która przez całe życie walczyła z nałogiem narkotykowym. Przy „Rene" latami towarzyszyła złodziejaszkowi recydywiście. W „Prywatnym życiu" obserwowała codzienność zwyczajnej, czeskiej rodziny. W Toruniu, odbierając Żabę w kategorii dokumentu, stwierdziła: – Filmy robię po 30, 40 lat. Ale tu powiem krótko: „Dziękuję!".

Swoim poczuciem humoru i bezpretensjonalnością podbił toruńską publiczność Danny DeVito. – Jestem tu wśród przyjaciół – mówił. – I chciałem podziękować wszystkim operatorom, z którymi pracowałem. Oni mi mówili: kilka kroków w lewo, kilka kroków w prawo, teraz odwróć się. Naprawdę, nie było z nimi ciężko. Gram przez prawie całe życie, od ponad 50 lat. I jako aktor lubię dialogi, jednak bardzo też doceniam obraz.

Malarz kina

Bohaterem pierwszych dni stał się Peter Greenaway, autor m.in. „Ksiąg Prospera", „Kontraktu rysownika", „Brzucha architekta", „Nightwatching". – Zabiegałem o jego przyjazd 20 lat – przyznaje Marek Żydowicz. – To największy malarz współczesnego kina, kontynuator sztuki Vermeera, Rembrandta na ekranie.

– Nie wiem, czy zasłużyłem sobie na tę nagrodę – powiedział Greenaway odbierając Złotą Żabę dla reżysera o szczególnej wrażliwości wizualnej. – Kino kojarzy mi się z przygodą, podnieceniem i szczęściem, jakie czuję, realizując filmy. Ale jestem chyba jeszcze bardziej szczęśliwy, gdy maluję. Historia malarstwa trwa 8 tysięcy lat. Kino ma 124 lata, więc jeszcze dużo musi się uczyć. Uważam, że wciąż jest w zbyt dużym stopniu związane z tekstem, za mało z obrazem.

Wydarzeniem jest prezentowana w toruńskim CSW wystawa „Artuum Mobile" przygotowana przez Greenawaya i jego żonę, artystkę Saskię Boddeke.

Pierwsze dni EnergaCAMERIMAGE to pokazy m.in. „Oficera i szpiega" Romana Polańskiego czy Netflixowego hitu Martina Scorsese „Irlandczyk", po którym z publicznością spotkał się jeden z najsłynniejszych operatorów Rodrigo Prieto. Opowiadał o technicznych tajemnicach ujęć, ale też o współpracy ze Scorsese:

– On dokładnie wie, co chce osiągnąć, a jednocześnie jest otwarty na improwizację. I kocha aktorów. To Robert De Niro podsunął Scorsesemu książkę, na której podstawie powstał „Irlandczyk".

Młodzi uczestnicy spotkania usłyszeli też, że emocja, które dzisiaj towarzyszą Prieto w pracy, są dokładnie takie same jak te, które przeżywał, kręcąc studenckie etiudy.

Na Camerimage mistrzowie są dostępni. Studenci szkół filmowych, fanatycy kina, mogą wysłuchać lekcji poprowadzonej przez Vittorio Storaro czy Chrisa Doyle'a, porozmawiać z tymi, którzy są dla nich legendą i wzorem profesjonalizmu. Także w tym tkwi siła tego festiwalu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA