fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Nie żyje Jean-Claude Carriere, wybitny francuski scenarzysta

Jean-Claude Carriere
AFP
Wybitny scenarzysta, współpracujący z Peterem Brookiem, Luisem Bunuelem i Milosem Formanem zmarł w Paryżu, w wieku 89 lat.

Dla ludzi kina był legendą. Europejska Akademia Filmowa uhonorowała go nagrodą za całokształt twórczości, amerykańska - Oscarem.

Jako młody człowiek wyreżyserował dwa krótkie filmy, ale szybko zrozumiał, że od kamery woli pióro. Przez blisko czterdzieści lat pisał dla teatru współpracując z Peterem Brookiem. Wydał książki — „Krąg łgarzy. Opowiastki filozoficzne z całego świata”, „Szorstkie wino” „Alfabety zakochanego...” w Meksyku i w Indiach, rozmowy z Dalajlamą i z fizykami molekularnymi. Jego nazwisko znalazło się w czołówkach blisko 150 filmów.

Współpracował z największymi: Luisem Bunuelem, Louisem Mallem, Milosem Formanem, Jeanem-Luciem Godardem, Volkerem Schloendorffem.

Urodził się 17 września 1931 roku w Colombiere we Francji, w rodzinie rolników uprawiających winorośle. Chodził do szkoły katolickiej, był ministrantem. Po wojnie jego rodzice zamieszkali na przedmieścia Paryża. W tym mieście Carriere przeżył całe życie. Po studiach historycznych, w wieku 27 lat, został zmobilizowany i brał udział w wojnie algierskiej. Pierwszą powieść napisał w 1957.

Swoją filmową karierę, jeszcze będąc studentem, zaczynał jako asystent Tatiego, potem stał się jednym ze współtwórców francuskiej Nowej Fali. - Co to była grupa! Alain Resnais, Claude Berri, związani z pismem „Cahier du Cinema”: Claude Chabrol, Eric Rohmer, Francois Truffaut, Jacques Rivette. I oczywiście Jean-Luc Godard, z którym zrobiłem kilka filmów. Dzisiaj już prawie nikogo z nich nie ma – mówił mi w wywiadzie udzielonym trzy lata  temu.

Przede wszystkim jednak Jean-Claude Carriere zostanie w historii kina  jako scenarzysta Bunuela. Kiedy się poznali, miał 30 lat, a Bunuel przekroczył sześćdziesiątkę, był już mistrzem – po „Viridianie”. Spotkali się na festiwalu w Cannes. Bunuel szukał kogoś, kto by mu napisał „Dziennik panny służącej”. Dzieliło ich wszystko: wiek, status, zamożność, a jednak zaprzyjaźnili się. Wszystkie kolejne filmy robili już razem: „Piękność dnia”, „Mleczna droga”, „Tristana”, „Dyskretny urok burżuazji”, „Widmo wolności”, „Mroczny przedmiot pożądania”.

Francuski mistrz pióra był też współscenarzystą „Dantona” Andrzeja Wajdy.
- Wajda był artystą z komunistycznego kraju. Miał w sobie inne doświadczenia historyczne i inny temperament. Jego film był oparty na prozie polskiej pisarki Stanisławy Przybyszewskiej. Początkowo miał kręcić w Polsce, ale po ogłoszeniu stanu wojennego zdjęcia zostały przeniesione do Francji. Dzięki temu „Danton” nabrał nowych odcieni, bardzo gorzkich - mówił mi Carriere, dodając: - Myślę, że nigdy i nigdzie żaden filmowiec nie odegrał takiej roli w historii swego kraju jak Andrzej Wajda.

Wielkim przyjacielem Carriere’a był też Milos Forman.  Gdy po inwazji wojsk radzieckich na Czechosłowację w 1968 roku Czech został na Zachodzie razem zrobili jego pierwszy amerykański  film — „Odlot”. Potem m.in. „Valmonta” i „Duchy Goi”.

Carriere współpracował też z innymi reżyserami. Aż trudno wymienić wszystkie nazwiska, więc tylko garść z nich: Pierre Étaix, Louis Malle, Jean-Luc Godard, Volker Schlöndorff, Miloš Forman, Philip Kaufman, Jacques Deray, Michael Haneke, Nagisa Oshima, Philippe Garrel, Julian Schnabel.

Pod koniec życia, gdy odchodzili kolejno ludzie, z którymi kiedyś się przyjaźnił i pracował, czuł się bardzo osamotniony. Ale lubił współczesne kino, śledził nie tylko to, co działo się w kinematografiach europejskich. Cenił kino chińskie, irańskie, meksykańskie. Uważał, że jedynym miejscem, gdzie kino umarło jest Ameryka, bo ekrany zalewa tam fala kina bez artystycznych ambicji, a młodym, zdolnym filmowcom trudno jest zrobić film w warunkach profesjonalnych.

Jean-Claude Carriere powtarzał, że nie ma żadnych reguł, pisania scenariuszy. - Poza takimi, że trzeba łamać reguły. Jak wpadasz w koleinę – to możesz pisać telenowelę - mówił.

Gdy podczas wywiadu spytałam go jak wyglądałby scenariusz, którego bohaterem byłby on sam, odpowiedział: - To byłaby historia chłopaka z Colombiere, który osiągnął więcej niż mógł sobie zamarzyć. Trafił do świata, który wydawał mu się daleki i niedostępny. Dziś zbliża się do dziewięćdziesiątki i stale ogromny apetyt na życie.

Jak podała jego córka, Jean-Claude Carriere nie chorował, nie cierpiał. Umarł we śnie. "Był świetnym, mądrym, szlachetnym i błyskotliwym gościem. Zasłużył całym życiem na łaskawą śmierć" – napisała na Facebooku Agnieszka Holland.

Zostały po nim dziesiątki znakomitych filmów. I choć są one często firmowane przez wielkich, wybitnych reżyserów, pamiętajmy, że stworzył je również scenarzysta.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA