fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

Barbara Hollender poleca nowości na DVD

materiały prasowe
W poniedziałek, 26 marca poznamy laureatów Orłów. Dzisiaj polecam dwa polskie filmy, które właśnie ukazały się na płytach DVD, a moim zdaniem, nie zostały dostatecznie docenione w głosowaniu członków Polskiej Akademii Filmowej. Mądre, gorzkie, może najważniejsze, jakie w ubiegłym roku powstały: „Ptaki śpiewają w Kigali” Joanny Kos Krauze i Krzysztofa Krauzego oraz „Pewnego razu w listopadzie” Andrzeja Jakimowskiego.

Ptaki śpiewają w Kigali

Reżyseria Joanna Kos-Krauze, Krzysztof Krauze

Kino Świat

Ornitożka Anna Keller w Ruandzie prowadziła badania nad ginącą populacją sępów.  Była tam, gdy 6 kwietnia 1994 roku w okolicach Kigali rozjuszone tłumy Hutu zaczęły masowo zabijać ludzi z plemienia Tutsi. Wyjeżdżając do Polski zabrała ze sobą córkę zamordowanego współpracownika. 

„Ptaki śpiewają w Kigali” to ważny film. Opowieść o zagładzie. A raczej o ludziach, którzy  przeszli przez piekło i muszą dalej żyć z tym, co mają pod powiekami, gdy zamykają oczy.

O traumie, cierpieniu i żałobie, także o losie uchodźcy - poranionej dziewczyny, która musi odnaleźć się w obcym świecie. Ale przecież chce wrócić do własnego kraju, by godnie pochować bliskich.

Poruszający film, bardzo ważny i aktualny. Film, który przypomina, że nie można godnie żyć bez  rozliczenia się z przeszłością. Film o skutkach nienawiści, tak istotny w czasach, gdy wielu polityków właśnie na kreowaniu wspólnych wrogów i wzniecaniu niechęci buduje swoje polityczne kariery. Wreszcie film o trudnym pokonywaniu traumy, o próbie życia ze wspomnieniem strasznych obrazów, które zagnieździły się w pamięci. Znakomite kreacje stworzyły w „Ptakach...” Jowita Budnik i Rwandyjka Eliane Umuhire. Świetne zdjęcia zrobili Krzysztof Ptak, Wojciech Staroń i Jozefina Gocman. 

A nadzieja? To próba odnalezienia w sobie woli życia. „Ptaki już nie śpiewają w Kigali” — mówi Ruandyjka. Ale może jeszcze kiedyś zaśpiewają?

Pewnego razu w listopadzie

Reżyseria Andrzej Jakimowski

Kino Świat

Kobieta była kiedyś nauczycielką. Teraz jest bezrobotna. Jest też bezdomna, bo została eksmitowana z mieszkania. Jej syn, dwudziestoletni student prawa nocuje w garażu, w domu ojca swojej dziewczyny. Ona szuka miejsca w noclegowniach dla bezdomnych kobiet, w schronisku prowadzonym przez siostry zakonne, w squacie. Nie jest jej łatwo, bo przyplątał się do niej kundelek, a wszędzie jest zakaz wprowadzania zwierząt.

Niewiele o bohaterach wiemy i może w innym filmie by to raziło, u Andrzeja Jakimowskiego nie przeszkadza w odbiorze. „Pewnego razu w listopadzie” w gruncie rzeczy nie jest bardzo odległe od stylistyki jego poprzednich obrazów: „Zmruż oczy”, „Sztuczki”, „Imagine”. To obraz realistyczny, a jednocześnie mający w sobie pewien rodzaj magii. Tyle, że Jakimowski opowiada przede wszystkim o Polsce.

Realizm jest tu powalający. Reżyser pokazuje nieprzyjazny, bezwzględny świat. W dawnym domu kobiety dochodzi do następnych eksmisji. Bohaterowie „Pewnego razu...” obijają się o bezdusznych urzędników bez krztyny empatii okazujących poczucie wyższości. O policjantach wykorzystujących swoją siłę. Nawet o zakonnice, które prowadzą schronisko dla kobiet, ale nie wiedząc czym jest miłość, dla komfortu psychicznego innego człowieka nie są w stanie zrezygnować z rygorystycznych wymogów regulaminu. 

A przez warszawskie ulice przechodzi 11 listopada Marsz Niepodległości organizowany przez Młodzież Wszechpolską i ugrupowania  nacjonalistyczne. Zakapturzeni faceci, w kominiarkach naciągniętych na twarze, atakują squat zamieszkały przez bezdomnych. Kamera obserwuje dresiarzy, pseudokibiców, ale i tych, którzy - jak były sąsiad kobiety i jej syna - w tej solidarności opartej na sile, nienawiści i narodowych hasłach próbują odbudować swoje nadwątlone poczucie wartości. Ta część filmu jest niemal dokumentem. Jakimowski zarejestrował autentyczny pochód, który przeszedł ulicami Warszawy 11 listopada 2013 roku.

A magia? To charyzma Agaty Kuleszy, która potrafi pokazać dramat kobiety wyrzuconej przecież nie tylko z własnego domu, ale i z własnego życia. Magia to również przywiązanie bezdomnego człowieka do bezdomnego kundla. To miłość syna do matki. To potworna bezradność słabych.

Andrzej Jakimowski zawsze stawał po stronie tych, którzy nie dają sobie rady z życiem. Po stronie niekochanych, nie nadążających za zmianami, z trudem walczących o własne szczęście. I teraz też, mierząc się ze współczesną Polską, zrobił film „niewygodny”, niepokojący. Jakby chciał nas obudzić. Ten film trzeba obejrzeć koniecznie.

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA