fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

OFE a rowery na placu Czerwonym

Bloomberg
Czy to prawda, że w Moskwie na placu Czerwonym rozdają samochody? Tak, to prawda, tylko że... nie samochody, ale rowery, i nie rozdają, ale kradną. Tę urokliwą anegdotę o Radiu Erewań przypomniałem sobie, słuchając i czytając opowieści polityków rządzącej partii na temat OFE.

Sięgając po władzę, głosili przecież, że oddadzą Polakom pieniądze zgromadzone w tych funduszach. Po latach, zamiast zrealizować te obietnice, uciekają się do taktyki pokazanej w przytoczonej na wstępie historyjce. Nie tyle oddają, ile zabierają, nie prywatyzują, ale nacjonalizują, nie porządkują systemu emerytalnego, lecz go demolują. Problem tylko w tym, czy takie rewelacje wytrzymają wyborcy, którzy liczyli na uczciwe rozwiązania zapewniające godziwe emerytury.

Rząd stawia nas między Scyllą a Charybdą. Decyzja, do której jesteśmy zmuszani, jest trudna i jednocześnie fatalna. Jeśli wybierzemy IKE, z dnia na dzień ginie z naszych kont 15 proc. oszczędności. Jeśli wybierzemy ZUS, wyparuje nam prawo do ich dziedziczenia. Zapewnia nas także, że wszystko jest uczciwe i nie ma celu fiskalnego. Fundusz emerytalny przekształca się bowiem w fundusz inwestycyjny. Pobranie zaś 15 proc. jest jedynie swego rodzaju opłatą za historyczne przekształcenie instytucji, w której znajdują się nasze konta. „Niewielką" zresztą, bo tylko ok. 20 mld złotych. Prawda, że zabawne?

Nie zastanawiamy się zatem, że to w istocie pierwsza „reforma" OFE, na której klient faktycznie straci. Tym zaś, którzy mają kłopoty, aby zrozumieć, skąd ten pośpiech, wyjaśnień udzielił prezes Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Borys. Tłumaczy on, że lepiej opodatkować to teraz, bo za jakiś czas ktoś może wpaść na pomysł,

by wprowadzić wyższą opłatę. Czyli, wiecie, rozumiecie, drodzy rodacy: przyjdzie gorszy rząd i zabierze znacznie więcej niż my. Nic innego nie pozostaje, jak wierzyć na słowo. Chociaż tu i ówdzie już słychać o możliwości wprowadzenia kolejnej daniny dla tych, którzy przed emeryturą będą chcieli zabrać swoje pieniądze.

Jeśli jednak założymy, że opłata ta ma być równoważna podatkom pobieranym od emerytur, to dlaczego forsuje się takie rozwiązania? Może chodzi o to, że lepiej wziąć z góry i zamknąć temat? Tym bardziej że nie będzie już tej równowagi, jak rząd zwolni emerytów z podatku lub wprowadzi wysoką kwotę wolną.

Rząd poza tym, potrącając tę opłatę, nie oddaje z OFE pieniędzy, tylko blokuje je na koncie aż do emerytury.

To oczywiście wyraz troski o nas i naszą przyszłość. A także o stabilność systemu emerytalnego. Wzmacnia go z pewnością przekonanie, że pieniądze, które z OFE trafią do ZUS, przyczynią się – zgodnie z logiką dobrej zmiany – do nacjonalizacji spółek giełdowych. Ich akcje znajdują się dotychczas w gestii OFE, a po „reformie" przejdą do PFR. W ten sposób rząd spełnia nasze „ukryte marzenie", by odrzucić rynek, prywatność, na rzecz wzrostu roli państwa. Któż bowiem lepiej może zarządzać naszym mieniem niż państwowa instytucja? A pieniądze? Zapewne są i będą. Wystarczy w przyszłości głębiej sięgnąć do naszych kieszeni.

Znaków zapytania dotyczących planowanych rozwiązań jest dużo więcej. Ważne jest jednak to, że rządzący są pewni, że są one dobre.

Żadne dementi nie jest więc potrzebne, bo dobra zmiana naprawdę rozdaje. Pytanie tylko, czy wszystkim?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA