Zbyt duża ilość CO2 w atmosferze powoduje podnoszenie się średniej temperatury na Ziemi, co może doprowadzić do katastrofy ekologicznej - szybkiego topienia się lodowców, podnoszenia się poziomów wód i zalewania obszarów nabrzeżnych oraz znikania całych wysp z powierzchni Ziemi. Ponadto grożą nam susze i pustynnienie dużych obszarów.

Poziom mórz do 2100 roku może podnieść się o dwa metry, zagrażając społecznościom żyjącym na wybrzeżach i ekosystemom na całym świecie - alarmowali niedawno autorzy badania, którego wyniki opisano w "Proceedings of the National Academy of Sciences".

Jednym ze sposobów redukcji CO2 może być zalesianie - rośliny, w wyniku fotosyntezy zamieniają bowiem dwutlenek węgla w tlen.

Badania wykazują jednak, że ludzkość nie jest w stanie zasadzić tylu drzew, aby pochłonęły one większość emitowanego przez ludzkość CO2. Gdyby bowiem zalesić całe terytorium USA - wówczas ilość dwutlenku węgla w atmosferze zmniejszyłaby się zaledwie o 10 procent.

Oznacza to, że - aby pochłonąć 100 proc. emisji CO2 - powierzchnia lasów na Ziemi musiałaby być tak dużo, że zabrakłoby obszarów rolnych potrzebnych do wykarmienia ludzkości. Rozwiązanie problemu emisji CO2 w taki sposób stworzyłoby więc - jak wskazują uczeni - równie poważny problem głodu na świecie.

O tym, że zalesianie mogłoby być sposobem na walkę z ociepleniem mówił przed niespełna trzema laty ówczesny minister środowiska Jan Szyszko w rozmowie z "Rzeczpospolitą".