fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Co znalazło się w podstawach programowych przedstawionych przez rząd?

123RF
Podstawy programowe nie zachwyciły chyba nikogo, rozczarowały nawet niektórych posłów PiS z Komisji Edukacji.

„Obecna podstawa definiuje cele i wymagania w kontekście całego etapu edukacyjnego – analizuje organ ZNP „Głos Nauczycielski" – nowa wyznacza konkretne punkty do osiągnięcia w poszczególnych klasach. To oznacza powrót do rozwiązań znanych jeszcze z okresu PRL i lat 90.".

Uwagi bywają też fundamentalne. – Nowe podstawy programowe nie przystają do współczesnych koncepcji edukacji instytucjonalnej – mówi „Rz" Filip Konopczyński z Fundacji Kaleckiego. – Zwiększanie liczby godzin dydaktycznych dla określonych przedmiotów i zmniejszanie dla innych czy wprowadzanie nowych lektur w miejsce starych, bez zmiany filozofii szkoły, są działaniami pozornymi. Edukacji nie zmieni się poprzez zmianę szyldu szkoły tylko poprzez inne podejście do procesu dostarczania wiedzy. A tego tu nie ma – mówi.

Jak to wygląda przy konkretnych przedmiotach? Wychowanie do życia w rodzinie to przedmiot nieobowiązkowy. Jednocześnie od lat toczone są boje o podstawy do niego między środowiskiem katolickim i liberalno-lewicowym. O czym mówić, a o czym nie? Namawiać do tolerancji? Informować o odmiennej orientacji seksualnej? Uczyć o antykoncepcji?

Szefową zespołu wyznaczoną przez minister Annę Zalewską jest prof. Urszula Dudziak z KUL, znana z promowania tez, iż „antykoncepcja prowadzi do promiskuityzmu, czyli rozwiązłości kobiet", „spirala jest środkiem wczesnoporonnym", a „ci, którzy są zwolennikami zapłodnienia in vitro, przekreślą miłość. Zamiast ciepła matek dziecko napotka chłód zamrażarek".

W stosunku do obowiązujących podstaw programowych, które i tak pisane były w atmosferze ostrego sporu ideologicznego, akcenty zostały przesunięte. W 12 głównych zadaniach, jakie w tym obszarze postawiono przed szkołą, znalazło się m.in. „wzmacnianie procesu identyfikacji z własną płcią". – Nie wiem, co naprawdę kryje się pod tym sformułowaniem – mówi „Rz" prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog. – Ale wygląda na to, że to sformułowanie jest zbyt ostre. Bo przecież zmieniają się stereotypy męskości i kobiecości. Według jakiego więc wzoru szkoła ma „wzmacniać identyfikację z własną płcią"? Czy chodzi o partnerstwo w wychowywaniu dzieci? Czy wręcz przeciwnie – według stereotypu, że mężczyzna zarabia pieniądze, a spacer z wózkiem to rola „niemęska"?

Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej obawia się konkretnych treści, które będą układane na bazie podstaw programowych. – To są sformułowania, które mogą zaowocować narzuceniem kierunku bliskiego pani prof. Dudziak, czyli np. walki z mityczną, nieistniejącą „ideologią gender" – mówi „Rz" Lubnauer.

Posłanka podkreśla jednak, że na pochwałę zasługuje np. wpisanie do podstaw programowych informacji o prawach dzieci w rodzinie i informowanie o miejscach, w których mogą uzyskać pomoc. A prof. Zbigniew Izdebski dodaje: – To są założenia dla klas IV–VIII, żeby dokonać oceny, musimy wiedzieć, co będzie w szkole ponadpodstawowej. Czy są uwzględnione inne tematy, np. nie tylko wyraźnie tu obecne wzmacnianie roli małżeństwa i rodziny, ale także wiedza o innych rodzajach realizowania własnej seksualności, z którymi przecież dzieci, a potem młodzież, spotykają się we własnym życiu, w mediach i internecie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA