fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja i wychowanie

Prawo o szkolnictwie wyższym - nowe typy uczelni

Fotorzepa/Robert Gardziński
Niepubliczne szkoły wyższe mają skupić się na dydaktyce, i to na poziomie licencjackim – przewiduje jeden z projektów założeń nowego prawa.

Wyodrębnienie trzech nowych typów uczelni: badawczych, badawczo-dydaktycznych oraz dydaktycznych zakłada projekt założeń nowej ustawy – Prawo o szkolnictwie wyższym, przygotowany przez zespół prof. Marka Kwieka. To jeden z trzech projektów. 1 marca dwa pozostałe zespoły wyłonione w konkursie Ministerstwa Nauki przedstawią swoje założenia. Najlepszy ma zostać wcielony w życie.

Najlepsze badawcze

O status badawczej będą mogły ubiegać się jedynie najlepsze uczelnie, w których przynajmniej dwie trzecie jednostek uzyskało kategorię naukową A (lub A+), a żadna nie uzyskała kategorii C. O status uczelni badawczo-dydaktycznej będą mogły ubiegać się te szkoły wyższe, których przynajmniej dwie jednostki uzyskały kategorię A (lub A+). Ponadto muszą regularnie wygrywać konkursy na granty badawcze. Uczelnie dydaktyczne to te, które mają mniej niż dwie jednostki z kategorią A (lub A+) i w marginalnym stopniu pozyskują granty badawcze.

Od typu będzie uzależniony rodzaj finansowania. Zgodnie z założeniami przedstawionymi przez zespół prof. Kwieka uczelnie badawcze otrzymają większe dotacje na badania niż te badawczo-dydaktyczne. Uczelnie dydaktyczne (i niemal wszystkie uczelnie niepubliczne) prawie nie otrzymają dotacji na działalność naukową. Kadra wszystkich będzie mogła startować w konkursach o granty badawcze z Narodowego Centrum Nauki.

– Nasz projekt skupia się na wsparciu badań i kontaktów uczelni z gospodarką. Obecnie bowiem polskie uczelnie nie odstają od średniej UE pod względem dydaktyki. Ich działalność badawcza pozostawia jednak wiele do życzenia. Trzeba to naprawić, i to jak najszybciej – argumentuje prof. Marek Kwiek.

Habilitacja dla aktywnych

Uczelnie w zależności od typu będą miały też różne uprawnienia. Na przykład prawo do nadawania stopni naukowych (zwłaszcza habilitacji) uzyskają tylko te, które w danym obszarze nauki są aktywne badawczo. Obecnie uprawnienie to zależy od liczby profesorów tytularnych oraz doktorów habilitowanych.

Zespół prof. Kwieka proponuje obniżenie wymagań kadrowych w uczelniach dydaktycznych (przy ścisłej kontroli jakości studiów przez Polską Komisję Akredytacyjną). Ma to zakończyć problem wieloetatowości, bo sektor niepubliczny rzadko kiedy będzie potrzebował samodzielnej kadry akademickiej. Będzie bowiem w przeważającej mierze prowadził kształcenie na poziomie licencjackim.

– Uczelnie prywatne już i tak w większości skupiają się na dydaktyce, ich rola w badaniach naukowych jest marginalna, a wykorzystanie funduszy z NCN niemal zerowe. Wyjątki są nieliczne – tłumaczy prof. Kwiek.

Wzmocnione zostaną wymagania na poziomie doktoratu, habilitacji i profesury tytularnej, a profesura uczelniana zostanie zlikwidowana. Brak habilitacji w terminie ośmiu czy dziesięciu lat nie będzie eliminował, ale uniemożliwi awans płacowy i podwyższy pensum dydaktyczne.

Duże zmiany przewidziano też dla doktorantów. Wszyscy dostaną stypendium, które będzie równe pensji minimalnej. Niestacjonarne studia doktoranckie zastąpi doktorat z wolnej stopy.

OPINIA

prof. Bogusław Śliwerski, przewodniczący Sekcji Nauk Humanistycznych i Społecznych Centralnej Komisji do spraw Stopni i Tytułów

Szkoły wyższe niewątpliwie nie powinny być finansowane na tym samym poziomie, jeśli nie wytwarzają porównywalnych w skali międzynarodowej wartości naukowych. Tu muszę zgodzić się z prof. Kwiekiem, że uczelnie powinny być rozliczane z działalności badawczej. Nie wszyscy nauczyciele akademiccy mogą być jednak twórczymi badaczami, szczególnie w obecnych realiach płacowych. Odpowiadamy jeszcze za kształcenie i działalność organizacyjną, np. konferencje naukowe, współpracę ze środowiskiem. Dopóki nie podniesie się środków na szkolnictwo wyższe, dopóty kadra uczelni będzie musiała dorabiać. A to wpływa na jakość pracy badawczej i dydaktycznej. Projekt zespołu prof. Marka Kwieka jest też radykalnie liberalny. To krok w kierunku prywatyzacji uczelni, które będą zmuszone pozyskiwać znaczną część środków z sektora prywatnego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA