fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dyplomacja

Rządowy projekt o służbie zagranicznej krytykowany nawet w rządzie

Zbigniew Rau
Zbigniew Rau, szef MSZ twierdzi, że nowe regulacje otworzą korpus dyplomatyczny dla nowych ludzi
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Przybywa instytucji, które krytykują rządowy projekt o służbie zagranicznej.

„Deprofesjonalizacja funkcji ambasadora" i jej „całkowite upolitycznienie" – to jeden z zarzutów, które do projektu ustawy o służbie zagranicznej ma Stowarzyszenie Absolwentów Krajowej Szkoły Administracji Publicznej (KSAP). „Rzeczpospolita" dotarła do stanowiska byłych studentów KSAP, która była dotąd jedną z kuźni kadr polskiej dyplomacji. Ostro atakują projekt, nad którym trwają błyskawiczne prace w Sejmie. Nie oni jedyni. Zarzuty mają nawet niektórzy członkowie rządu.

Chodzi o projekt, który ma zrewolucjonizować dyplomację. Dotąd działała ona na podstawie ustawy sprzed 20 lat. MSZ postanowiło przygotować zupełnie nowy akt prawny. Jego założenia to m.in. utworzenie odrębnego stanowiska szefa służby zagranicznej i zmiana struktury stopni dyplomatycznych. Największe kontrowersje budzi znaczne obniżenie kryteriów naboru kadr do MSZ. Zgodnie z projektem ambasadorowie mają nie pochodzić z korpusu zawodowych dyplomatów.

Czytaj także:

Opozycja: Nie dopuścić, by Polska na zewnątrz miała jedynie twarz PiS

Otwarcie korpusu

– Ustawa wprowadza to, czego najbardziej brakowało w rozwiązaniach dotychczasowych, a zatem rozróżnienie czynnika politycznego i czynnika urzędniczego. Druga kwestia sprowadza się do szerokiego otwarcia służby zagranicznej, w tym korpusu dyplomatycznego na ludzi, którzy są u progu kariery zawodowej – zachwalał niedawno szef MSZ Zbigniew Rau. Nie wyjaśnił jednak, czemu prace nad tak ważnym projektem toczą się niemal bez konsultacji.

Pierwsze wzmianki na jego temat pojawiły się pod koniec grudnia, a 13 stycznia był już w Sejmie. I dopiero po tym, gdy trafił do parlamentu, jego treść została opublikowana przez Rządowe Centrum Legislacji. Sejm zaczął się nim intensywnie zajmować podczas rozpoczętego w środę posiedzenia.

Przeciw takiemu tempu prac protestuje opozycja, ale krytyka płynie też z ośrodków i instytucji, uczestniczących w sprawowaniu władzy. Stowarzyszenie Absolwentów KSAP w liczącym dziesięć stron stanowisku ostrzega m.in. przed upolitycznieniem służby zagranicznej, zmniejszeniem nakładów na dyplomację i pogorszeniem stabilności zatrudnienia. Szczególnie boli ją pominięcie w ustawie absolwentów KSAP, którzy dotąd mogli łatwo przechodzić do służby zagranicznej.

Na tym zastrzeżenia się nie kończą. Sformułował je nawet minister ds. europejskich Konrad Szymański. W trakcie błyskawicznych, trwających kilkanaście godzin konsultacji międzyresortowych, wysłał pismo zawierające dziewięć uwag. Wynika z niego, że projekt w dużym zakresie ignorował fakt istnienia urzędu obsługującego Szymańskiego. Niejasny miał być np. status członków służby zagranicznej pracujących w jego biurze. Projekt nie przewidywał też, że minister ds. Unii Europejskiej miałby wpływ na powoływanie niektórych ambasadorów.

Kilka stron zastrzeżeń przedstawił też wicepremier Jarosław Gowin.

Tajne przez poufne

Część uwag ministrów uwzględniono jeszcze podczas prac w rządzie. Gdy projekt trafił do Sejmu, pojawiła się inna wątpliwość. Fundacja ePaństwo zauważyła, że projekt wprowadza tajemnicę dyplomatyczną, czyli nowe ograniczenie w dostępie do informacji publicznych.

Niezrealizowane plany wobec ustanowienia takiej regulacji miała ekipa PO–PSL, czemu towarzyszyła intensywna debata publiczna. Tym razem tajemnicy dyplomatycznej nie poświęcono nawet jednego zdania w uzasadnieniu do projektu. Zdaniem ePaństwo regulacja stwarza „ryzyko nieproporcjonalnego ograniczenia dostępu do informacji na temat działań Polski na arenie międzynarodowej".

Dlaczego skomplikowany projekt jest rozpatrywany w taki sposób? „Projekt ustawy o służbie zagranicznej procedowany jest zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa" – informuje nas lakonicznie MSZ.

Zdaniem posła KO Pawła Zalewskiego, głównym celem projektu jest stworzenie nowych posad dla PiS. – Jarosław Kaczyński uważa, że służba dyplomatyczna nie jest mu potrzebna do realizowania interesu narodowego. Jest mu potrzebna do budowy nowej elity. Celem ustawy jest dostarczenie nowych, atrakcyjnych stanowisk dla ludzi, którzy zwiążą się z PiS – komentuje. – Rozpatrywanie projektu w normalnym tempie zwiększyłoby ryzyko, że ta rewolucja się nie powiedzie.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA