W wyniku ofensywy "Źródło pokoju" na pograniczu syryjsko-tureckim powstała 30-kilometrowa tzw. strefa bezpieczeństwa, a z terenów tych wyparto Kurdów z Powszechnych Jednostek Ochrony (YPG), stanowiących trzon Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF). Kurdowie byli sojusznikami USA w walce z Daesh.
Do "strefy bezpieczeństwa" mieli zostać przesiedleni syryjscy uchodźcy przebywający obecnie w Turcji. Ankara uważa YGP za przedłużenie zdelegalizowanej w Turcji Partii Pracujących Kurdystanu.
W odpowiedzi na turecką ofensywę kanclerz Angela Merkel w połowie października oświadczyła w Bundestagu, że rząd Niemiec nie będzie dostarczał Turcji "żadnej broni". Dopytywany o tę deklarację odpowiedzialny za kontrolę eksportu w resorcie gospodarki sekretarz stanu Urlich Nussbaum doprecyzował, że niemiecki rząd "nie wydaje nowych zezwoleń na broń", która mogłaby być użyta przez Turcję w Syrii.
Teraz ministerstwo gospodarki, odpowiadając na kolejną interpelację posłanki Sevim Dagdelen (Lewica) dotyczącą sprzedaży broni Turcji poinformowało, że eksport ponownie jest dozwolony. Dagdelen oceniła decyzję jako "całkowicie nieodpowiedzialną".
Według DPA, zaakceptowane dostawy dotyczą czterech partii "związanego ze sferą wojskową" sprzętu o wartości ponad 3 mln euro. Jak zastrzegło ministerstwo gospodarki, elementy uzbrojenia nie mogą zostać wykorzystane w Syrii.
Nie wiadomo, co dokładnie Turcja kupiła od Niemiec. Na liście znalazły się dostawy dla marynarki wojennej, sprzęt elektroniczny dla wojska oraz broń małokalibrowa.
W 2018 r. wartość niemieckiego eksportu zbrojeniowego do Turcji wyniosła prawie 243 mln euro. W ciągu pierwszych ośmiu miesięcy bieżącego roku Ankara kupiła od Berlina broń wartą ponad 250 mln euro.