fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Dobra osobiste

Sędzia o wypowiedzi Owsiaka: za słowa, jakie padły na festiwalu, należy się kara

Jurek Owsiak
Reporter
Agresja, w tym wyrażająca się także wulgarnym językiem, jest ślepą uliczką. Przeprosiny mogą stanowić jakościową różnicę pomiędzy Jurkiem Owsiakiem a pewnym marszałkiem, który wprawdzie przepraszał, ale za niełamanie prawa.

Przyznaję się. Byłem na ostatnim Pol'and'Rock Festival. Po raz trzeci jako sędzia. Wprawdzie bez togi, ale wciąż z tą samą szczytną ideą niesienia kaganka edukacji prawnej i pokazywania, że sędziowie nie są kastą i potrafią przemawiać ludzkim i zrozumiałym językiem.

Przyznaję też, że bardzo cenię sobie Jerzego Owsiaka i większość z podejmowanych przez niego inicjatyw społecznych. Z festiwalem na czele, bo dokładnie 25 lat temu, na pierwszym – jeszcze Przystanku Woodstock – też byłem.

Jurek Owsiak to ewenement na skalę światową, człowiek, który potrafił i wciąż potrafi porwać miliony ludzi. Nie tylko porwać, ale i nakłonić je, aby z dawania uczyniły nową świecką tradycję – co w naszym kraju uznać należy nie tylko za sukces propagandowy, ale też niezwykle ważny eksperyment społeczny. Coroczne festiwale, które organizuje Jurek Owsiak, niezależnie od ich nazwy są żywym dowodem, że można zrobić imprezę masową dla setek tysięcy ludzi, którzy w przyjaźni i pokoju spotykają się, by bawić się przy dźwiękach świetnej muzyki.

Nigdy, przenigdy nie spotkałem się podczas tych imprez z przejawami agresji, nietolerancji. Widok spacerujących i uśmiechniętych uczestników festiwalu, którzy z radością „przybijają piątki", rozmawiają i zwyczajnie cieszą się z tego, że są tu i teraz, jest wręcz budujący. A że trzeba czasami przejść przez obłok dymu ze skręta? Proszę mi wierzyć, odór nieprzetrawionego alkoholu i moczu, bijący z czeluści kamienic szczecińskiego Gocławia, na którym się wychowałem – to jest dopiero zapach, który może odstręczać. Nie jestem jednak naiwny i wiem, że pośród tak licznej publiki znajdą się czarne owce. Na szczęście ja ich nigdy nie spotkałem, a ilość wykroczeń i przestępstw popełnianych na festiwalu w stosunku do ilości uczestników na pewno nie sięga procentu statystyk policyjnych z równie cyklicznych derbów Krakowa.

Festiwal Pol'and'Rock to oprócz muzyki ogromna płaszczyzna do przybliżenia uczestnikom licznych inicjatyw społecznych i kulturalnych. Czasami wręcz zastanawiam się, za co powinniśmy być bardziej wdzięczni Zbigniewowi Hołdysowi – za „Autobiografię" czy za Akademię Sztuk Przepięknych. Bo na ASP młodzi ludzie mają okazję posłuchać o uzależnieniach, tu mogą częstokroć po raz pierwszy spotkać psychologa lub terapeutę. Tu toczą się dyskusje dotyczące kultury, sztuki, ochrony środowiska, tu wreszcie mowa jest o prawach człowieka i jego prawie do wolności. W tym wolności od hejtu i wszelkich przejawów mowy nienawiści. I właśnie podczas jednego z takich warsztatów usłyszałem od prowadzącego najważniejsze przykazanie dla dotkniętych taką formą agresji: „Nigdy nie odpowiadaj agresją na mowę nienawiści".

Nie mam wątpliwości, że Jurek Owsiak jest ofiarą hejtu i mowy nienawiści. Co więcej, jego inicjatywy i on sam atakowani są nie tylko przez zwykłych obywateli, ale włączają się w tę narrację przedstawiciele władz publicznych i części mediów. Może budować to poczucie osamotnienia, frustracji, wręcz osaczenia. Rodzi się jednak pytanie, czy osobie robiącej tak dużo dobrego przystoi łamać zasady, które sam głosi, i na ataki na siebie reagować kontratakiem: wulgarnym i prowokacyjnym?

A skoro już zadałem sobie pytanie, to po to, aby na nie odpowiedzieć. I odpowiedź ta brzmi: NIE. Bo zakładając nawet, że wszystko to, co wykrzyczał Jurek Owsiak na zakończenie festiwalu – poza bluzgami – jest prawdą, to po co używać takiego języka. Po co po pięknej imprezie, wspaniałym czasie wolnym od przemocy i agresji – wypominać butę i arogancję innych ludzi. To przecież troszkę tak, jakby po weselu gospodarze, dziękując gościom, wypominali wulgarnie, że były osoby, które nie chciały im wcześniej wynająć remizy.

Mimo uczestnictwa w festiwalu nie mogę zapominać, że na co dzień jestem sędzią. I to sędzią orzekającym w wydziale karnym. Bardzo często wątek frustracji, złości, odreagowania stanowi nie tylko linię obrony, ale też mechanizm nakręcania się spirali agresji. Konflikty rodzinne, sąsiedzkie, spory o opiekę nad dziećmi – wszystkie obejmuje jeden mianownik sprowadzający się do przekonania, że nam wolno więcej, bo prawo (moralne) jest po naszej stronie. I nieomal w każdej sprawie pewne jest, że gwałtowne (agresywne) reakcje na ataki ze strony oponentów nie przyniosą innego rezultatu niżi eskalacja konfliktu. Tym bardziej w naszym społeczeństwie, w którym bardziej nawet, niż wyobrażał to sobie staruszek Immanuel Kant, każdy ma to prawo w sobie. I kilka innych, jakie są mu wygodne, aby być górą.

Podsumowując: agresja, w tym wyrażająca się także wulgarnym językiem, jest ślepą uliczką. I bynajmniej nie stanowi skutecznej linii obrony. Za wulgarne słowa padające w miejscu i czasie, w którym padać nie powinny, powinno ponieść się karę. I przeprosić za złamanie prawa, bo ono jest równe dla wszystkich. Ale właśnie taka kara i takie przeprosiny mogą stanowić jakościową różnicę pomiędzy Jurkiem Owsiakiem a pewnym marszałkiem, który wprawdzie przepraszał, ale za niełamanie prawa.

Autor jest sędzią Sądu Rejonowego w Łobzie

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA