fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Covid-19

Niedzielski: Czekamy na efekt świąt i sylwestra

minister zdrowia Adam Niedzielski
PAP / Piotr Nowak
Nikt nie wydawał zgody na szczepienie aktorów, celebrytów czy polityków – zapewnia Adam Niedzielski, minister zdrowia.

Jakich efektów oczekuje pan po kontroli w WUM w związku z historią dotyczącą szczepień aktorów?

Z jednej strony mamy kontrolę NFZ i możliwe konsekwencje ze strony Funduszu, ale z drugiej są przełożeni i władze Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Najwłaściwsze byłyby tu konsekwencje personalne. Jeżeli ktoś nie respektował obowiązujących zasad, jeżeli te zasady z pełną świadomością łamał to innej możliwości nie widzę. Oczekuję od rektora stanowczych działań. Nie ma mojej zgody na tworzenie uprzywilejowanych grup. Dla mnie uprzywilejowani mogą być jedynie najsłabsi, ci których trzeba otoczyć szczególną opieką. Z tego też powodu do szczepień etapu „0" włączyliśmy rodziców wcześniaków.

Czy wytyczne dotyczące dodatkowych dawek szczepionki nie zostały sformułowane zbyt liberalnie? Albo może zabrakło kontroli MZ/NFZ?

Najsłabszym ogniwem w każdym systemie zawsze okazuje się człowiek. Normy i reguły mogą być na najwyższym poziomie, ale jak ktoś nie będzie ich przestrzegał, to ich po prostu nie będzie. Czy możemy mówić o zbyt liberalnych zasadach, kiedy dość sztywno określiliśmy, że w grupie „0" szczepi się personel systemu ochrony zdrowia? Czy o nadmiernym liberalizmie świadczy to, że dbając o to, by szczepionki się nie zmarnowały, wydaliśmy zgodę na to, żeby w przypadku braku chętnych medyków zaszczepić rodziny personelu medycznego? Podkreślam: rodziny personelu medycznego. Nikt nie wydawał zgody na szczepienie aktorów, celebrytów czy polityków. Nikt nie dawał dodatkowych szczepionek z przeznaczeniem dla tych grup osób.

Czy program szczepień i testów dla nauczycieli klas 1-3 oznacza, że to właśnie dzieci z tych klas wrócą najpierw, a jeśli tak to kiedy?

Zawsze byłem zwolennikiem komunikowania planów z dużym wyprzedzeniem, ale niestety tutaj nie ma dobrej odpowiedzi. Będziemy czekali na to jaki będzie epidemiczny efekt świąt i sylwestra. Co będziemy wiedzieli w okolicach początku stycznia. Średnia tygodniowa układała się poniżej 10 tysięcy, więc widać, że jesteśmy trochę powyżej tego wyniku.

Jeśli wszystko pójdzie tak jak państwo myślą, to w I kwartale nowego roku można spodziewać się częściowego odmrażania gospodarki?

Mam nadzieję, że warunki epidemiczne będą takie, że będziemy mogli pozwolić dzieciom z klas 1-3 na powrót do szkół. Wszyscy jesteśmy zmęczeni - i dzieci i rodzicie. Cały czas jestem w kontakcie z różnymi środowiskami naukowymi, lekarskimi i one oczywiście akcentują, to jak dużo konsekwencji w sferze psychicznej niesie, to, że te obostrzenia ograniczają kontakty międzyludzkie. Dla młodzieży jest bardzo ważne by funkcjonować w grupie rówieśniczej, to bardzo poważny element w rozwoju psychicznym dzieci i młodzieży. Trzeba ważyć ryzyko przy decyzjach i patrzyć jakie niosą ze sobą konsekwencje. Imperatywem dla Ministra Zdrowia jest to by jak najszybciej przywrócić normalność, bo normalność oznacza również, to, że ludzie nie wstrzymują się przed profilaktyką i nie mamy ograniczeń w zabiegach. Wtedy również liczba zgonów z innych powodów, także się zmniejszy.

Na czym ma polegać zapowiadany przez pana plan odbudowy służby zdrowia?

Największym skutkiem pandemii oprócz zgonów, to jest odkładanie różnych spraw, które mieliśmy do załatwienia. Poza planem odbudowy mamy o wiele więcej zdefiniowanych strategicznych projektów. Chociażby restrukturyzacja całego szpitalnictwa. Wyeksponowanie jakości, czyli płacenie za jakość leczenia i nie tylko jakość kliniczną, ale również za jakość obsługi pacjenta. To są rzeczy, które mamy przygotowane i czekamy, aż ta pandemia się skończy. Mam nadzieje, że początek II kwartału to będzie ten moment, w którym będzie już można w odważniejszy sposób zająć się normalnymi rzeczami. Wtedy też będziemy chcieli wdrażać plan odbudowy zdrowia Polaków.

Jaki jest pana główny wniosek z tego wszystkiego co wydarzyło się w ubiegłym roku? Co by pan zrobił inaczej?

Wysyłanie pulsoksymetrów wcześniej byłoby lepszym rozwiązaniem. Moja główna refleksja i dotyczy braku zaufania społecznego w Polsce. Przestaliśmy myśleć o meta-przyczynach różnych problemów. Patrzę na kapitał społeczny, który jest w Polsce i poziom zaufania do władz, ale nie tylko do nich i widzę bardzo wiele przejawów braku kapitału społecznego właśnie bezpośrednio w walce z pandemią. Stosunek do obostrzeń wszyscy znamy, chęć do sczepień również nie jest najwyższa, a to są elementy wspólnego zaufania. Nawet te pulsoksymetry, są przykładem tego, że nie ma pewnej skłonności by poddawać się programom realizowanym przez państwo, bo nie wiadomo co państwo zrobi z tymi danymi i nie wiadomo, czy to jest przedsięwzięcie, któremu można ufać. Wszędzie brak zaufania społecznego robi wyłomy, które utrudniają tę walkę. To jest jeden z głównych elementów, które odróżniają skuteczność tej walki w Polsce i w krajach europejskich względem Azji, gdzie poziom zaufania społecznego jest bardzo duży.

Było w ubiegłym roku kilka wypowiedzi polityków, które ten poziom zaufania obniżyły.

Nie będę zaprzeczał. To tak jest, że jedni podkopują drugich. Opozycja szczególnie dużo robi w tym zakresie, ale też jesteśmy uwarunkowani historycznie pewną nieufnością.

—współpraca Karol Ikonowicz

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA