fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Będą zmiany, jednak kotwice 500+ są nienaruszalne

123RF
W marcu czeka nas pierwszy przegląd programu 500+. Rząd musi się zastanowić m.in., czy i jak waloryzować dodatki na dzieci i do kogo w ogóle powinny trafiać.

Politycy PiS zgodnie powtarzają, że nawet gdyby się waliło i paliło, z programu wsparcia rodzin nie zrezygnują. Ale to nie oznacza, że niemożliwe są jego modyfikacje.

Pierwsze zmiany możemy poznać już w marcu, gdy Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej przygotuje przegląd programu, przede wszystkim pod kątem jego oddziaływania na rynek pracy oraz na system pomocy socjalnej dla rodzin.

Dziś dodatki dla dzieci funkcjonują w oderwaniu od innych form pomocy państwa, co spowodowało niepokojące zjawisko rezygnacji z oficjalnej pracy tylko po to, by załapać się na większą pomoc publiczną.

Przykładowo, rodzina z trójką dzieci, w której dochody z pracy wynoszą 4250 zł na miesiąc netto (850 zł na osobę), może liczyć na 1000 zł pomocy (po 500 zł na drugie i trzecie dziecko). Razem ma 5250 zł. Jeśli jednak jej dochody z pracy spadną do 3300 zł netto (czyli do 660 zł na osobę), może dostać dodatki już na każde dziecko, a także ok. 200 zł zasiłku rodzinnego na każdą pociechę w rodzinie. W sumie jej dochody wynoszą 5400 zł.

W efekcie dochody rodziny rosną, co jest niebezpieczną pokusą do rezygnacji z pracy przez jednego z rodziców czy ukrywania dochodów w szarej strefie.

Takim zachowaniom zapobiec mogłoby wliczanie dodatków z 500+ do dochodu rodziny uwzględnianego przy obliczaniu kryterium dla innych zasiłków. Wspomnianej rodzinie nie opłacałoby się sztucznie obniżać zarobków, bo i tak nie przysługiwałyby im inne świadczenia.

Takie rozwiązanie przyniosłoby oszczędności rzędu 2–3 mld zł, ale za to nie najlepiej mogłoby wpłynąć na wizerunek rządu (bo część rodzin mogłaby stracić prawo do zasiłków). Dlatego politycy na razie podkreślają jedynie, że sprawa wymaga pogłębionych analiz.

Inną kwestią, którą resort rodziny i pracy powinien się pilnie zająć, jest odpowiedź na pytanie, czy i jak należy waloryzować dodatki na dzieci. W 2017 r., po ponad dwóch latach deflacji, w końcu w Polsce pojawi się inflacja. A to oznacza, że wypłacane co miesiąc 500 zł zacznie tracić realną wartość.

Część polityków i ekonomistów oczekuje też, że zostaną wprowadzone takie zmiany, by matki samotnie wychowujące dzieci dostawały wsparcie już od pierwszego dziecka, bez względu na dochód. To one, w przeciwieństwo do osób zamożnych, najbardziej potrzebują pomocy.

Na takie zmiany się jednak nie zanosi. Podstawy programu – dodatki w postaci gotówki, wypłacane praktycznie wszystkim, mają pozostać bez zmian: dodatek od każdego drugiego dziecka dla wszystkich, dodatek na pierwsze dziecko, jeśli dochody na osobę nie przekraczają 800 zł. Resort rodziny i pracy wychodzi bowiem z założenia, że preferowanie określonych sytuacji życiowych może powodować niechciane zjawiska, takie jak sztuczne udawanie, że jest się samotnym rodzicem.

Nie zostanie wprowadzone także górne kryterium dochodowe. M.in. ze względów praktycznych, bo konieczne byłaby weryfikacja wszystkich ubiegających się o dodatki. A to rodziłoby koszty administracyjne rzędu 70–80 mln zł. Resort wyliczył zaś, że gdyby próg wynosił 5 tys. zł na osobę, oszczędności wyniosłyby... 81 mln zł.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA