fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Budżet UE ma odbudować gospodarkę po pandemii

AFP
Unijni przywódcy różnią się w pomysłach, jak finansować wychodzenie z kryzysu spowodowanego pandemią. Skończy się chyba na tradycyjnych instrumentach.

Komisja Europejska w najbliższych tygodniach przedstawi nowy projekt budżetu UE na lata 2021–2027. Musi być nowy, bo ten negocjowany od dwóch lat w związku z pandemią koronawirusa stał się nieaktualny. – Jasne już jest, że będzie plan odbudowy po kryzysie – powiedziała Elisa Ferreira, komisarz UE ds. polityki spójności, w czasie konferencji zorganizowanej we wtorek przez think tank Bruegel i Financial Times.

W jakim kierunku pójdą prace, zależy od decyzji unijnych przywódców, którzy w czwartek spotkają się na wideoszczycie, żeby rozmawiać o kolejnym etapie pomocy dla unijnej gospodarki. – Na bieżące potrzeby związane z kryzysem zdrowotnym dostępne pieniądze wystarczą. Co stanie się później z europejską z gospodarką, to się okaże, nie mamy jeszcze danych statystycznych – powiedziała Ferreira. Komisja Europejska przedstawi najbardziej aktualne prognozy 7 maja.

Czytaj także: Komisja Europejska przeznaczy 100 mld euro na walkę z bezrobociem

Uczynienie z budżetu instrumentu ożywienia gospodarki to próba znalezienia kompromisu między dwoma obozami, których skrajnymi reprezentantami są Włochy i Holandia. Z jednej strony Południe Europy, które uważa, że wywołany pandemią kryzys gospodarczy wymaga rewolucji w finansowaniu UE i wprowadzenia wspólnego długu. Premier Giuseppe Conte optuje za koronaobligacjami, honorowo odrzucając inne proponowane formy pomocy, jak np. kredyt z Europejskiego Mechanizmu Stabilności. Początkowo twardo za nim stojące Hiszpania i Francja są teraz mniej radykalne. Paryż zaproponował finansowany co prawda wspólnymi obligacjami, ale jednak ograniczony w czasie i kwocie fundusz na odbudowę gospodarki. Mówił o tym w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej" francuski minister finansów. – Fundusz może być poza budżetem lub też w jego ramach – stwierdził Le Maire. To już krok w kierunku drugiego obozu, czyli Północy, którego najbardziej skrajnym wyrazicielem jest Holandia od początku zdecydowanie przeciwna jakimkolwiek formom wspólnego zadłużenia. Inne państwa Północy, jak Niemcy, Dania, Szwecja czy Austria, chętnie kryją się za jej plecami. Gotowe są natomiast zgodzić się, by z kryzysem walczyć tradycyjnymi metodami, czyli unijnym budżetem.

Ale jaki to będzie budżet? Ostatnia propozycja starego projektu budżetu w lutym mówiła o 1,069 proc. dochodu narodowego brutto. Wiadomo, że po pandemii potrzeby UE będą znacznie większe, ale nie wiadomo, czy wzrośnie gotowość do zwiększania składek przez zwolenników oszczędności, którzy są jednocześnie największymi płatnikami netto. – Musimy ustalić, o jakiej sumie mówimy. Nie ma sensu mówić o procentach DNB, bo on pójdzie dramatycznie w dół. Pytanie, ile będzie pieniędzy w liczbach bezwzględnych – powiedziała Ferreira. Według niej nie powinno się dokonywać kompletnej rewolucji. – Nie wyobrażam sobie, żeby zniszczyć wszystko, co przygotowaliśmy już do 2018 roku, również w negocjacjach z Parlamentem Europejskim. Trzeba poprawić to co niezbędne – uważa Ferreira. Według niej polityka spójności, czyli wspierania regionów i wyrównywania różnic w rozwoju gospodarczym między nimi, musi zachować swoje centralne miejsce w unijnym budżecie.

Politycy, mówiąc o sumach potrzebnych na wyjście z kryzysu, wspominają najczęściej kwotę biliona euro. Mniej więcej tyle UE planowała wydać w latach 2021–2027 na wszystkie wspólne cele, z których część może być tożsama z odbudową gospodarki, ale część nie. Na te dodatkowe cele trzeba by albo od razu zwiększyć składkę państw członkowskich – czego obawiają się państwa oszczędne – albo wprowadzić wspólne unijne dochody własne – nad czym zastanawia się KE – jak np. opłata od plastiku, czy dochody z handlu emisjami CO2. Na to nie było wcześniej zgody, ale teraz sytuacja się zmieniła. Wreszcie można wprowadzić czasowo w budżecie instrument dłużny, czyli niepraktykowaną do tej pory możliwość zaciągnięcia długu pod gwarancje wszystkich państw UE. Na razie jednak sytuacja jeszcze nie dojrzała do radykalnych rozwiązań. Według nieoficjalnych wypowiedzi unijnych dyplomatów być może trzeba będzie poczekać do czerwca.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA