fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Budżet i Podatki

Falstart podatku cukrowego. Prace nad ustawą utknęły

Adobe Stock
Dziś miał wejść w życie podatek od cukru w słodkich napojach, ale Sejm nie ukończył ustawy.

Podatek od słodkich napojów wywoływał silne emocje od grudnia 2019 r., gdy ministerstwo zdrowia tuż przed Świętami Bożego Narodzenia zamieściło na Rządowym Centrum Legislacyjnym pierwszy projekt ustawy. Intensywne prace trwały do początku pandemii. Tego samego dnia, w piątek 13 marca, kiedy premier wygłosił orędzie i zapowiedział zamknięcie gospodarki oraz granic państwa, Senat zdecydował o odrzuceniu ustawy w całości.

- Senat, po przeprowadzeniu analizy ustawy oraz wysłuchaniu partnerów społecznych, przedstawicieli organizacji reprezentujących przedsiębiorców, w tym w szczególności producentów żywności, stanął na stanowisku, że ustawę należy odrzucić w całości, ponieważ nakłada ona na przedsiębiorców nieproporcjonalne do deklarowanego celu ustawy obciążenia fiskalne – napisano w uzasadnieniu uchwały.

W tej sytuacji, Sejm mógł jedynie przegłosować odrzucenie uchwały senatu i przyjęcie ustawy, ale nie mógł już nanosić zmian do tekstu. Prace nad ustawą utknęły jednak w miejscu wraz z lockdownem i nie zakończyły się do dziś. A to oznacza, że prace nad ewentualnym wprowadzeniem podatku od cukru w słodzonych napojach będą musiały rozpocząć się od początku, ponieważ dziś mija właśnie dzień wejścia w życie przepisów, wskazany w ustawie – a do tekstu Sejm nie może już wprowadzać zmian. Sejm może teraz jedynie odrzucić uchwałę Senatu bezwzględną większością głosów, czyli że liczba głosów za musi być większa niż zsumowane głosy przeciw i wstrzymujące się. Sejm miał już raz rozpatrzyć uchwałę senatu o odrzuceniu ustawy – głosowanie miało się odbyć 16 kwietnia, ale spadło z harmonogramu prac.

Jak nieoficjalnie się dowiedzieliśmy, jedna z organizacji zrzeszających producentów żywności chce jeszcze przed wyborami zadać pytanie kandydatom na prezydenta, czy będą wspierali wejście w życie tego podatku.

W ostatecznym kształcie podatek, który utknął w sejmie, zakładał 50 gr opłaty za litr napoju z dodatkiem cukru lub substancji słodzącej oraz dodatkowe 5 gr za każdy gram cukru powyżej 5 g w 100 ml napoju, w przeliczeniu na litr produktu. Napoje energetyczne zostały obciążone dodatkowymi 10 gr za litr. Ustawodawca nałożył też dodatkowe opłaty na małpki, czyli cieszące się ogromną popularnością alkohole (głównie wódki) sprzedawane w butelkach o pojemności poniżej 300 ml. W efekcie najmniejsze butelki wódki o pojemności 100 ml podrożałyby o 1 zł, a większe, o pojemności 200 ml – o 2 zł. W pierwszej wersji podatku, gdyby wszedł on od kwietnia 2020 r., jak chciał tego resort zdrowia, wpływy z podatku miały sięgnąć nawet 2 mld zl. Środki miały zasilić budżet NFZ na leczenie skutków otyłości, pomysł zdobył entuzjastyczne poparcie ekspertów ochrony zdrowia. W czasie prac nad ustawą pojawiało się mnóstwo kontrowersji, oburzenie posłów opozycji wywołały m. in. rozmowy na temat ustawy minister Jadwigi Emilewi z amerykańskim sekretarzem handlu Wilburem Rossem. Były one istotne, bo amerykańskie firmy mają dominujący udział w polskim rynku napojów, Coca-Cola informuje na swojej stronie, że jej udział pod względem ilości sprzedaży wynosi ok. 32 proc., a pod względem wartości – 45 proc. polskiego rynku.


Co ciekawe, wiele portali informuje dziś o tym, że podatek właśnie wchodzi w życie i że od 1 lipca drożeje Cola (oczywiście nie tylko, ale to dominujący napój gazowany w Polsce) i napoje energetyczne.

Nie jest to prawdą – informacje nad przebiegiem prac nad projektem ustawy na stronie Sejmu informują, że prace nad ustawą są niezakończone.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA