fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Wielka Brytania: Boris Johnson znów przegrywa, wyborów nie będzie

AFP
Rząd Borisa Johnsona po raz drugi w ciągu kilku dni przegrał w Izbie Gmin głosowanie w sprawie przedterminowych wyborów. Zgodnie z wolą gabinetu, prace parlamentu zostaną teraz zawieszone do 14 października.

Za wcześniejszymi wyborami głosowało 293 posłów, przeciw było 46. Do przeforsowania wniosku potrzeba było 434, czyli większości dwóch trzecich głosów. Było to szóste z rzędu przegrane przez rząd głosowanie w Izbie Gmin.

Po ogłoszeniu wyników premier Boris Johnson oświadczył, że przekonywał posłów, by zaufali narodowi. - Ale kolejny raz opozycja myśli, że wie lepiej - mówił. Według niego, opozycja chce, by brytyjski premier przystąpił do niezwykle ważnych negocjacji z Brukselą bez możliwości ich zerwania.

- Kolejny raz (posłowie opozycji - red.) chcą opóźnić brexit, bez oglądania się na tych, którzy głosowali za wyjściem z Unii, przekazując Brukseli 250 milionów funtów tygodniowo bez żadnego powodu - powiedział. Ocenił, że Izba Gmin nie może podjąć decyzji i nie pozwoli, by zrobił to ktokolwiek inny. Boris Johnson zapewnił, że podczas zawieszenia prac parlamentu, które potrwa pięć tygodni, będzie kontynuował negocjowanie umowy brexitowej i przygotowywał kraj na twardy brexit.

- Choć opozycja ucieka przed obowiązkiem poddania się werdyktowi wyborców, nie może chować się w nieskończoność - mówił premier. Jak dodał, przyjdzie czas, gdy obywatele staną przed szansą wyrażenia swojej opinii na temat tego, jak Izba Gmin ich reprezentowała. - Jestem przekonany, że zobaczą, iż to rząd stał po ich stronie - zaznaczył.

Johnson: Nie poproszę o opóźnienie brexitu

Podczas debaty przed głosowaniem Boris Johnson przypomniał swoją wypowiedź z zeszłego tygodnia i powiedział, że gdy opozycja nie poparła poprzedniego wniosku o samorozwiązanie parlamentu, stała się pierwszą opozycją w historii, która wyraziła zaufanie do rządu. Premier dodał, iż "zaakceptował rzeczywistość", że wybory to jedyny sposób na przełamanie impasu w parlamencie.

Johnson zarzucił Partii Pracy, że od trzech lat próbuje ona podważyć wyniki referendum w sprawie brexitu. Według niego, miesięczny koszt pozostawania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej to miliard funtów miesięcznie, a godzenie się przez laburzystów na tę cenę jest "absurdem".

- Znamy prawdziwy powód, dla którego Partia Pracy pod kierownictwem Jeremy'ego Corbyna nie chce wyborów. Obawia się, że przegra - mówił Johnson. - Ale jest mała, przerażona mniejszość posłów laburzystów, która nie chce wyborów bo sądzi, że Corbyn może je wygrać - dodał.

Szef rządu apelował do posłów opozycji, by - jeśli chcą przełożenia brexitu - zagłosowali za przyspieszonymi wyborami i pozwolili narodowi podjąć decyzję. Premier, którego wystąpienie było wielokrotnie przerywane przez deputowanych powtórzył, że nie poprosi Brukseli o opóźnienie brexitu, zaplanowanego według obecnie obowiązującego harmonogramu na 31 października.

Corbyn: Johnson zamierza złamać prawo

Premierowi odpowiedział Jeremy Corbyn. Odniósł się do przyjętej przez parlament i zaaprobowanej przez królową Elżbietę II ustawy Benna, która nakłada na gabinet obowiązek ponownego zwrócenia się do Brukseli z prośbą o przełożenie brexitu, jeśli do 19 października rząd nie wynegocjuje z UE nowej umowy brexitowej lub parlamentarzyści do tego czasu nie poprą twardego brexitu. Według lidera laburzystów, słowa Johnsona "jasno oznaczają", że zamierza on złamać prawo i nie wypełnić zapisów ustawy.

Corbyn mówił, że laburzyści "rwą się" do wyborów, ale nie zaryzykują "sprowadzenia na kraj katastrofy", jaką w jego ocenie byłby brexit bez umowy. - Nie zamierzamy wejść w pułapki zastawione przez tego premiera - zakończył.

Liberalni Demokraci obiecają odwołanie brexitu

Były członek rządu torysów sir Alan Duncan wezwał posłów do zniesienia ustawy o kadencyjności parlamentu, która stanowi, że do poparcia wniosku o przedterminowe wybory potrzeba większości dwóch trzecich. Jego zdaniem, obowiązujące w tej materii prawo pozostawiło premiera w "kafkowskiej pułapce", w której z jednej strony Borisowi Johnsonowi trudno rządzić, z drugiej - nie ma możliwości zarządzenia wyborów. Duncan zaapelował, by posłom torysów, którzy po zeszłotygodniowym głosowaniu przeciw rządowi zostali de facto wykluczeni z ugrupowania rządzącego, umożliwić powrót do partii.

Liderka Liberalnych Demokratów Jo Swinson oświadczyła, że w następnych wyborach jej ugrupowanie wystartuje z obietnicą odwołania brexitu.

Spiker odchodzi, rząd ma ujawnić dokumenty

We wtorek Izba Gmin drugi raz głosowała wniosek szefa rządu o samorozwiązanie parlamentu; pierwszy został odrzucony 4 września. Wówczas za wcześniejszymi wyborami głosowało 298 posłów, przeciwko - 56. Opozycja w większości wstrzymała się przed poparciem tego wniosku, ponieważ zależało jej na tym, aby rozwiązanie parlamentu nie zakończyło prac nad przyjętą tego samego dnia przez Izbę Gmin ustawą Benna. W odpowiedzi na wynik tamtego głosowania Boris Johnson stwierdził, że przewodniczący Partii Pracy Jeremy Corbyn jest pierwszym przywódcą opozycji, który odmówił zaproszenia do wyborów.

W poniedziałek spiker Izby Gmin John Bercow zapowiedział, że ustąpi ze stanowiska podczas najbliższych wyborów lub 31 października.

Izba Gmin w głosowaniu zdecydowała, że rząd Borisa Johnsona musi opublikować wszystkie dokumenty dotyczące przygotowań Wielkiej Brytanii do twardego brexitu oraz prywatną korespondencję urzędników dotyczącą zawieszenia obrad parlamentu.

Izba Gmin blokuje twardy brexit

Ustawa autorstwa Hillary'ego Benna z Partii Pracy, przyjęta przez Izbę Gmin w środę, w piątek zatwierdzona przez Izbę Lordów a w poniedziałek podpisana przez królową Elżbietę II, nakłada na gabinet obowiązek ponownego zwrócenia się do Brukseli z prośbą o przełożenie brexitu, jeśli do 19 października brytyjski rząd nie wynegocjuje z UE nowej umowy ws. brexitu lub parlamentarzyści do tego czasu nie poprą brexitu bez umowy.

Ustawę wprowadzono na agendę Izby Gmin 3 września - rząd Borisa Johnsona przegrał wtedy głosowanie w tej sprawie m.in. dzięki głosom 21 parlamentarzystów Partii Konserwatywnej. W związku z zagłosowaniem przez nich przeciwko własnemu rządowi torysi-buntownicy, wśród których są m.in. były kanclerz skarbu Philip Hammond, były sekretarz sprawiedliwości David Gauke i wnuk Winstona Churchilla sir Nicholas Soames, mają zostać za to pozbawieni możliwości zasiadania w ławach rządowych oraz ponownego startu z list Partii Konserwatywnej, co de facto oznacza ich usunięcie z partii. Projekt przejęcia kontroli nad porządkiem obrad Izby Gmin poparło 328 posłów, przeciw było 301.

W czasie środowej sesji pytań i odpowiedzi w Izbie Gmin Boris Johnson zapowiedział, że jeśli parlament przyjmie ustawę, wówczas on zgłosi wniosek o przedterminowe wybory, które miałyby się odbyć 15 października, a więc na nieco ponad dwa tygodnie przed wyznaczoną na 31 października datą brexitu. Johnson po raz kolejny podkreślił, że jego celem jest doprowadzenie do brexitu w tym terminie.

- Nie chcę wyborów. Społeczeństwo nie chce wyborów. Lecz jeżeli w środę Izba Gmin zagłosuje za ustawą, społeczeństwo będzie musiało wybrać, kogo wysłać do Brukseli 17 października, by załatwił tę sprawę (brexit - red.) i pchnął kraj do przodu - mówił dzień wcześniej Johnson. Według niego, ustawa przygotowana przez opozycję jest równoznaczna z przerwaniem negocjacji i wymuszeniem "kolejnego bezcelowego opóźnienia brexitu, być może na lata". W ocenie Johnsona dalsze przedłużanie brexitu będzie kosztować Wielką Brytanię miliard funtów miesięcznie.

Aby doszło do przedterminowych wyborów wniosek zapowiedziany przez Johnsona będzie musiałaby poprzeć większość dwóch trzecich posłów Izby Gmin.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA