fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Jeremy Hunt: Nie mogę zagwarantować, że brexit nastąpi przed Bożym Narodzeniem

Jeremy Hunt, szef brytyjskiej dyplomacji
AFP
Jeremy Hunt, kandydat na przewodniczącego Partii Konserwatywnej i premiera Wielkiej Brytanii, stwierdził, że może „zapłacić cenę polityczną” za swoją deklarację w sprawie terminu wyjścia Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej.

Przemawiając na sobotnim spotkaniu w Colchester brytyjski minister spraw zagranicznych ocenił, że „może zapłacić cenę polityczną za uczciwość wobec ludzi”. - Ale rzeczywistość jest taka, że mamy do czynienia z zawieszonym parlamentem, z ludźmi - nie tylko w Partii Pracy, ale w naszej własnej partii - absolutnie zdeterminowanymi, aby powstrzymać nas przed wyjściem z UE bez umowy - mówił.

Hunt komentował w ten sposób fragment ze swojego wywiadu z Andrew Neilem z BBC, w którym powiedział, że że nie jest gotów podjąć zobowiązania w kwestii terminu brexitu, ponieważ parlament może go zablokować. Zwrócił uwagę, że premierzy powinni „składać obietnice, o których wiedzą, że mogą ich dotrzymać”.

Boris Johnson, przeciwnik Hunta w wyścigu o szefowanie Partii Konserwatywnej, od razu skorzystał z okazji i punktował swojego rywala, zwracając uwagę, że kolejne opóźnienie brexitu będzie „szalone”. Hunt przyznał, że uczciwość, o której mówił, może go kosztować przegraną w walce o stanowisko premiera.

W wywiadzie dla BBC Hunt powiedział, że nie może złożyć obietnicy, gdy był naciskany przez dziennikarza o to, czy Wielka Brytania wyjdzie z UE przed świętami Bożego Narodzenia. Johnson tymczasem powtórzył swoje zobowiązanie do dotrzymania nowego terminu brexitu, ustalonego obecnie na 31 października.

Partia Konserwatywna zapowiedziała, że nazwisko nowego lidera ugrupowania poznamy 23 lipca. Wybierze go 160 tys. członków partii. Ostateczną dwójkę kandydatów na stanowisko wyłonili w serii głosowań posłowie torysów. Faworytem wyborów jest Johnson.

Boris Johnson wielokrotnie zapowiadał, że jako premier Wielkiej Brytanii na pewno doprowadzi do brexitu do 31 października. Johnson jest przekonany, że uda mu się wynegocjować nową umowę ws. brexitu z UE, ponieważ umowa wynegocjowana przez Theresę May jest "martwa".

Johnson zadeklarował też, że jest gotów przeprowadzić tzw. twardy brexit - czyli brexit bez umowy. Przeciwko takiemu rozwiązaniu przeciwna jest jednak część parlamentarzystów Partii Konserwatywnej. Niektórzy z nich deklarują, że gdyby rząd Johnsona zmierzał do twardego brexitu, zagłosowaliby za wotum nieufności dla własnego gabinetu, co oznaczałoby przedterminowe wybory do Izby Gmin.

Do zmiany premiera doszło po tym, jak w związku z impasem ws. brexitu, spowodowanym trzykrotnym odrzuceniem przez Izbę Gmin umowy wynegocjowanej z UE przez Theresę May, Bruksela musiała opóźnić datę wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii (pierwotnie miało do tego dojść 29 marca) - najpierw na 12 kwietnia/22 maja, a potem na 31 października.

W tzw. głosowaniach orientacyjnych przeprowadzonych w Izbie Gmin żadne z rozwiązań impasu, alternatywnych wobec umowy Theresy May, nie zdobyło większości. Najbliżej większości była propozycja wejścia przez Wielką Brytanię w unię celną z UE po brexicie.

Umowa wynegocjowana przez May była za każdym razem odrzucana m.in. głosami części posłów Partii Konserwatywnej i popierającej rząd Demokratycznej Partii Unionistycznej. Powodem sprzeciwu polityków partii rządzącej wobec umowy brexitowej wynegocjowanej przez szefową rządu jest zawarty w niej mechanizm tzw. backstopu, czyli tymczasowe pozostanie przez Wielką Brytanię w unii celnej z UE, aby uniknąć odtworzenia regularnej granicy celnej między Irlandią a Irlandią Północną, co stałoby w sprzeczności z postanowieniami tzw. porozumienia wielkopiątkowego z 1998 roku, które zakończyło konflikt w Irlandii Północnej.

W związku z drugim przełożeniem daty brexitu na Wyspach musiały odbyć się wybory do PE, które wygrała Partia Brexitu Nigela Farage'a, a torysi ponieśli w nich największą porażkę w wyborach powszechnych w swojej historii.

May podała się do dymisji 7 czerwca. Premierem Wielkiej Brytanii była od 2016 roku, od czasu referendum, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za wyjściem z UE, po którym do dymisji podał się David Cameron.

Brytyjczycy podjęli decyzję o wyjściu z UE w referendum z 23 czerwca 2016 roku. Za wyjściem z Unii głosowało 51,89 proc. respondentów, przeciw - 48,11 proc. Zwolennicy pozostania w UE stanowili większość spośród głosujących w Szkocji (62 proc.) oraz Irlandii Północnej (56 proc.), a także na Gibraltarze (95,9 proc.).

Źródło: rp.pl/ Sky News
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA