Blogi

Rząd czekają prorynkowe testy

Archiwum
Podczas weekendowego kongresu Prawa i Sprawiedliwości w Przysusze wicepremier oraz minister finansów i rozwoju Mateusz Morawiecki dużo mówił o polityce gospodarczej rządu, planach i pomysłach. Zwrócił uwagę na szybko rozwijającą się polską gospodarką i... wyraził zdziwienie niewytłumaczalną jego zdaniem niechęcią do inwestowania przez krajowych przedsiębiorców.

Podsumowujące pierwsze półrocze dane gospodarcze mogą to zdziwienie tylko potęgować. Wskaźniki wyprzedzające koniunktury w przemyśle (PMI) w strefie euro (za czerwiec) wręcz szybują. Euforia gospodarcza panuje w Niemczech. Tymczasem czerwcowe odczyty PMI dla Polski, choć nieco lepsze niż przed miesiącem, są słabsze od oczekiwań i pozostają daleko w tyle za rozwiniętymi rynkami. Strach pomyśleć, co byłoby z naszą gospodarką, gdyby nie tak dobra koniunktura u naszego zachodniego sąsiada – najważniejszego partnera handlowego Polski.

Krajowe inwestycje miały zacząć rosnąć już wiosną, wspierając mocną dotąd konsumpcję (efekt programu 500+ i dobrych nastrojów na rynku pracy) oraz eksporterów korzystających z wciąż atrakcyjnego kursu złotego. Tak się jednak nie stało. Mamy lato, a wszyscy obserwatorzy rynku, analitycy, ekonomiści wciąż czekają na ten ostatni element niezbędny do przyspieszenia wzrostu gospodarczego.

Obawiam się, że samo czekanie, aż firmy zaczną inwestować, to za mało. I być może dostrzegł to również resort finansów, wysyłając do urzędów skarbowych zalecenia mające ulżyć mniejszym firmom budowlanym. Chodzi o nowe zasady rozliczania podatku VAT. Od tego roku to nabywca wykazuje VAT i oddaje go fiskusowi. Jeśli jednocześnie jest sprzedawcą, to na rozliczenie VAT i zwrot nadpłaconego podatku musiał czekać zwykle 60 dni. Od teraz – jak wynika z zalecenia – fiskus będzie miał 15 dni na zwrot VAT. To na pewno poprawi płynność mniejszych firm z tej branży, ułatwiając im przeżycie.

Tymczasem już za chwilę kolejny test na prorynkowe (bądź nie) podejście rządzącej partii do gospodarki. Komitet ds. wolnych niedziel (z NSZZ Solidarność czy spółdzielnią Społem w składzie) domaga się przyspieszenia prac nad ustawą i zakazu handlu praktycznie we wszystkie niedziele (z pewnymi wyjątkami). Tym samym nawołuje, aby partia rządząca wywiązała się z obietnicy wyborczej.

Problem w tym, że ustawa w takim kształcie znacząco zmniejszy konkurencyjność naszej gospodarki i zaszkodzi budżetowi. Dlatego też zapewne rząd nie pali się do wprowadzenia tak restrykcyjnego rozwiązania i zachowawczo proponuje wdrożenie ustawy etapami.

Rząd ma problem. Szefem sejmowej podkomisji, która ma się zajmować ustawą, został bowiem Janusz Śniadek, były szef Solidarności. To znacząco zwiększa siłę twórców tej ustawy. Rząd będzie musiał się więc nieźle nagimnastykować, aby nie ograniczyć i w tym obszarze potencjału gospodarki.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL