Reklama

Koronawirus to zagrożenie dla wielkich wycieczkowców

Dla organizatorów rejsów wycieczkowych nie ma gorszej antyreklamy, niż gehenna, jaka przeżywali pasażerowie „Diamond Princess". Już teraz wiadomo, że popyt na zwiedzanie świata z pokładu giga statków spadł o 15 proc.

Aktualizacja: 17.02.2020 19:39 Publikacja: 17.02.2020 12:47

Koronawirus to zagrożenie dla wielkich wycieczkowców

Foto: Bloomberg

Potencjalni pasażerowie obawiają się, że kiedy podczas rejsu ktokolwiek zachoruje staną się więźniami na wiele tygodni. A nawet potem, kiedy już zostaną zwolnieni z kwarantanny, trudno im będzie wrócić. Tym bardziej, że linie lotnicze także niechętnie biorą na pokład takich pasażerów. Ostatnio KLM w Malezji odmówił przewiezienia do Amsterdamu dwóch Holendrów, którzy wracali z rejsu po Azji.

Czytaj także: Koronawirus w Chinach: Liczba zachorowań znów rośnie

Według analityków branży turystycznej kryzys wywołany koronawirusem (COVID-19) będzie znacznie dotkliwszy dla wielkich wycieczkowców, niż poprzednie – wywołane norowirusem, kiedy wszyscy pasażerowie jednego ze statków ucierpieli z powodu dolegliwości żołądkowych, czy zawstydzającej afery z Costa Concordia, którego kapitan wpakował statek na mieliznę. Utonęły wówczas 32 osoby.

Przy tym epidemia koronawirusa jest już tak nagłośniona w mediach, że potencjalni klienci wielkich armatorów ze znacznie większą rezerwą podejdą do pomysłu takiego właśnie sposobu spędzenia urlopu. — Im dłużej będziemy czytać o kłopotach z ewakuacją „Diamond Princess" i podobnych, tym więcej ludzi, którzy jeszcze nigdy nie pływali wycieczkowcami zrezygnuje z wykupienia takiego rejsu. Bo to już nie będą dla nich wakacje marzeń — mówi James Hardiman, szef Wedbush Securities, firmy wyspecjalizowanej w analizach dla rynku turystycznego.

Czytaj także: USA chcą ewakuować swoich obywateli z Diamond Princess

Reklama
Reklama

Turystyka morska nadal walczy o to, by straty były jak najmniejsze. I o ile linie lotnicze nie ukrywają, że wymuszone przez koronawirusa zawieszenie połączeń do Chin wiąże się dla nich z dużymi stratami finansowymi, o tyle organizatorzy morskich wycieczek są znacznie bardziej oszczędni w informacjach. Wartość tego segmentu turystycznego na świecie sięga 45,6 mld dol. rocznie. Analitycy branży są zdania, że w tym roku koronawirus obetnie z tej kwoty przynajmniej 15 proc.

Na ten temat jednak nie są skłonni wypowiadać się znani armatorzy Norwegian Cruise Lines i Carnival Corp., do którego należą Princess Cruises. W odpowiedzi na pytania odpowiadają, że dla nich w tej chwili priorytetem jest bezpieczeństwo pasażerów. Przyznają jednak, że negatywny efekt będzie odczuwalny. Zapewniają jednocześnie o środkach, jakie zostały przedsięwzięte. Nie jest to łatwe zadanie, ponieważ cokolwiek by zrobili, to i tak rejs wymusza sytuację, w której kilka tysięcy ludzi jest zgromadzonych na niewielkiej powierzchni przynajmniej przez tydzień, a najczęściej znacznie dłużej. Co to oznacza? A no to, że takie statki-miasta automatycznie mogą stać się inkubatorami wirusa.

Erika Richter, odpowiadająca za komunikację zewnętrzną w American Society of Travel Advisors nie ukrywa, że negatywne skutki będą odczuwalne. —Nie ma innej możliwości – mówi. Jej zdaniem również zamiast rokrocznego wzrostu popytu będzie spadek przynajmniej o 15 procent.

Biznes
Chatbot Muska wywołał globalny alarm. Indonezja reaguje jako pierwsza
Biznes
Grenlandia. Mała gospodarka z wielkimi problemami na celowniku Trumpa
Biznes
Wojciech Kostrzewa: Rada Przedsiębiorczości zadowolona z decyzji premiera w sprawie PIP
Biznes
Jest raport służb na temat lobbingu wokół KSC. Mają go poznać posłowie
Biznes
Podatek cyfrowy, odwrót USA od instytucji i rekord sprzedaży aut w Polsce
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama