fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Białoruś

Aleksander Milinkiewicz: Trzeba powstrzymać terror

Aleksander Milinkiewicz
Aleksander Milinkiewicz
Fotorzepa/ Radek Pasterski
Przeżywamy czasy podobne do tych, które Polacy znają z 1981 roku, gdy wprowadzano stan wojenny – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksander Milinkiewicz, rywal Łukaszenki w 2006 roku.

Za kratami na Białorusi znalazło się już ponad 300 więźniów reżimu, w tym czołowi działacze mniejszości polskiej. Premier Mateusz Morawiecki zapowiadał w czwartek ograniczenia w przepływie towarów we współpracy z Litwą i Łotwą. Z kolei prezydent Andrzej Duda w sprawie represji na Białorusi napisał list do przywódcy USA z prośbą o interwencję Rady Bezpieczeństwa ONZ.

W jaki sposób Zachód może uwolnić więźniów reżimu Aleksandra Łukaszenki?

Dotychczas w historii rządów Łukaszenki więźniowie polityczni byli uwalniania w wyniku rozpoczęcia dialogu Mińska z Zachodem. Czy dzisiaj to możliwe? Wydaje mi się, że nie. Nie sądzę, by ktoś z zachodnich polityków chciał obecnie rozmawiać z reżimem w Mińsku. Łukaszenko jest już wyrzutkiem na świecie. Niestety, Białoruś dziś ma tylko jednego partnera – Rosję. Wiele więc będzie zależało od tego, czy Zachód znajdzie wspólny język z Kremlem w sprawie sytuacji na Białorusi.

Biorąc pod uwagę obecny stan relacji pomiędzy Rosją z Zachodem, trudno to sobie wyobrazić.

Z jednej strony tak. Ale polityka polega na tym, że jeżeli jest jakiś wspólny interes, to porozumienia nie można wykluczyć.

Po co Władimir Putin miałby rozmawiać z Zachodem o Białorusi, którą? uznaje za własną strefę wpływów?

Myślę, że dla Putina ważne jest nie tylko to, by mieć na czele Białorusi lojalnego człowieka, ale i takiego, który będzie kontrolował sytuację w kraju. Kreml doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że Łukaszenko stłumił protesty uliczne, ale utrzymuje władzę wyłącznie przy pomocy służb mundurowych. Potrzebują tam kogoś, kto zapewni ciągłość władzy oraz pozostanie w sojuszu z Kremlem. Rozumieją jednak też doskonale, że w razie odejścia Łukaszenki będą musiały odbyć się?wybory bardziej demokratyczne, a tego się obawiają.

Premier Mateusz Morawiecki mówił w czwartek o możliwym wprowadzeniu ograniczeń dotyczących przepływu towarów. Czy taki krok wpłynąłby na reżim w Mińsku?

Wcześniej byłem przeciwnikiem sankcji gospodarczych, bo doprowadzają do izolacji kraju w stosunkach z Zachodem. Nie sprawiły, że np. Kuba czy Korea Północna stały się państwami demokratycznymi. Wychodziłem z założenia, że im dalej będziemy od Brukseli, tym bliżej Moskwy. Ale wygląda na to, że w obecnej sytuacji Łukaszenko jest gotów poświęcić niepodległość kraju, by zostać choćby mianowanym generał-gubernatorem. Dzisiaj trzeba byłoby zapytać Białorusinów, przeprowadzić poważny niezależny sondaż. I jeżeli większość moich rodaków poprze takie kroki, to gospodarcze sankcje trzeba wprowadzać. Bo trzeba powstrzymać terror, który trwa od miesięcy na Białorusi. Trzeba ratować ludzi, przeżywamy bardzo trudne czasy.

Przeciwnicy reżimu spodziewali się, że 25 marca z okazji Dnia Wolności, ludzie znów wyjdą?na ulice. Ale służby i wojsko nie pozwoliły nikomu nawet dojść do centrum.

Dzisiaj przeżywamy na Białorusi czasy podobne do tych, które Polacy znają z 1981 roku, gdy wprowadzano stan wojenny. W podobny sposób przeżywamy rozczarowanie, nawet depresje i niektórym wydaje się, że już nigdy wolność nie przyjdzie. Przyjdzie, ale nie liczyłbym na to, że w warunkach krwawych represji wyprowadzimy setki tysięcy ludzi na ulice i dociśniemy reżim. W obecnej sytuacji powinniśmy oszczędzać siły i szukać wyjścia, ale nie kosztem życia ludzkiego. Rewolucje się odbywają falami, Białorusini w żaden sposób nie wrócą już do przeszłości. Dyktatury w agonii padają najczęściej nie z przyczyny genialnych pomysłów opozycji, a z własnej głupoty i fatalnych pomyłek.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA