fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Banki

Wielu przyjrzy się mBankowi

Fotorzepa, Grzegorz Zawisza
Dołączają kolejne instytucje gotowe przeanalizować możliwość przejęcia czwartego kredytodawcy w Polsce. Do rozgrywki mogą się włączyć nowi gracze.

We wtorkowym wydaniu pisaliśmy, że ING Bank Śląski tworzy zespół specjalistów mających przeanalizować możliwość przejęcia tego czwartego co do wielkości aktywów kredytodawcy w Polsce. Wcześniej Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP, przyznał, że jego bank przyjrzy się mBankowi. Teraz, jak wynika z naszych informacji, do analizy może przystąpić także BNP Paribas Bank Polska, szósty gracz na naszym rynku.

Czytaj także: To już oficjalne: Commerzbank wystawi mBank na sprzedaż

Spektrum chętnych

– Nasz bank realizuje strategię FastForward, która zakłada wzrost i rozwój organiczny. Obserwujemy trendy konsolidacji na polskim rynku, ale nie komentujemy pogłosek i spekulacji dotyczących ewentualnych fuzji i przejęć – ucina Izabela Tworzydło, rzeczniczka BNP Paribas.

Niespełna rok temu bank ten za 3,25 mld zł przejął wydzieloną część Raiffeisen Polbanku (39 mld zł aktywów), ale fuzję operacyjną przeprowadzi dopiero między 9 a 11 listopada. Do ewentualnej zmiany właściciela mBanku minie jednak jeszcze co najmniej kilka miesięcy, co dałoby francusko-polskiemu kredytodawcy trochę czasu. Pewne znaczenie może mieć również fakt, że obecny jego prezes Przemysław Gdański przez lata był wiceprezesem mBanku. Za BNP Paribas BP przemawia także jego silny francuski akcjonariusz, który, mając ponad 90 mld euro kapitału, wykazywał spory apetyt na wzrost na polskim rynku.

Czytaj także: Polityczna siła może zrepolonizować mBank

Faworytem wydają się banki państwowe: PKO BP i Pekao, a szczególnie ten pierwszy, lider rynku, posiadający duże kapitały. Państwo będzie musiało prędko zdecydować, kto ewentualnie złoży ofertę, aby uniknąć szkodliwej wzajemnej licytacji i podbijania ceny.

Eksperci wskazują też na możliwe zainteresowanie Santander Banku Polska, drugiego gracza na rynku, który niecały rok temu przejął wydzieloną część Deutsche Banku Polska za 1,3 mld zł. Wprawdzie zarząd Santandera zapowiadał, że teraz skupi się na rozwoju organicznym, ale wyjątkowa okazja, jaką jest wystawienie na sprzedaż mBanku, może spowodować, że Santander, mający duże doświadczenie i umiejętności w zakresie fuzji, zmieni zdanie i przyjrzy się tej transakcji. Bank nie komentuje sprawy.

Nie można wykluczyć, że do gry włączy się także Millennium, siódmy gracz w Polsce, który dopiero na początku czerwca stał się właścicielem EuroBanku kosztem 1,8 mld zł i na 11 listopada zaplanował fuzję operacyjną. To jednak nie musi, tak jak w przypadku BNP Paribas, być problemem nie do przeskoczenia, gdyby okazało się, że portugalsko-chińsko-polski bank chce przeprowadzić fuzję skokowo zwiększającą jego aktywa z 94 do 230 mld zł, a udział w rynku z 4,8 do 11,7 proc. Kluczowe będzie zdanie portugalskiego BCP, mającego 50 proc. akcji Millennium, i jego chińskiego właściciela – funduszu Fosun, mogącego mieć chęć na ekspansję w bankowości europejskiej.

Nie jest wykluczone, że Credit Agricole także byłby zainteresowany. To 11. co do wielkości bankowa grupa kapitałowa w Polsce, która interesowała się przejęciem EuroBanku. Zdaniem analityków małym bankom uniwersalnym trudno będzie przetrwać i albo znajdą własną specjalizację, albo skokowo zwiększą skalę przez przejęcie, albo będą miały słabe wyniki i same zostaną przejęte.

Zainteresowane mBankiem są też zagraniczne grupy bankowe, nieobecne na polskim rynku lub mające w nim znikomy udział, oraz fundusze private equity – wynika ze słów jednego ze specjalistów działających w bankowości inwestycyjnej. Pojawiają się także informacje o ubezpieczycielach, ale zdaniem naszych rozmówców to najmniej prawdopodobne, bo nie uzyskaliby oni efektów synergii, na jakie liczą inwestorzy już mający tu banki. Osiągnęliby je dzięki łączeniu, choć byłaby to nietypowa transakcja i zdaniem ekspertów kosztowe efekty synergii, ze względu na wysoką efektywność kosztową i relatywnie niewielką liczbę placówek mBanku, nie byłyby tak wysokie jak zwykle.

– Jakieś efekty jednak by były, także przychodowe, bo mBank ma dobre produkty i mocną bankowość korporacyjną. Zatem inwestorzy mający banki w Polsce mogą być skłonni zaproponować wyższą premię niż ci, którzy na te podstawowe efekty synergii liczyć nie mogą. Dlatego moim zdaniem faworytem jest ktoś, kto ma już spory bank w Polsce. Szczególnie jeśli okaże się, że decydować będzie polityka, wtedy oferowana cena może być podbita, oczywiście w granicach rozsądku, przez któryś z banków państwowych – mówi jeden z ekspertów. Dodaje jednak, że mBank to być może ostatni na naszym rynku tak duży i dobry do przejęcia bank, który choć nie jest już tak rentowny jak kiedyś, to nadal jest lepszy niż zachodnioeuropejski. – To może skłonić któregoś z nowych graczy, chcącego skokowo wejść do Polski, do podbicia stawki – dodaje.

Ważny głos KNF

W przypadku funduszy private equity znakiem zapytania jest nie tylko brak synergii, ale i podejście KNF, bo wcześniej nadzór był niechętny takim inwestorom. Przewodniczący Jacek Barszczewski, zapytany w czerwcu o inwestora tego typu w przypadku Getin Noble Banku, czyli instytucji trzykrotnie mniejszej, nie wykluczył takiej opcji, ale zaznaczał, że musiałby to być fundusz o „ugruntowanej pozycji międzynarodowej, z doświadczeniem w inwestowaniu w regulowane biznesy". Istotny byłby potencjał kapitałowy funduszu i horyzont inwestycyjny, który nie powinien być krótszy niż siedem–dziewięć lat, przy czym siedem to absolutne minimum. KNF wymaga, aby inwestor gwarantował długoterminowe, stabilne i ostrożne zarządzanie bankiem, legitymował się dobrą, weryfikowalną reputacją, zdrową sytuacją finansową, adekwatnymi środkami finansowymi oraz odpowiednim doświadczeniem w prowadzeniu działalności bankowej w skali porównywalnej ze sprzedawanym bankiem.

Opinia dla „rz"

Marcin Materna, dyrektor działu analiz, Millennium DM

Zainteresowanych mBankiem z biznesowego punktu widzenia powinno być wielu. Ograniczeniem jest nie tyle sens przejęcia, bo ten w przypadku największych banków jest, ile cena i możliwości sfinansowania transakcji. Niskie wyceny polskich banków stanowią okazję, nawet jeśli trzeba będzie więcej zapłacić po wyłączeniu kredytów frankowych. Kluczowe będzie to, jaką cenę można zaakceptować, aby można było liczyć na poprawę wskaźników i dochodowości mBanku po wyłączeniu kredytów frankowych.

Nie trzeba być właścicielem

PiS w programie wyborczym zakładało zwiększenie udziału polskiego kapitału w sektorze bankowym. Prywatny jest na to zbyt słaby, więc jedynym na to sposobem są przejęcia prowadzone przez banki lub inne instytucje kontrolowane przez państwo – twierdzi partia. Jednak sporo jest głosów krytykujących plan repolonizacji według PiS. Wątpliwości budzi np. obsada licznych intratnych stanowisk w bankach. Poza tym pojawia się argument, że nie trzeba być właścicielem banków, aby mieć wpływ na ich działalność – od tego są odpowiednie regulacje i uprawnienia KNF. Zdaniem ekspertów to one powinny przeciwdziałać potencjalnym kryzysom, a nie samo zwiększanie udziału państwa w sektorze, które wręcz może doprowadzić do wzrostu ryzyka koncentracji i spadku konkurencyjności.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA